15 февр. 2015 г.

Poranne strony

W tym wpisie krótko opowiem o pewnej praktyce — swego rodzaju codziennym ćwiczeniu — która wzbudziła we mnie prawdziwy zachwyt kilka miesięcy temu, mniej więcej pod koniec listopada 2014. Dzieliłem się tą informacją już z wieloma osobami, między innymi z moimi uczniami. A więc dołączę także dość spory cytat z wypowiedzi Grażyny, która z moją pomocą doskonali znajomość rosyjskiego; cytat będzie, oczywiście, po rosyjsku — bo jak się zna język na dobrym poziomie, potrzeba czasem w nim pisać i czytać, prawda? :)

Zaczęło się wszystko od artukułu „Dokąd prowadzą poranne strony” (znów po rosyjsku), który przeczytałem w moim ulubionym czasopismie internetowym „Жить интересно” („Żyć jest ciekawie”). Autorka artykułu, Swietłana Pokrewskaja, w bardzo inspirujący sposób opowiada o swoich doświadczeniach z metodą porannych stron, przede wszystkim w wersji oferowanej przez serwis 750words.com. Przeczytałem i... już nie mogłem nie spróbować sam.

Tak naprawdę to ćwiczenie po raz pierwszy opisała Julia Cameron w książce „The Artist’s Way” (tej książki jeszcze nie przeczytałem, ale za to przeczytałem inna; o tym za chwilę). Chodzi o to, by zaczynać dzień od napisania tekstu — co najmniej trzech stron, lub 750 słów — na dowolne tematy, które nas interesują. Nie muszą to być teksty, które chcemy komuś pokazać, ani nie muszą to być teksty dobrze napisane. Wręcz przeciwnie: możesz pisać różne bzdury, przekleństwa, narzekać, martwić się, i tak dalej — jeśli czujesz taką potrzebę.

W pewnym momencie zauważyłem, że nie wiedziałem, o czym będą moje następne 750 słów. To znaczy, dokładnie jak piszę Swietłana, pierwsze „wpisy” były wiadomo o czym — o tym, co mnie martwiło lub denerwowało, o bardziej lub mniej ukrytych myślach, które mogły chodzić po głowie 20 razy dziennie. Prawdziwa zabawa zaczyna się po kilku pierwszych tygodniach. Przecież nie będziesz pisać cały czas na te same tematy — dlatego czasem pojawiają się rzeczy zupełnie nowe i niespodziewane.

W jakim języku piszemy? Przede wszystkim w swoim. Chodzi nie tylko o język ojczysty; chodzi o tę jego odmianę, w której rozmawiamy ze sobą, z bliskimi przyjaciółmi, z mężem/żoną — mogą w nim być np. skróty myślowe, kolokwializmy, wymyślone przez nas słówka, nawiązania do wydarzeń, o których wie jedynie kilka osób, i tak dalej. Dopiero kiedy przyzwyczaimy się swobodnie pisać na dowolne tematy, można „podnieść poziom dziwności” — zacząć pisać w innych językach (przede wszystkim w tych, które już dobrze znamy).  W moim przypadku wszystko zaczęło się od ukraińskiego; później zauważyłem, że w języku angielskim to idzie szybciej, ponieważ słówka są krótszę :) Następnym krokiem były teksty po rosyjsku (no bo przecież lekcje z rosyjskiego online prowadzę!), potem także po polsku. Podobno jak było z wyborem tematów, w pewnym momencie doszło do tego, że już nie wiedziałem, w jakim języku będzie następny wpis.

W drugiej połowie stycznia, niestety, musiałem czasowo zrezygnować z praktyki, ponieważ miałem za dużo pracy, a poza tym zacząłem chodzić na basen itd., więc nie wiedziałem, jak to wszystko poukładać. A jednak chcę wrócić do porannych stron, dlatego że ta metoda naprawdę uskrzydla.


