23 июн. 2012 г.

O pięknie błędów. Część 2

W poprzedniej części rozprawiałem na temat piękna procesu popełniania błędów. Zwróciłem także uwagę na to, że własne błędy są bardzo użytecznym (a często nawet niezbędnym) materiałem do nauki języka. Mam nadzieję, że udało mi się to w zrozumiały sposób wyjaśnić. Wnikliwy czytelnik jednak może zauważyć, że w życiu codziennym często spotykamy się nie z procesem, tylko z gotowym rezultatem. O jakim pięknie możemy mówić w takim razie? Na ile pamiętam, dr Józef Darski w takich wypadkach natychmiast zaczynał rozważania o "analfabetach" i o "systemie edukacji, produkującym debili". Ale na szczęście, nie muszę już tego słuchać :)

1.
Zacznijmy zatem od historyjki zupełnie niewiarygodnej. O tym, jak pewnego zimnego dnia malutka literóweczka w pewnym angielskim słówku zapewniła mi wygodny nocleg, gorącą kolację połączoną z wykonaniem na żywo ulubionej piosenki, a także spotkanie z osobą, którą od dawna lubię.

Jak do tego doszło? W styczniu 2010 piłem sobie herbatę w bufecie siedziby Microsoft Ukraine. Jak widać z nazwy, firma jest amerykańska. Angelszczyzna jest tam dosłownie wszędzie -- nawet instrukcję przeciwpożarową oprócz wersji ukraińskiej po angielsku wydrukowali. Zauważyłem w niej następujące zdanie (nawet zdjęcie zrobiłem, ale ono jest na Ukrainie, a ja w Turcji):

Don't use elevators, use stars instead.

Stwierdziłem, że to najpiękniejsza poezja, którą w ciągu ostatnich pół roku widziałem, i napisałem o tym SMS do Julii. Po kilku godzinach ona znałazła chwilę, by do mnie oddzwonić, podziękować i zapytać, jak się mam. Odpowiedziałem, że mam się świetnie, ale nie mam gdzie spać (dopiero wtedy się zorientowałem, że jestem w takiej sytuacji). Nocleg został załatwiony w mgnieniu oka: Julia poprosiła jednego ze współlokatorów o ustąpienie mi pokoju, tym czasem ugotowała kolacje. Podczas kolacji okazało się, że jeszcze inny jej współlokator trochę gra na gitarze, i korzystając z okazji, postanowił zaśpiewać dla mnie piosenkę -- jedną z moich ulubionych! Oto ona -- w wykonaniu autora, Olega Miedwiediewa z Irkucka:



2.

W tym roku spędziłem setki godzin, udzielając lekcji z Rosyjskiego w Warszawie, nie mogło więc się obejść bez ciekawych perełek, wymyślonych przez uczniów. Nie będę mówić o banalach w stylu писать/писать, opowiem tylko o jednym bardzo trafnym określeniu, wymyślonym przez pewną zaawansowaną uczennicę thanks to serendipity. Otóż siedzimy z Olą w KFC (miejscu, w którym odbywały się lekcje), ja akurat wypiłem mojito i już domyślam się, że zaraz będzie jakiś "moment prawdy". I rzeczywiście! Zrodziło się wtedy słówko ПРЕДПРИДАВАТЕЛЬ. W zależności od pisowni mamy co najmniej 2 niebezsensowne znaczenia:

ПРЕДПРИДАВАТЕЛЬ = преподаватель + предприниматель

lub też

ПРЕДПРЕДАВАТЕЛЬ = преподаватель + предавать

I rzeczywiście: nieraz można spotkać na Ukrainie wykładowców, myślących nie o jakości kształcenia, tylko o własnym "interesie", często w postaci łapówek od studentów -- i w ten sposób zdradzającym system edukacji. Zamieszczę wkrótce wywiad z moim ulubionym profesorem Olegiem Chomą z Uniwersytetu technicznego w Winnicy, w którym to wywiadzie poruszono między innymi ten wątek. Jeśli chcesz posłuchać, musisz szybko nauczyć się ukraińskiego, dlatego że wywiad po ukraińsku będzie :)

3.
Tego błędu nie ma już od dawna: przedstawiam "archiwalne" zdjęcie międzynarodowej kasy na dworcu głównym PKP we Wrocławiu sprzed renowacji.


Może się wydać, że nic ciekawego tu nie ma. No, pomyślisz sobie, продажа билетов в международной сообщении. Po prostu pierwszy raz w życiu zobaczyłem wtedy, że w dużym europejskim mieście, w bardzo poważnym i widocznym miejscu może być napisana taka bzdura, dlatego bardzo mnie to rozbawiło. Później, oczywiście, widziałem wiele tego typu niespodzianek, a jednak pierwszego razu się nie zapomina :)

* * *

Niegdyś słyszałem od uczniów, że dzięki błędom teksty na moim blogu maja swoisty urok. Mam nadzieję, że jest tutaj jeszcze coś ciekawego oprócz błędów :)

8 июн. 2012 г.

O pięknie błędów. Część 1

Prawdopodobnie myślisz, że to jakiś oksymoron, celowe zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach (jak np. "эстетика пердежа") — przecież błędy zawsze są brzydkie! Czytaj dalej, a spróbuję Ci udowodnić, że tak nie jest. Nawiasem mówiąc, był to jeden z tematów, omawianych na 3. zjeździe blogerów językowych — zaczęło się od billboardów z napisem "Feel like at home", na które zwróciła uwagę CardamomTea po przyjeździe. 

Kiedy uczymy się nowego języka, dużo wysiłku wkładamy w wyeliminowanie błędów. Cieszymy się, jeżeli znajdziemy chętnego do pomocy uważnego native-speakera, a czasem nawet samodzielnie jesteśmy w stanie znaleźć kilka byków w swoim tekście lub zrozumieć, że coś nam się źle powiedziało. I wtedy poprawiamy, poprawiamy, poprawiamy. I nijak inaczej.