A teraz czas na notatki Grażyny. Z góry przepraszam tych, kto nie czyta (jeszcze?) po rosyjsku — i przy okazji zapraszam na lekcje rosyjskiego przes Skype :) Także potrzeba tutaj dodać, że zamiast wyrażenia „poranne strony” Grażyna stusuje bardziej rozpowszechnionej i bardziej ogólnej nazwy tej techniki — freewriting.

Я занялась фрирайтингом, чтобы доказать себе: я могу не только писать ежедневно, не зная заранее о чём, но и писать о своей жизни, о том, о чём я думаю. Может быть, открыть душу и писать обо всём, что меня волнует и раздражает...
Но прежде всего увидеть: есть ли в этом сила и эмоциональная свобода, о которой я столько читала? Могу ли я выбросить из головы всё, что меня мучит, а может быть, выбросить всё нехорошее, даже подсознательное?
Однако, к делу: как только я начала писать, быстро увидела, что написание 750 слов занимает около 30 минут. Это недолго. Сначала писала о том... что мне не о чем писать! Но как долго можно писать об этом? Недолго! Поэтому начала писать о том, что меня волнует в жизни, какие у меня планы, какие мечты. Потом о людях вокруг, моей семье, людях, жизни. Интересно, что увидела — когда пишешь, мысли становятся реальностью. Это даже пугает.
Если что-нибудь напишешь, становится легче на душе. Но на сегодняшний день я, боюсь, ещё не совсем откровенна перед собой. Боюсь, что мои слова — еще не совсем правда. Чувствую, что я чего-то опасаюсь. Но чего — ещё не знаю.
[...]
Есть такие моменты, когда мне вообще не хочется писать, когда я ненавижу это делать! Но если только удается перешагнуть этот барьер, бывает, начинаю писать с удовольствием. А бывает, что я не могу перестать писать, тогда во время письма ощущаю такое счастье, как будто узнала самые лучшие новости в жизни!
Независимо от того, хочется мне писать или нет, всегда, написав 750 слов, чувствую огромное удовольствие! У меня появляется ощущение хорошо сделанной работы. И даже если я больше ничего нового не почувствую, даже если не смогу перешагнуть барьер стыда перед самой собой, чтобы писать искреннее, даже если ничего больше не увижу – я буду писать дальше. Хотя бы только удовольствия ради. Хотя бы только для этого.

Jak mi się wydaje, bardzo inspirujące wyniki i to już po pierwszych tygodniach praktyki. Tak że zachęcam wszystkich do freewritingu, a szczególnie do napisania tzw. porannych stron.

Jena techniczna uwaga na koniec. Jeśli zastanawiasz się, gdzie i w jaki sposób pisać poranne strony — w zwykłym papierowym pamiętniku, w jakimś programie na komputerze, lub w końcu na stronie 750words.com, zdecydowanie polecam tę ostatnią opcję, szczególnie na początek. Dlaczego?

  • Serwis pomaga w zorganizowaniu się i motywuje do codziennego pisania. To jest bardzo ważne, dlatego że konsekwentne podejście jest kluczem do sukcesu z tą metodą (oraz wielu innych sukcesów życiowych :)
  • Problem ze zwykłym pamiętnikiem polega na tym, że ktoś może go znaleźć i przeczytać, a więc gdzieś na skraju Twojej świadomości będzie świecić się czerwona lampka: „nie możesz być do końca szczery”. Jeśli zaś założysz konto na 750words.com i wymyślisz wystarczająco dobre hasło, będziesz pewien, że nikt tego nie będzie czytał nawej po Twojej śmierci (akurat teraz u nas na Ukrainie to bardzo aktualny temat).
  • Podróżując / wyjeżdżając na dłużej za granicę nie będziesz musiał zabierać ze sobą papierowego pamiętnika, ani nie będziesz uzależniony od konkretnetnego komputera, na którym masz zainstalowany desktopowy pamiętnik. Możesz napisać, np. z urządzenia przenośnego. Jeśli jeden komputer Ci ukradną, a drugi się zepsuje, spokojnie napiszesz z trzeciego.
  • Mimo że 750word.com teraz niestety jest odpłatny dla nowych użytkowników, przez pierwszy miesiąc będziesz mógł korzystać za darmo. Nawet jeśli nie zaczniesz potem płacić, wszystkie Twoje wpisy będą nadal dostępne po zalogowaniu. A jeżeli chcesz kontynuować pisanie za darmo — po prostu co miesiąc zakładaj nowe konto i po sprawie :)

P.S. Jeśli zainteresował Cię temat szerzej rozumianego freewritingu, polecam książke Marka LevyegoAccidental Genius”. Miałem przyjemność ją przeczytać; jest tak dobra, że aż trudno w to uwierzyć! A tutaj sam Mark Levy:


8 февр. 2015 г.

Kuźma nie żyje. I co teraz?

Akurat tydzień temu, 2 lutego 2015 zginął w wypadku samochodowym jeden z moich ulubionych piosenkarzy — Kuźma, czyli Andrzej (Andrij) Kuźmenko, lider ukraińskiego zespołu Skriabin. Owe wydarzenie wzbudziło we mnie bardzo silne emocje, dlatego postanowiłem napisać o nim dopiero kilka dni później, by brzmieć bardziej obiektywnie. Otóż…

Skriabina zacząłem słuchać mniej więcej w roku 1996, kiedy zespół już miał 7 lat i powoli zdobywał szeroką popularność. Spodobała mi się ich przejrzysta elektroniczna muzyka, proste zachodnioukraińskie teksty, wykonanie bez żadnych skomplikowanych sztuczek wokalnych. Gdy bliżej zainteresowałem się osobą lidera, uznałem go za sensownego człowieka, który miał dobre poczucie humoru i nie udawał gwiazdy.

Oto jedna ze starych piosenek — o tym, że „jeszcze wczoraj byłem taki mały”.



Zamiłowanie do twórczości Skriabina okazało się moim pierwszym krokiem w kierunku języka i kultury Polski. Ale w jaki to sposób? Tutaj trzeba powiedzieć, że Kuźma urodził sie w Samborze, młode lata zaś spędził w Nowojaworowsku. Oba miasta są położone blisko polskiej granicy, dlatego przyszły piosenkarz za pomocą zwyklego radioodbiornika chętnie inspirował się polską muzyką — między innymi zespołami Lady Punk, Republika, Perfect, Kombi. Magia polskiego radia ukształtowała gust Andrzeja, i w pewnym stopniu uczyniła go „przemytnikiem” polskiej kultury.

W każdym razie, kiedy wiele lat później świadomie zainteresowałem się polską muzyką, czułem się w znanych klimatach – między innymi dzięki Skriabinowi.

Pewnego dnia Andrzej, biorąc udział w programie radiowym, powiedział parę zdań na temat tłumaczeń filmów i seriali. Chodziło mniej więcej o to, że niektóre nazwy w ukraińskich kinach i telewizji są tłumaczone w dziwny sposób — np. „Świat wg Kiepskich” poznaliśmy jako „Справи Кепських. I tutaj usłyszałem dość zaskakujące zdanie: Ukrainiec, jeśli ma otwartą głowę, tak naprawdę nie potrzebuje tłumaczenia polskich seriali, ponieważ jest w stanie bez większego problemu wszystko zrozumieć. Nie uwierzyłem, ale zdanie zapamiętałem. Parę lat później okazało się, że Andrzej prawie nie przesadzał :)

Wracając do twórczości Kuźmy, możemy powiedzieć, że on nie bał się eksperymentów. Napisał 3 książki: 2 wesołe autobiograficzne i jedną fabularną, dość ciężką i smutną. Występował w filmach. Swego czasu nagrał płytę pisenek z przekleństwami; zrobił także wiele innych kontrowersyjnych rzeczy.