Prawdopodobnie nie ma skuteczniejszego materiału do nauki, niż własne błędy. A więc w pewnym sensie im więcej ich jest, tym lepiej. Ważne, by szybko wyciągać z nich wnioski i nie powtarzać tych samych błędów zbyt wiele razy. Innymi słowy, najlepsze są te błędy, które popełniamy po raz pierwszy.

I tutaj już się zbliżam do myśli przewodniej całego wpisu :) Gdy człowiek popełnia błąd językowy po raz pierwszy, on musi go wymyślić. Przecież w żadnym podręczniku czegoś takiego nie ma (no dobrze, może w niektórych i jest, ale mniejsza o to :). Pisanie lub mówienie w sposób poprawny to w dużej mierze praca odtwórcza. Wymyślanie błędów natomiast jest swoistą formą twórczości (czy widziałeś kiedyś minę osoby, która właśnie wymyśla błąd, np. na kursie językowym?), czymś, co na krótką chwilę robi z nas... Boga :) 

Słyszałem gdzieś powiedzenie — niestety, nie mogę sobie przypomnieć autora — że cłowiek jest zachwycającą powieścią z dużą ilością błędów ortograficznych. Rzeczywiście! Czy nie bywa tak, że lubimy kogoś jeszcze bardziej za to, że jest w jakiś sposób niedoskonały?

Na tej głębokiej myśli muszę skończyć; w następnej notce na ten temat pokażę Ci z życia wzięte przykłady pięknych błędów :)

4 июн. 2012 г.

Pogaduszki poliglockie #3: relacja

2 czerwca w Warszawie odbyło się trzecie międzynarodowe spotkanie polskich blogerów językowych, do tej pory najliczniejsze. Po prawej widać nasz wspólny "artwork".

Oprócz mnie, w spotkaniu uczestniczyły autorki dwóch wspaniałych blogów o językach: Nauka języków obcych i Delving into languages.

Za każdym błogiem stoi realny człowiek, a więc rozmawialiśmy między innymi o tym, jak korzystamy ze znajomości języków obcych w swoim codziennym życiu — w pracy i na studiach.

Skoro reprezentujemy różne regiony, porozmawialiśmy trochę o regionalizmach w języku polskim. Można było dowiedzieć się, czym ostrzytko różni się od strugaczki, czy jest wuchta wiary terminem religijnym, czy pasuje porannik do kaszketówki, oraz czy lubią kejtry pyry :)

Opowiadałem trochę o moim konkursie; blogerki obiecywały wziąć w nim udział. Czekam :)

Niestety, tym razem nie mogła dojechać autorka Language Sport (która, nawiasem mówiąc, już za parę dni wraca do Moskwy), co nie przeszkodziło jej współorganizować spotkanie i wirtualnie w nim uczestniczyć przez SMSy :) Nawet wśród omawianych tematów była jedna rzecz, zaproponowana przez wirtualną uczestniczkę — chodzi o socjonikę, którą Natalia już od pewnego czasu interesuje się. Na podstawie testów osobowościowych (ja, na przykład, korzystałem ze strony socioniko.net) wyznaczyłiśmy swoje typy odosobowości i odkryliśmy, że 100% uczestników trzeciego zjazdu blogerów są introwertykami (mimo że nasze konkretne typy osobowości się różnią). Tujaj może paść pytanie: i jak obcują ze sobą 100% introwertyków? Moja odpowiedź: świetnie! :) 

Oto krótki cytat z relacji Lady of Cinnamon:
...in my case getting to know people who share my fiery passion was highly motivating. I'm sure our get-togethers will become more frequent and attendance will increase. I'm already looking forward to another meeting. 

Kolejnym zaskoczeniem dla mnie było odkrycie, że dla 100% z nas pierwszym blogiem o językach, który czytaliśmy, był Świat Języków Obcych Karola Cyprowskiego. A więc... Jesteśmy sektą świadków Karola :) Dzięki, Mistrzu! Dobrze, gdy jest od kogo się uczyć, ale szkoda, że Karol jeszcze nie brał udziału w naszych spotkaniach osobiście.

* * *

Jeżeli chcesz prowadzić bloga językowego i masz w tej kwestii jakieś pytania, zostaw je w komentarzach do tej notki. Postaram się odpowiedzieć.

1 июн. 2012 г.

Konkurs z nagrodami! :)

Gdy prosiłem czytelników o zagłosowanie na ten blog, opracowałem coś w rodzaju programu wyborczego. Obietnicą nr 3 było napisanie ebooka, pomagającego w nauce języka rosyjskiego.

Żeby ebook naprawdę pomagał, muszę najpierw dowiedzieć się, jakie są z tym rosyjskim problemy.
W tym właśnie celu ogłaszam konkurs. Trzech zwycięzców dostanie nagrodę — jedną z dwóch do wyboru: darmowe zajęcia z rosyjskiego ze mną (Skype, 2 x 45 min) lub bardzo interesującą książkę w języku rosyjskim, która prawie na pewno zmieni wasze życie :)


Uwaga: deadline — 27 czerwca, 23:59 czasu warszawskiego (przedłużony ze względu na mój niespodziewany wyjazd do Turcji).


Warunki są jasne i proste, jak molibden. Wystarczy napisać w komentarzach do tego wpisu odpowiedzi na [wszystkie] następujące pytania:
  1. Z jakiej miejscowości jesteś? Czym się zajmujesz (np. w jakiej branży pracujesz, gdzie i co studiujesz)?
  2. Na jakim poziomie i skąd znasz rosyjski? Od kiedy uczysz się tego języka?
  3. Opisz dokładnie 3 najtrudniejsze problemy, jakie masz z nauką rosyjskiego. Proszę unikać banałów typu "nie wiem, gdzie jest akcent", czy "zapominam słówek". Doceniam szczegółowe opisy, z emocjami i przykładami, co dokładnie nie gra.
  4. Nie jesteśmy pesymistami: opisz 1 krok w nauce rosyjskiego, który naprawdę bardzo Ci pomógł. Wymagania takie same, jak w poprzednim punkcie :)
Czy to wszystko?