Oto przykład „zakazanej piosenki” na temat relacji damsko-męskich. Jeśli nie rozumiesz tekstu i nie będziesz oglądać teledysku, wszystko naprawdę miło brzmi :)


Ale przede wszystkim zapamiętałem inne jego piosenki — naiwne, romantyczne, nieco dziecięce. Zapraszam do posłuchania jednej z moich ulubionych:


Twórczość Kuźmy pomagała mi wierzyć, że nie jestem samotny. Że wystarczy znaleźć magiczny przycisk, i wszystko będzie dobrze. No cóż, teraz „wielki mały człowiek” odszedł, a ja nadal wierzę w magiczny przycisk...

P.S. Oglądając filmiki o śmierci Andzeja, nie mogłem nie wspomnieć historyjki sprzed prawie trzech lat. Wtedy, w słonecznej Turcji, akurat skończywszy wpis o pięknie błędów, także śpieszyłem się na samolot. Śmierć artysty nastąpiła w wyniku udrzenia w ciężarówkę z mlekiem, ja zaś mogłem katapultować się wprost do Allaha za pomocą ciężarówki z benzyną. A jednak w moim przypadku sytuacja ograniczyła się jedynie do kilku siwych włosów, i nawet na samolot zdążyłem. Dlaczego ja jeszcze żyje, ale on już nie? Być może, mam jakieś szczególne przeznaczenie? To trudne pytanie.

W każdym razie, pamiętajmy, że życie jest krótkie i nieprzewidywalne. Każdy dzień może okazać się tym ostatnim. I chyba nikt nie będzie mógł zabrać ze sobą ani swoich pieniędzy, ani niedokończonych dobrych spraw, niezrealizowanych pomysłów i niespełnionych marzeń.

Trzymajcie się.

29 окт. 2014 г.

Lekcje próbne

Od czasu do czasu pytają mnie o lekcje próbne. Na przykład, w zeszłym tygodniu dostałem coś takiego:

Czy może to być nasza lekcja próbna i jak mi się spodoba, to za nią zapłacę i będziemy kontynuować naukę, a jeśli nie, to się rozstaniemy?

Mam na ten temat swoje zdanie, którym postanowiłem podzielić się tutaj.

A więc lekcję próbne. Półtora roku temu naprawdę oferowałem taką opcję — próbne lekcje 15-minutowe, głownie po to, by sprawdzić jakość połączenia internetowego, sprzęt, itp., a przy okazji pogadać na temat dalszej nauki i zrobić parę ćwiczeń. Okazało się jednak, że na liczbę chętnych do nauki cała ta akcja raczej nie wpływa. Człowiek od samego początku albo chcę się uczyć, albo nie.

Od tamtej pory darmowych lekcji nie udzielam — to znaczy, udzielam raz w tygodniu koledze na wózku inwalidzkim. Także mniej więcej raz w miesiącu prowadzę spotkania Angielskiego Klubu w Winnicy — uważam to za zaszczyt i przyjemność. Ale to już zupełnie inna bajka.

Jurek chce dostać Kartę Polaka... 
zobaczymy, co z tego wyjdzie

Jeśli chodzi o lekcje płatne, to nie rozumiem, w jaki sposób uczeń, któremu "się nie podoba", jest lepszy od ucznia, któremu wszystko pasuje. Więc przeciwnie: pozytywnie nastawione osoby szybciej się uczą, i w ogóle całkiem miło się z nimi pracuje. Tak że gdyby była jakaś różnica w cenie, to raczej w odwrotną stronę (tzn. niezainteresowany płaci więcej). Ale na razie jest flat rate :)

Spójrzmy na to z jeszcze jednej strony. Okres próbny jest ważnym elementem działania zautomatyzowanych serwisów internetowych; próbne lekcje czasem nieźle sprawdzają się w szkołach jogi i na kursach językowych (pod warunkiem, że uda się zaprosić wiele osób naraz), pozwalają one bowiem "wyłapać" co najmniej kilka chętnych do nauki. Dobrym odpowiednikiem w moim przypadku byłyby jakieś filmiki rozrywkowo-edukacyjne na YouTube, ale jakoś jeszcze się za to nie zabrałem.