I tak, i nie. Odpowiedzi w komentarzach wystarczą, by brać udział w konkursie — wygrają najbardziej treściowe. Może się zdarzyć, że ukaże się kilka równie dobrych odpowiedzi. Żeby zdecydować, kto naprawdę jest zwyciężcą — a z zasady tutaj nie chcę nic losować — uwzględnię jeszcze dwa rodzaje działań:
  1. Promowanie tego konkursu w sieciach społecznościowych lub na Twoim blogu — wystarczy napisać, że bierzesz udział w konkursie bloga "Nie Tylko Rosyjski" i podać link na ten wpis. Linki na Twoje strony, gdzie zamieścisz tę informację, wyślij do mnie na mail: ros.native@gmail.com
  2. Szukanie błędów na moim blogu. Polskiego nauczyłem się względnie niedawno, a więc w tekstach mojego bloga można znaleźć trochę "byków". Znajdź co najmniej 3 i zgłoś do mnie na mail: ros.native@gmail.com. Błędy, które już zdążę poprawić w momencie dostania Twojego maila, się nie liczą.
Uwaga: jeżeli piszesz tutaj pod pseudonimem, proszę podawać ten sam pseudonim w każdym Twoim mailu -- by nic się nie zgubiło :)

Jeszcze raz: deadline — 27 czerwca, 23:59 czasu warszawskiego.

Zachęcam do udziału i życzę powodzenia!

Ryba moich marzeń

Jeżeli czytasz ten blog od dłuższego czasu, to już zapewne wiesz, że jestem wegetarianinem i żadnych ryb nie jem :) Ale chodzi tu o co innego.

Mniej więcej 9 miesięcy temu w rosyjskojęzycznym internecie uzyskał popularność filmik, nagrany przez pewnego emerytowanego policjanta z małej miejscowości w Rosji. Facet złapał rybę — może nie fantastycznie dużą, ale ponieważ w jego regionie ryb jak na lekarstwo, odebrał to jako naprawdę niezwykłe wydarzenie, i nie ukrywał radości z tego powodu :) Szczera radocha prostego człowieka w mgnieniu oka podbiła internet, a po kilku tygodniach bohater filmika, Viktor Gonczarenko, wielokrotnie wystąpił w różnych programach telewizyjnych. Osobiście ja byłem tak zachwycony całym tym zjawiskiem, że nawet napisałem poemat o spełnieniu marzeń (ale taki grafomański poemat, bez różnych tam cierpień, chaosu i schizofrenii :) Jak zawsze, zainteresowanych szczegółami odsyłam do Луркоморья.


Czemu teraz o tym piszę? Dlatego blog "Nie Tylko Rosyjski" wczoraj złapał taką właśnie rybę! 15 miejsce w rankingu blogów o nauce języków, i to mając niecałe 2 miesiące!! Йааааааазь!! :)


Serdecznie dziękuję wszystkim, kto na mnie głosował. Razem możemy dużo!


Teraz mogę na poważnie zabrać się za realizację mojego "programu wyborczego". Oczywiście, w tym także będę potrzebował aktywnej pomocy, udziału i wsparcia czytelników. A więc zachęcam do dalszego udziału w moich projektach i do dzielenia się ciekawostkami z tego bloga w sieciach społecznościowych (w tym celu w górnym prawym kącie bloga są różnokolorowe przyciski :)

W pierwszej kolejności zajmę się spełnieniem obietnicy nr 1: już 2-3 czerwca współorganizuję i biorę udział w kolejnym międzynarodowym spotkaniu blogerów językowych.


Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednej dobrej wiadomości, bezpośrednio powiązanej z międzynarodowością zjazdów blogerów :) Organizując poprzednie spotkanie, odebrałem autorkę Language Sport z Lotniska Chopina; dalej musieliśmy jechać autobusem nr 175, i nie było innej opcji. Późno wieczorem z tym nie ma większego problemu, ale w godziny szczytu tym samym autobusem zwykli warszawiacy jadą do pracy / z pracy, na uczelnie / z uczelni i tak dalej, a poza tym autobus często po prostu stoi w korkach (na przykład, koło Placu Zawiszy). Od dzisiaj mamy lepsze rozwiązanie :)
Korzystając między innymi z funduszy unijnych, wybudowano odcinek kolei o długości około 2 km; duża część nowego połączenia (1 183 m) przebiega pod ziemią na głębokości do 5 m. Pociągi ruszają oficjalnie od dzisiaj, ale ja tego szczęścia spróbowałem jeszcze wczoraj :) Uważajcie tylko przy wsiadaniu i wysiadaniu: na stacji Lotnisko Chopina zaskoczyła mnie trochę odległość między krawędzią peronu pasażerskiego a wagonem (tak na oko 27 cm!).



W każdym razie, miłych podróży, dziękuję jeszcze raz za oddany głos, i zapraszam na jutrzejsze spotkanie!

29 мая 2012 г.

Zupełnie inny rosyjski

Dzisiaj będzie mówił o pewnej niezwykłej odmianie języka rosyjskiego. O takiej, która z pewnością nie znajdzie się w podręcznikach, a jednak potrafi zafascynować :)

Chodzi mi o "rastamańskie baśni ludowe" autorstwa Dmitrija Hajduka [nie]zwykłego tłumacza ze wschodniej Ukrainy. Specyficzna stylistyka, słownictwo i sposób mówienia w idealny sposób służą do przekazywania narkotycznych wizji :)

Nie zrozumcie mnie źle: nie zachęcam do palenia zioła i sam go nie palę; cała magią tutaj polega na tym, że już same teksty/nagrania Hajduka wystarczą, by zasmakować zupełnie innej rzeczywistości.

Sam Hajduk opowiada o genezie tego "gatunku literackiego" w taki sposób (cytaty z wywiadu):

Думаю, меня подтолкнул к этому сборник «Заветные русские сказки» Александра Афанасьева. В перестройку его переиздали сразу несколько издательств, в том числе «Миф», в котором я работал. Это не вошедшие в четырёхтомное собрание сказки с матюгами и антиклерикальными мотивами — то, что тогда и сейчас, наверное, нельзя издавать. Они сильно напоминали тот фольклор, который был вокруг меня. Я подумал: а чего, собственного говоря, теряю материал? Ну и занялся им.
[Меня окружала] полтавская тусовка. Такая тусовка есть в любом городе — люди, которые непонятно чем занимаются. Тогда до Полтавы добрались песни Геры Моралеса, вот тусовку и пробило, что они растаманы. Потом, когда я несколько текстов, родившихся в ней, оформил, встал вопрос, как их назвать. Назвал растаманскими народными сказками. С тех пор так и пошло.
В середине 90-х, вообще-то говоря, меня и заинтересовала полная чушь. Я не писал сказки, а расшифровывал результаты наших бесед с магнитофонной ленты, в дальнейшем оформляя их в читабельные тексты. Они и привлекли меня тем, что выглядели полной чушью. Возможно, именно поэтому понравились широкой общественности.
Это фольклористика, причём не совсем честная. Тексты типа магнитофонных расшифровок. Только они редактированные, в них выстроен сюжет, убраны повторы. Короче говоря, из них сделан читабельный текст. Так поступали братья Гримм, в частности. У меня есть несколько своих текстов, которые я включил в сборник растаманских сказок: «Регулярная шизофрения» и «Про одинаковых людей».

Z tych "naprawdę jego" tekstów "Regularna schizofrenia" wydaje mi się dość ciekawa, dlatego że można ją odczytać jako alegorię do naszej obsesyjnej potrzeby mówienia w innych językach (a w moim przypadku — także zamieszkania w dwóch państwach na przemian :)


Bajki Hajduka są dobrym narzędziem do nauki języka, ponieważ przeważna większość z nich ma zarówno wersję tekstową jak i nagranie mp3 lub nawet wideo. Głowne źródła już podaję: strona Rastaman Tales, blog Hajduka na LiveJournal oraz jego świeżo otwarta strona na PodFM. Na blogu możecie między innymi znaleźć informacje o tym, jak zorganizować wystąpienie Hajduka na żywo w swoim mieście :)

Jeśli nie łatwo wam idzie z tym "alternatywnym rosyjskim", mogę zaproponować niektóre utwory w bardzo dobrym tłumaczeniu Jacka Podsiadła (właśnie wczoraj kupiłem ebook na Gandalfie). A tutaj można sobię ściągnąć bezpłatny fragment. Ja także sobie pozwolę na koniec wpisu zacytować kawałeczek jednego akapitu:
A psychiater mówi: a jakie znów wariatkowo? Tu nie ma żadnego wariatkowa. Wtedy partyzant mówi: bez kitu, co to za bajer? Wariatkowa nie ma, a psychiater jest. A psychiater mu mówi: psychiatra żadnego też nie ma. I sanitariuszy nie ma. I tych, Niemców także nie ma. Ani Rosjan wcale nie ma. Ani Żydów wcale nie ma. I Czeczenów także nie ma. I Kazachów także nie ma. I Ormianów także nie ma. I Francuzów także nie ma. I Japońców także nie ma. I Chińczyków także nie ma. I Koreańczyków nie ma. I Wietnamców także nie ma. Tu partyzant załapuje ten rytm i zaczyna go wystukiwać. A psychiater łapie się za gitarę, i robi się małe jam-session na półtorej godzinki. A potem partyzant pyta: to powiedz, ale bez kitu, nie ma tu Niemców? A psychiater odpowiada: bez kitu, nie ma. I mnie nie ma. I ciebie nie ma. A jest tylko jedna wielka, globalna ściema, to tylko taki bajer, że coś gdzieś jest. A tak naprawdę nigdzie niczego nie ma, ot co. Tylko zakumaj, gościu, jak klawo: wogle nigdzie niczego absolutnie nie ma.

23 мая 2012 г.

2-3 czerwca: Zjazd blogerów językowych

Jeżeli jesteście czytelnikami Language Sport lub Nauki Języków, to już zapewne wiecie, że 2-3 czerwca w Warszawie zapowiada się kolejne spotkanie blogerów językowych — tym razem tłumniejsze za poprzednie :)

Już miałem zaszczyt w czymś takim uczestniczyć, i was do tego zachęcam. Zabierzcie ze sobą ciekawe pomysły i dobry nastrój — i dołączajcie do nas!

Skoro spotkanie jest duże, wypadałoby wybrać dla niego oficjalny hymn :) Nie wiem, czy nasze piękne organizatorki się zgodzą, ale proponuję na tę rolę piosenkę Andrieja Kotina, bardzo "międzynarodowego" wykonawcy, cokolwiek by to znaczyło :) Piosenka jest między innymi o tym, jak czarującym bywa nieznany język... Nagranie pochodzi z Wrocławia, sprzed 2,5 lat; byłem tam na żywo i było genialnie!


Pomysły na ciekawe elementy programu (oraz pytania, na które chcielibyście usłyszeć odpowiedzi wszystkich uczestników spotkania) proszę zostawiać w komentarzach. I jeszcze raz w imieniu organizatorów zapraszam wszystkich do udziału!

20 мая 2012 г.

Mój program wyborczy :)

Z powodu nominacji bloga "Nie tylko rosyjski" do udziału w międzynarodowym rankingu "Top 100 Language Lovers" pilnie proszę o pomoc. Zajmie wam to nie więcej niż 30 sekund.
 
Vote the Top 100 Language Learning Blogs 2012

Algorytm jest jasny i prosty jak myśl Lenina:
  1. Wejdź na stronę głosowania: http://www.lexiophiles.com/language-lovers-toplist/vote-for-your-favorite-language-learning-blog-2012
  2. Wybierz "nie tylko rosyjski"
  3. Kliknij "Vote!".