Lekcja próbna dla pojedynczej osoby z "żywym" nauczycielem działa raczej odpychająco — doświadczyłem tego wiele razy pracując w szkole językowej. Mogę się tylko domyślać, co czują i co myślą ludzie w takich okolicznościach, ale najprawdopodobniej coś w następującym stylu:
  • "Dziwnie, niby dobry nauczyciel, ale po co on mnie za darmo uczy? Chyba nie ma nic lepszego do roboty. A więc dobry nie jest, pójdę poszukam lepszego!"
  • "Hej, po co tu jeszcze jakieś ćwiczenia robić? Przecież to darmowa rozrywka. Rozbaw mnie! Zatańcz dla mnie! Stań dla mnie na głowie, bo inaczej nie będę zaskoczony!" Poważnie, kiedyś jedna nauczycielka polskiego zapisała się na lekcję próbną — trochę dla rozrywki, a trochę po to, by namówić mnie do pracy w innej szkole językowej.
  • "No dobra, za darmo to całkiem niezły sposób na spędzanie czasu, ale przecież tu trzeba płacić! JESZCZE MAM CZAS NA UCIECZKĘ!"
Może trochę przesadzam, ale w każdym razie przekaz jest bardzo niekorzystny, w wyniku czego zarówno uczeń jak i nauczyciel najczęściej po prostu tracą bezcenny czas swojego życia zamiast robić coś pożytecznego (na przykład, naprawdę uczyć się języka).

Zatem kończmy z gadaniem i do nauki! :)

17 мар. 2014 г.

Moja nowa książka

Otóż, moi drodzy, napisałem książkę, coś w rodzaju poradnika. To znaczy, napisaliśmy, wraz moim przyjacielem Sergiuszem, znanym na Ukrainie uzdrowicielem, ekstrasensą i instruktorem różnego rodzaju praktyk rozwojowych. Większą część książki była gotowa dawno temu, a jednak kwestia wydania przez dłuższy czas pozostawała niezałatwiona. Poradnik zobaczył świat dopiero w środku stycznia 2014, akurat przed moim wyjazdem do Indii. Jutro (18 marca) wracam do domu, więc w końcu będzie mógł wysłać nasze „dzieło” zainteresowanym :)


Książka jest po rosyjsku. Tytuł brzmi "Даю установку – ЖГИ! или Как стать волшебником за 27 минут". Pierwszej części nazwy nie potrafię dobrze przetłumaczyć, druga zaś jest łatwiejsza: „Jak zostać czarodziejem w 27 minut”. O czym piszemy? O spełnieniu marzeń (nawet tych dziecięcych i bajkowych), o stosunkach, o uzdrowieniach, o pieniądzach, o tym, jak pomóc sobie i swoim bliskim...

Jako miłośnik języków, tłumacz i specjalista od szybkiej nauki, nie mogłem nie wspomnieć o swoim ulubionym temacie :) Przecież języków obcych prędzej czy później próbuje się uczyć prawie każdy, a jednak osoba która z tej nauki potrafi korzystać „w prawdziwym życiu”, płynnie posługując się chociaż kilku językami, wciąż jeszcze zbudza zachwyt, niczym prawdziwy czarodziej. Zatem powiedziałem trochę o tym, w jaki sposób zainteresowałem się angielskim, o tym, w jaki sposób 11 lat temu szybko podniosłem swój poziom znajomości języka, a nawet o tym, skąd się wzięło moje zainteresowanie tłumaczeniami ustnymi.

Pojawiają się w książce także tematy autostopu i podróży. Wielkim ekspertem w tej dziedzinie dla mnie jest i zawsze będzie Aleksander Kvartalny, mój kolega z Białorusi (między innymi – profesjonalny tłumacz symultaniczny), dlatego przytoczyłem do naszych z Sergiuszem rozważań spory cytat z jego wielojęzycznego bloga. Jako couchsurfer, powiedziałem słów kilka o Couchsurfingu, o życzliwości polskich hostów, w tym nawet kotów i psów :)

Couchsurferzy różnych gatunków, łączcie sie!
Tatjana (moja mama) i Betty. Gdańsk 2013 

Co tydzień dostaję opinie czytelników. Wszyscy zgadzają się co najmniej w jednym: książka szybko i łatwo się czyta, jak gdyby zaprosiliśmy czytelnika do siebie na herbatkę. I rzeczywiście: podstawowym źródłem tekstu są spisane nagrania naszych rozmów, zredagowane i strukturowane przeze mnie. Celowo nie zmieniałem stylu – książka jest napisana żywym językiem dla żywych ludzi, tak że przyda się uczącym się rosyjskiego.