Głosować można do 28 maja 2012. 50% wyniku zależy od decyzji organizatorów, ale mimo to każdy głos ma wielkie znaczenie!
Żeby było jak w prawdziwych wyborach, muszę teraz rzucić kilka obietnic :)
  1. Będę aktywnie uczestniczyć w zorganizowaniu spotkań blogerów językowych na żywo oraz zawczasu  informować o takich spotkaniach na łamach bloga, żeby chętni mogli dołączyć. Mogę zdradzić tajemnicę: następne spotkanie zapowiada się na początku czerwca! 
  2. Mniej więcej w czerwcu ukaże się moje tłumaczenie nowego e-booka Davida Snopka na rosyjski. Moim zdaniem to świetna książka, tak że русскоязычный интернет просто обязан с ней познакомиться :) I oczywiście, będzie to świetna lektura dla wszystkich, kto uczy się rosyjskiego.
  3. Latem ukaże się mój bezpłatny ebook o nauce rosyjskiego. Nie tak duży jak dzieło Snopka, same konkrety :)
  4. Trochę później zamierzam napisać coś, na podstawie czego Karol Cyprowski śmiało mógłby nazwać mnie demonem głupoty. Ale nie, raczej aniołem głupoty, bo przecież mam skrzydełka :)
  5. Już wkrótce: na łamach blogu będę odpowiadał na pytania czytelników. Pytać można mailem: ros.native@gmail.com
A teraz czas na uśmiech: mój pierwszy filmik na YouTube. W sieciach społecznościowych dostałem już kilka komentarzy — ludzie zwracają uwagę na niezbyt wysoką jakość dźwięku, na błędy w moim polskim i na to, że wyglądam, jak gdybym przed chwilą wypalił skręta. No cóż, zakup lepszego sprzętu do nagrywania już mam w planach; z akcentem mówię chyba w każdym języku, nawet w moich dwóch ojczystych, a poza tym wkrótce mam zamiar napisać o pięknie błędów :) Jeśli chodzi o skręty, to cały czas tak wyglądam, mimo że nie używam żadnych narkotyków. "Так что я в наркотиках совсем не нуждаюсь. Я и без них вижу жизнь живописной. У меня и справка есть." © W każdym razie, żaden z tych argumentów nie musi stać na przeszkodzie głosowaniu na blog "nie tylko rosyjski" :)
Repetitio est mater studiorum. Jeszcze raz:
  1. Wejdź na stronę głosowania: http://www.lexiophiles.com/language-lovers-toplist/vote-for-your-favorite-language-learning-blog-2012
  2. Wybierz "nie tylko rosyjski"
  3. Kliknij "Vote!".
Dziękuję!

17 мая 2012 г.

Blogerzy wszystkich krajów, łączcie się!

Co możemy robić w nocy? Prawdopodobnie, każdy z nas jest w stanie wymienić dziesiątki interesujących opcji. Ale możecie mi uwierzyć: jednym z najciekawszych pomysłów na spędzenie nocy jest udział w międzynarodowych spotkaniach polskich blogerów językowych :)

Jak wcześniej zapowiadałem, w nocy z 14 na 15 maja takie właśnie spotkanie odbyło się w Warszawie. Uczestników było niewiele, ale jakich! Language, a jednocześnie sport; rosyjski, ale nie tylko... Czyli grupa była idealnie zróżnicowana pod względem płci, zainteresowań, kierunków studiów, miejsca zamieszkania i doświadczenia w blogowaniu :)

Spotkanie potrwało około 8 godzin. Oprócz zwiedzania miasta — a Warszawa, trzeba przyznać, wiosną wygląda bardzo imponująco — udało się omówić wiele interesujących tematów. Oto tylko niektóre z nich:
  • czy mają języki duszę, czyli prawo relatywizmu językowego w praktyce; 
  • subtelne (i nie bardzo) różnice między niektórymi parami wyrazów rosyjskich (сандали - босоножки, ремень - пояс, жакет - пиджак, itd.) oraz ich rozumienie przez obcokrajowców;
  • zróżnicowany poziom znajomości rosyjskiego wśród Bułgarów;
  • dzielnicy Moskwy: mity a rzeczywistość;
  • slam poetry i konkursy poetyckie jako współczesne formaty niepoezji;
  • postawy ludności miejscowej wobec turystów i turystyki — szczególnie w mekkach turystycznych;
  • poradniki do samodzielnej nauki języków: Kato Lomb vs David Snopek;
  • z iloma językami może pracować naprawdę dobry tłumacz?
  • "prawdziwa" znajomość języka a rzadko używane wyrazy;
  • "śmieszne słówka" jako element rozbawiający w nauce języków.
Oprócz dyskusji, w programie spotkania znalazło się jeszcze kilka ważnych elementów:
  • recytowanie współczesnej poezji rosyjskiej (Andrej Rodionov, Dmitri Tonkonogov, Anna Russ);
  • analiza porównawcza e-czytników ze względu na dostosowanie do nauki języków;
  • badania onomastycznej tkanki Warszawy (doszliśmy do wniosku, że spośród wszystkich stołecznych osiedli zdecydowanie najsłitaśniejszą nazwę nosi Piekiełko :)
Rzecz jasna, każdy z wymienionych tematów można by tutaj rozwinąć, gdyby byli chętni dowiedzieć się o nich więcej.

Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom spotkania (łącznie ze mną, oczywiście :) za dobrze spędzony czas i inspirację. A jeżeli jesteś blogerem/blogerką, zachęcam gorąco do udziału w tego typu wymianach doświadczeń, oraz do ich samodzielnego zainicjowania. Daje to naprawdę bardzo dużo. Bo gdy siedzi człek samemu z czarnymi myślami, człowiek rzuca słuchawkami... :)

11 мая 2012 г.

Blog Wszechmogący


Wczoraj nieoczekiwanie dowiedziałem się o IV Ogólnopolskim Zjeździe Analityków Mediów. W tym roku organizatorzy wybrali bardzo imponujący temat i nazwę: „BLOG WSZECHMOGĄCY. Polska blogosfera z perspektywy medioznawczej, społecznej i marketingowej.” Jako początkujący polski bloger, natychmiast postanowiłem skorzystać z tak świetnej okazji dokształcenia się. I nie żałuję.

Naprawdę dużo stamtąd dla siebie wyniosłem – i chodzi nie tylko o jedzenie :) Na podstawie konferencyjnych przemyśleń już wkrótce ukaże się mój wpis pt. „Recepta na udany blog”. A teraz zacznę od czegoś w rodzaju luźnej relacji – opiszę, co mi się najbardziej spodobało.

Uwielbiam prezentacje, przygotowane w Prezi :) Jedna z przelegentek na to się odważyła. Me gusta :)

2. Karolina Burno o mikroblogach partii politycznych
Byłem szczerzę zafascynowany prelegentką.

3. Debata: Blog, blog – kto tam?
Sensowni uczestnicy, treściowe wypowiedzi, dobra moderacja. Jak gdybym do raju trafił. Co prawda, w trakcie sesji pytań i odpowiedzi 2 osoby na sali trochę niezgrabnie próbowały się poreklamować, ale generalnie nie zepsuło to wrażenia.

Tuż po debacie udałem się na zajęcia z dr Rigelsem Halilim. Wspaniale pogadaliśmy o krachu piramid finansowych w Albanii. Szkoda tylko, że nie można jednocześnie uczestniczyć w zajęciach a słuchać referatów na konferencji :)

4. Marcin Łączyński – Polskie blogi kulinarne
Najlepszy (moim zdaniem) referat na całej konferencji.

5. Paulina Mikuła – Polak o swym erotycznym świecie. Analiza języka blogów dla dorosłych.
Nie spodziewałem się czegoś dobrego od referatu o takiej nazwie, a jednak... Dziewczyna naprawdę się zna na erotyce! Bardzo dobry referat! Szkoda, że prezentacji nie było.

...na sam koniec mimo problemów technicznych udało się obejrzeć film Blogersi.

Wielkie dzięki organizatorom!


P. S. Dzięki internetowi w trakcie konferencji niespodziewanie zostałem organizatorem Międzynarodowego Spotkania Polskich Blogerów Językowych :) Spotkanie odbędzie się w Warszawie, w nocy z 14 na 15 maja :)

8 мая 2012 г.

Epic Win!

The man in black is Matt Mozingo, probably the all-time favorite leader of Vinnytsia's largest English Club. I'm sincerely grateful to Oleg Yarmak, my former schoolmate, for reminding me of the Club in early spring 2011 and therefore bringing me back into the community — otherwise I'd totally miss out on that welcoming and inspiring world, that "parallel reality", which was (and still is!) only one step away from each inhabitant or guest of my home city...

Today I'm going to share a piece on my earlier adventures, written for a writing contest organized by Matt. Well, I'd even say "the writing contest", since as far as I know it was the one and only endeavor of that kind (club members themselves organized something similar later, but on a smaller scale). The task was to describe one's ideal travelling experience, either an imaginary project or something that has actually happened. And yes, I was among the 2 absolute winners and got a lasting practical present from the US! According to Matt, some parts of my text are unquestionably funny :)

Enough with intros, let's take a look at the text itself!

THE EPIC WIN AMIDST AN EPIC FAIL
or My Ideal Travelling Experience

Not long ago at one of our English club’s meetings Matt mentioned, how getting into troubles while travelling can considerably improve a vacation. Most of us readily agreed with this notion, and came up with a dozen of benefits one can get from an unexpected failure: challenge, adventure, finding oneself in unusual surroundings, meeting unexpectedly kind people, and above all, making the best memories. I hope this story will take it to a whole new level. Yes, finding your way out of your own problem can be quite entertaining; but partaking in someone else’s failure can at times become your Ideal Travelling Experience.

The thing took place in summer 2009. The Polish NGO I worked for granted me a vacation. Among other plans, I contemplated visiting my motherland. A short internet search drew my attention to Svirzh 2009, a new open-air festival. Its impressive program, gleaming with well-known names, left me no choice than to go there. In order to spend less money and have more fun, I applied as a volunteer and made online friends with Kate, the Head Volunteer Manager of the festival. At the same time I learned about some Polish festivals, which had failed to provide a huge part of their declared event schedules (keep in mind that the devastating 2008 crisis was still very tangible). Shame on them, I thought, no such thing could ever happen at a Ukrainian festival. Now perhaps you've guessed where I'm heading with this…

Since no one was coming from Vinnytsia to bring my tent, I arranged with Kate that I’d sleep in hers; thus, I unwittingly landed in the best place to witness all the backstage life of the festival in real-time. At the volunteer’s sector, where the tent was set up, I met a group of volunteers who had come there 1 or 2 days before to help organize the campsite. Those brave and energetic people, most of them men, proudly referred to themselves as the Construction Brigade. Amusingly, they where the only volunteers who actually completed their task at that festival.


The first night was marvelous. Having got tired of walking around the huge festival’s territory and shouting cheerful nonsense, amazed by the scope of the forthcoming event, many of us decided to sleep outside the tents, chatting and watching the solemn star-filled sky.

The next morning all the volunteers got T-shirts and caps with the festival’s logo and started to work. Everyone had a different task: selling tickets, meeting and accommodating the performers, assisting in putting up tents, etc. As for me, I was helping to do sound checks at one of the numerous musical stages. The work wasn’t difficult; I even managed to get a brake and, among other things, spent some time near the Literature Stage, where – for the first time in my life – I was able to meet Anna Russ (the famous Russian woman poet) and some well-known Ukrainians. The great evening concert further increased my enjoyment. A rumor came about that the next day there would be no concerts, ‘cause the organizers were out of money. But I didn’t believe that.