Większość egzemplarzy przyszli czytelnicy wykupili jeszcze przed publikacją, ale chyba paredziesiąt sztuk jeszcze mamy. Tak że przyjmuję zamówienia :)

Za jeden egzemplarz prosimy: 20 złotych + dostawa 7 zł, (razem — magiczna liczba 27 :) Płatność prelewem na polskie konto lub PayPal; moi Skype-uczniowie zwykle dobre z tym sobie radzą, tak że nie musi być problemu. Wypełnij formularz poniżej, a dostaniesz maila z numerem konta.





Pozdrawiam wszystkich z Vrindavany i zaczynam pakować plecak. A przy okazji zapraszam na lekcje online :)

4 дек. 2013 г.

Zapraszam do nauki

Już prawie od roku mnie tu nie było. Jedno z najczęściej zadawanych pytań, które od czasu do czasu dostawałem mailowo, to pytanie o lekcje – czy są nadal aktualne. Tak, jak najbardziej są :)

Jak wyglądają lekcje?
O lekcjach zawsze można było trochę przeczytać tutaj, dzisiaj zaś opiszę je trochę dokładniej.

Zajęcia wyglądają... różnie. Z początkującymi ściślej trzymamy się podręczników, z bardziej zaawanowanymi – korzystamy z bardzo różnych źródeł (np. mogę podesłać link na jakiś artykuł/film/wykład, a potem rozmawiamy na ten temat, gramy w jakieś gry językowe itp.)

Idealna opcja, aczkolwiek niezbyt często spotykana, to sytuacja gdy uczeń samodzielnie aktywnie uczy się języka, native speaker zaś służy jako narzędzie do sprawdzania progresu, poprawiania błędów, odpowiadania na trudne pytania językowe. W takim wypadku znajomość języka rozwija się najszybciej.

W każdym razie, żeby nauczyć się języka obcego (a szczególnie żeby zacząć w nim płynnie mówić), potrzeba dużo samodzielnej pracy. Niestety mam czasem uczniów, którzy oprócz lekcji ze mną w ogóle nie zajmują się językiem, nawet na odrabianie zadań domowych nie mają czasu. Dobrze, że są niezwykle utalentowani, bo inaczej nic by im nie wyszło :))

Kwestie techniczne
Czas lekcji – do ustalenia (najlepiej nie za późno wieczorem). Przed południem to w ogóle super.

Ze sprzętu technicznego musisz mieć mikrofon (może być wbudowany), słuchawki (żebym nie słyszał echa swojego głosu), może być też kamerka, ale nie koniecznie.

Ceny za naukę nie zmieniły się od początku istnienia bloga i nie zmienią się do początku kwietnia 2014 – obecnie jedynie 30 zł za godzinę (60 min). Żadnych zniżek na razie nie ma; ale możecie sobie sprawdzić ceny innych nauczycieli i szkół językowych – nawet z uwzględnieniem wszystkich promocji, zniżek, rabatów itp. – a zobaczycie, że tutaj i tak jest taniej. Wiem, że chyba nie jest do dobra strategia marketingowa, ale na razie o żaden marketing nie chodzi – po prostu wspieracie w taki sposób moją (i co najważniejsze – swoją!) przygodę z językami.

Lekcji próbnych zasadniczo nie lubię i nie udzielam.

Żeby się zapisać, wypełnij proszę ankietę poniżej. Możesz oczywiście po prostu napisać do mnie maila; polecam jednak zainwestowanie kilku minut w rzetelne odpowiedzi na wszystkie pytania – pomoże mi to w „skonfigurowaniu” indywidualnego planu Twojej nauki.