The next day the rumors proved true. Performers and security guards were leaving (most of them not paid enough), the stages were dismantled. They still sold tickets, but for one day only. Volcanoes of hate speech were exploding here and there – most of them from people who had bought tickets for the entire festival.

Many of them wanted to talk to Armine, the head organizer of the whole thing, but she was rather
speechless; some of the active members of the Construction Brigade volunteered to help the organizers to keep at least some order and safety. There were no sound checks anymore, so I was free to visit the Literature Stage, explore the Svirzh castle and do anything I wanted.
The head organizer managed to talk some performers into playing for free, and paid the partners to leave one of the stages for one more day. So in the evening there was a sort of improvised concert. Since almost all the electricity generators were already taken away, the concert took place almost in complete darkness. Between the songs some desperate presenter (leader of some band, I suppose) was talking to people with fake enthusiasm. When that theatre of the absurd was still on, some creative minds came up with an effigy representing the festival’s organizers, and – after some ritual procession with dances and torches – burned it.

In the morning another set of presents was waiting for me: someone brought to our tent several boxes of Tshirts, caps, festival CDs and some other trifles of that kind. Each remaining volunteer was encouraged to take several ones, and so I did. In addition, there was a batch of preprinted “Agreements with volunteers”, which we decided to use for kindling the firewood. As the majority of people were leaving, I took a notebook with my poems and went to see, what was going on at the Literature Stage. Of course, there were no actual stage anymore, but the poets didn’t seem to need it in the first place. Luckily, some interesting people were still present, so we had poetic readings and even a slam contest. And – all of a sudden – I won it. The audience liked my humor and a lot of people donated something to reward me. Thus, beside some cash, my “prize” included several candies, apples, condoms, batteries, a bracelet, a lip balm tube, and even half a glass of beer.
Someone joked that I was one of the few people who actually got paid at the festival. The money was immediately spent to buy a funny T-shirt – the Ukrainian inscription on it read “Learn our language, bastards”.
Since I didn’t drink alcohol, the beer was carefully brought to the remnant of the Construction Brigade. I was happy as a sandboy. I won many more contests later in Poland, but am still thankful for that first victory.


I decided not to go home that day, and joined a group of volunteers going to swim in the local lake.
Interestingly, one of them came from Vinnytsia and was a student of the faculty I’d graduated from. Later in the evening, when we collected and inspected the foodstuffs we had, she suddenly transformed into an experienced chef and cooked the most delicious vegetarian dinner I tasted in half a year. The smell was so appetizing that we made quite a lot of new friends that night :) In the background there was another effigy burning of the organizers. Since Kate left in the morning, I had no tent to sleep-in, but a certain well-wisher quickly found me another one.

The camp was woken up by a thunderstorm early in the morning. I packed all my stuff and helped to pack the tent I slept in. Everyone was leaving the camp in haste, often loosing or forgetting things. Since I was one of the last people to leave, I got a bunch of new knives, spoons, forks and a bucket…

P. S. In 2010 the organizers were planning the festival once again, in a different location closer to Kyiv. But this time they failed even to begin it :)
© Dima Kushnir, 2011

6 мая 2012 г.

Stety, stety!

Ogólnie rzecz ujmując, element językowy nie jest negacją, przeciwstawieniem, Tak chcemy o nim myśleć i tego się chcemy trzymać, potrzebujemy bowiem prostych i jasnych reguł językowych i nie chcemy pamiętać o różnych odstępstwach od ustalonego porządku. Nie jest to jednak reguła bezwyjątkowa.

Mamy w języku takie słowa z cząstką nie-, które nie są zaprzeczeniem treści wyrazu. Niepozorny nie jest zaprzeczeniem słowa pozorny, niewidomy to nie odwrotność słowa widomy, 
a niechlujny – słowa chlujny. Niestety to także nie jest przeciwieństwo słowa stety...

To był cytat z poradnika językowego "Walczymy z bykami" autorstwa Ewy Kołodziejek (Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010). Książkę tę bardzo polecam wszystkim miłośnikom poprawnej polszczyzny. W kwestii słowa "stety" rada autorki jest prosta: wolno go używać, ale wyłącznie na zasadzie zabawy słownej  lub nietypowego wyrażania swojej ekspresji.

A miłośniki rosyjskiego wcale nie mają łatwiej, gdyż w rosyjskim takie zjawisko występuje jeszcze częściej. Ale dla prawdziwego poety – a przecież każdy w głębi duszy jest poetą :) – takie małe komplikacje są bezcennym darem.

Pewnego dnia rosyjski blogger Juri Basin (Юрий Басин) postanowił wziąć garstkę różnych słów z "не-" o znaczeniu negatywnym, i na siłę utworzyć od nich słowa pozytywnę, odrzucając 2 pierwsze litery. Trzeba powiedzieć, że całkiem nieźle mu poszło :)


УДАЧНИК

Шёл по улице удачник,
Весь в глиже, одетый брежно,
И на вид он очень взрачный,
Сразу видно, что годяй!    

Он людимый, он имущий,
Удивительный дотёпа,
Он доумок и доучка,
И доразвитый вполне.

А ему идёт навстречу
Врастеничная Смеяна,
Языком вполне цензурным
Говорит ему взначай:

Я уклюжая такая,
И природная поседа,
Я радивая ужасно,
Очень ряшество люблю!

А давай-ка мы с тобою
Будем жить в законном браке,
Ведь такой кудышной пары
Сыщут вряд ли кто и где!
Gdy wrzuciłem ten poemat na swoją "ścianę" w sieci społecznościowej, dostałem bardzo pozytywne komentarze. Na przykład, moja koleżanka z Moskwy pisze: "Шедеврально!!! :))) Благодарю от души! :)", a inna znajoma z Lugańska dodaje: "Супер! Очень неординарно и забавно!".

Na blogu autora komentarze były jeszcze ciekawsze, ponieważ w pewnej mierze naśladowały słowotwórczy chwyt, na którym zbudowano poemat. Oto jeden z najlepszych komentarzy:
Вмочь мне было прокомментить,
Шибко леп оригинал!
Я навижу шутки эти,
сразу видно — уч писал!

5 мая 2012 г.

Władimir Żyrinowski o zapożyczeniach językowych

Rosyjski mistrz populizmu Władimir Wolfowicz Żyrinowski ma swoje zdanie o języku! Poniżej przedstawiam kompilację wycinków z jego wystąpienia w Państwowym Instytucie Języka Rosyjskiego im. Puszkina. 


Ciekawie, że na samym początku wspomina o tym, że w Polsce zwiększa się liczba studentów filologii rosyjskiej :)

Oczywiście, Żyrinowskiemu obojętnie o czym mówić, grunt by było show. Ale niektóre z jego uwag są naprawdę słuszne!


Wielkim zaskoczeniem dla mnie było to, że Żyrik naprawdę jest filologiem. To znaczy, pierwszym kierunkiem, który ukończył, była... filologia języka tureckiego :) Oprócz tureckiego nasz piękny turkolog rzekomo włada niemieckim, francuskim i angielskim. Ocenić stopień jego znajomości tych języków można na podstawie poniższego filmika:


Moim zdaniem, jego turecczyzna jest nijaka, tym bardziej jak na turkologa (co wcale nie musi dziwić bo przecież gdzie on z niej korzysta?). Za to francuski brzmi całkiem zabawnie, a nawet naturalnie.

Tradycyjnie polecam czytanie artykułu o Żyrinowskim na Lurkmorze. Nie wiecie jeszcze, czym jest Lurkmore? Odsyłam do mojego wcześniejszego wpisu o humorze.

2 мая 2012 г.

Francuskie wspomnienia

Dziś zamieszczam kolejną opinię jednej z uczestniczek moich projektów edukacyjnych. Ciekawe, że czasem łatwiej uzyskać parę słów o czymś bardzo dawnym, niż o lekcjach sprzed tygodnia :)

Ten wpis dotyczy klubu języka francuskiego, który na zasadach wolontariatu prowadziłem w roku 2007 w Centralnej Bibliotece Winnickiej. Dużo się zmieniło od tamtych czasów; francuskiego już prawie nie pamiętam (chociaż wiem, że w razie potrzeby mogę znajomość tego języka szybko przywrócić i rozwinąć). Mniejsza o to, francuski klub kiedyś był, i bardzo mi miło o nim wspominać. Nigdy nie żałowałem, że się na coś takiego zdecydowałem — nawet mimo to, że czasami na rzecz klubu musiałem rezygnować z części moich przedsięwzięć komercyjnych.

A teraz zobaczmy, co ma do powiedzenia na ten temat Julia, wówczas jedna z najaktywniejszych członków klubu.

Удалось ли вам (в период занятий) достичь поставленных целей по изучению языка?

Я не ставила перед собой каких-либо определенных целей на каждое занятие, как это делают люди, серьезно взявшиеся за изучение иностранного языка (как то: выучить местоимения, научиться говорить простыми предложениями, или соблазнить учителя). Признаю, что я несколько легкомысленно относилась к урокам французского, по той простой причине, что я, наверное, больше всего нуждалась в общении и чувстве принадлежности к группе людей со схожими с моими интересами. Изучение языка стояло на втором месте. Я получила, что хотела: общение, смех, непринужденная атмосфера, умение читать по французски,строить элементарные предложения в настоящем времени.
Drobny komentarz: z tym podrywaniem nauczyciela to jednak można było spróbować. Prawdopodobnie udałoby się :)
Насколько мне удалось подобрать учебный материал/программу под ваши потребности?
Программа отвечала моим интересам и уровню знаний (что немаловажно) на 99, 9%. Почему не на все сто? Потому что совершенство недостижимо :)

Чего не хватало на занятиях?
Думаю, еще несколько человек.
W tym pytaniu już druga respondentka stosuję grę słow. A tak naprawdę to "чего" i "кого" to dwa zupełnie różne słowa :)
B чем смысл жизни?
Любовь
No właśnie. To jest najpoprawniejsza odpowiedź ewar.
Чего было слишком много на занятиях?
Противных библиотекарш, сидящих за нашими спинами
Uwaga: nie wszystkie bibliotekarki są aż tak niemiłe :) Ale rzeczywiście, czasem dochodziło do napięć, i to nie z naszej winy...
Было ли на занятиях что-либо неожиданно хорошее?
Творческие задания.(придумать животное, описать его, дать ему имя)
Dotychczas mam namalowany przez Julię obrazek, przedstawiający wymyślone zwierzę. Niestety, dzieli nas 1000+ kilometrów, tak że nie mogę go teraz tutaj zamieścić. Ale nikt mi nie przeszkadza kiedyś do tego wrócić.
Было ли на занятиях что-либо неожиданно отстойное?
Отмена занятия.
Takich niespodzianek starałem się nie robić; chodzi najprawdopodobniej o mój tygodniowy wyjazd na Ogólnoukraińską olimpiadę z języka angielskiego. A jednak mam usprawiedliwiedliwienie: wróciłem jako zwyciężca!
Каков был ваш вклад занятие?
Мое присутствие и активное участие.

Были ли вы (на ваш взгляд) хорошей ученицей? Почему?
Без лишней скромности скажу, что если и не была лучшей ученицей, то точно одной из неплохих. Потому что у меня одной из всей группы была тетрадка :)

Юлия

* * *

Tyle na dzisiaj. O zaletach (tudzież o wadach) działań wolontariackich kiedyś muszę napisać osobnie; wydaje mi się, że każdy, kto poważnie interesuje się nauką języków obcych, musi mieć na ten temat swoje zdanie (najlepiej poparte własnym doświadczeniem). O Julii też jeszcze będzie okazja wspomnieć :)

Poprzednią opinię można przeczytać tutaj.


Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Hosted Desktop