19 дек. 2012 г.

Koniec Świata

Zbiża się kolejny Koniec Świata, wielkie międzynarodowe święto ruchome, czas na różnego rodzaju makabryczne żarty.

A skoro jest okazja, to dlaczego by z niej nie skorzystać? Dowiesz się dzisiaj, co jest korzeniem wszystkiego zła. A dokładniej, nie "co", tylko "kto".

TŁUMACZE.

Muszę się przyznać: 8 lat temu sprzedałem duszę podejmując pierwsze kroki w tym diabelskim zawodzie, i dopiero odtąd w moim życiu wszystko jest git. Mniejsze o to, czas na oglądanie filmika (jest po rosyjsku + ma angielskie napisy):


Pokazała mi go parę miesięcy temu pewna dziewczyna, która sensu stricto tłumaczką nie jest, ale skoro ma dyplom nauczycielki angielskiego i niemieckiego, zdarzało jej się parę razy robić tłumaczenia ustne. Najśmieśnejsze jest to, że w tamtej cwili nie do końca zdawała sobię sprawę, że to tylko żart — myślała że filmik wyraża czyjeś prawdziwe zdanie :)

A na poważnie, jest to świetną parodią na setki i tysięcy rozmaitych "sensacj", które można zobaczyć w rosyjskiej telewizji. Przecież muszą coś nadawać oprócz wiadomości, zawsze ułożonych wegług tego samego schematu:


Przy okazji zapraszam na kanał My Duck's Vision. Znajdziesz tam dużo więcej dobrych żartów.

Szczęśliwej apokalipsy wszystkim!

16 дек. 2012 г.

Zabranjeno pušenje + 3 PREZENTY!

Dzisiaj na Ukrainie uzyskuje moc prawną ustawa nr 4844, która zakazuje palenia papierosów, papierosów elektronicznych i fajek wodnych... PRAWIE WSZĘDZIE :)
Zdaję sobie sprawę, że ustawa na papierze to jeszcze nie wszystko; wielu Ukraińców nic o niej nie wie i nie chce wiedzieć (tata, na przykład, powiedział, że dalej będzie palił w pracy, a nawet u siebie w gabinecie). A jednak bardzo się ucieszyłem: w większości restauracji, barów, kawiarni itp. najprawdopodobniej rzeczywiście zakażą palenia.

Wydaje mi się, że wielkiego problemu z tym być nie musi: przecież w każdym działaniu ok. 95% osób po prostu kopiuje innych. Na przykład, nikomu nie przychodzi do głowy palić w metrze. Jestem przekonany, że zdecydowana większość w ogóle o tym nie myśli, a nawet jeżeli ktoś jeśt super-puper nałogowym palaczem, to i tak w metrze nie zapali, bo inaczej wszyscy będą na niego patrzyli jak na wariata (no i w końcu mandat dostanie). A więc dlaczego w restauracji czy np. na stadionie musi być inaczej? Jeżeli jest się na tyle uzależnionym, że nie da się zjeść posiłku bez papierosa, to najlepiej pójść nie do restauracji, tylko do doblrego lekarza, psychologa, lub... do Hare Kryszna :)

Jak by nie było, popieram nową ustawę i ogromnie się cieszę z jej powodu — jest to świetny dodatek do wcześniejszego całkowitego zakazu reklamy wyrobów tytoniowych w jakiejkolwiek formie. Marzą mi się kolejne kroki:
  • zakaz sprzedaży tytoniu w kioskach i skłepach do 50 m2;
  • kilkakrotne zwiększenie podatku akcyzowego na wyroby tytoniowe;
  • zakaz wystawiania wyrobów tytoniowych na witrynach (szczególnie przy kasach w supermarketach :).
A tymczasem mam kilka prezentów dla Ciebie: 3 po rosyjsku i 1 w trzech językach:

1. Książki Allena Karratekst + mp3. Najważniejsze dzieło autora w rosyjskim tłumaczeniu nosi nazwę "Легкий способ бросить курить"; przy okazji polecam także "Легкий способ сбросить вес". Inne książki są mniej ciekawe.
2. Film "Prawda o tytoniu" z udziałem Wladimira Żdanowa, znanego propagandysty zdrowego trybu życia:


3. Tobacco Body, fińska strona edukacyjna o wpływie palenia na zdrowie. Jest w 3 językach: po angielsku, po fińsku i po szwedzku, a więc można jednocześnie i języków się pouczyć, i dowiedzieć się, że palenie w rzeczywistości nie przeciwdziała nadwadze i stresowi — wręcz odwrotnie.


To chyba wszystko na dzisiaj. Papierosy są... wiecie do czego :)

12 дек. 2012 г.

Will man schreiben wieder solche Karten...

Tematem dzisiejszego wpisu jest pewien bardzo wzruszający międzynarodowy serwis — Postcrossing. To jedna z wielu udanych inicjatyw, które nie zastępują nauki języków, ale świetnie pomagają zmienić swój tryb życia w taki sposób, by nauka języków była w nim rzeczą naturalną :)

Otóż: Dawno, dawno temu, w roku 2005, Portugalczyk Paulo Magalhães założył stronę, umożliwiającą wymianę pocztówkami — prawdziwymi, z papieru. Sęk w tym, że pocztówki wysyła się do losowo wybranych użytkowników systemu z zagranicy; dlatego też nie wiesz, z jakiego kraju będzie kolejna pocztówka, którą znajdziesz w swojej skryńce pocztowej :)

Pomysł "trafił w dziesiątkę". Tak, wcześniej już były znane projekty polegające na wysyłaniu czegoś pocztą tradycyjną nieznajomym osobom za granicę — warto wspomnieć chociażby o słynnym Flat Stanley Project, który działa już od roku 1995. Ale dzięki zautomatyzowaniu całej procedury i uproszczeniu jej do takiego stopnia, żeby nawet dorośli mogli tym się zainteresować (Antoine de Saint-Exupéry pozdrawia :), Postcrossing stał się niekwestionowanym liderem! W chwili, gdy dowiedziałem się o Postcrossingu, miał on już 360 tys. zarejstrowanych użytkowników, ktrórzy w ciągu 6 lat istnienia serwisu wysłali prawie 15 mln (!!!) pocztówek. Na oficjalnej stronie projektu znajdziesz jeszcze więcej ciekawych statystyk. A tu i teraz zapraszam do oglądania krótkiego filmika o szczęśliwych postcrosserach z najróżniejszych zakątków świata:


Przy okazji dodam, że Postcrossing robi się coraz popularniejszy zarówno w Polsce jak i na Ukrainie: oba kraje dały serwisowi po mniej więcej 5% użytkowników :) Polscy postcrosserzy założyli forum, Ukraińcy zaś mają społeczność w LiveJournal.

I już tradycyjnie — kilka ciekawostek dla pasjonatów języków obcych:
  1. Czym jest Postcrossing? Wolontariusze przetłumaczyli krótkie informacje o serwisie na 35 języków. Tak że możesz poprzełączać się między językami i pospawdzać, w ilu z nich potrafisz zrozumieć tekst :)
  2. Blog Postcrossingu (w jęz. angielskim), bardzo kolorowy i ciekawy. Polecam :)
  3. Opinie uczestników (w jęz. angielskim). Ludzie potrafią naprawdę wykwintnie opisać swoje doświadczenia i uczucia powiązane z Postcrossingiem, tak że zachęcam do lektury (oraz ewentualnie dodania czegoś od siebie :). Oto jedna z opinii:
“I love Postcrossing because there is such a warm fuzzy feeling you get when you open your post box to find a postcard that someone has taken the time to share a little piece of their life with you, from somewhere on this big beautiful world. You get to meet new people from all walks of life. You get to travel everywhere without actually going. You get to experience things that you couldn't even imagine if you weren't a part of Postcrossing.”
Hillary, Student, 19, Canada

6 дек. 2012 г.

Śmieszne kanały na YouTube: +100500 vs Equals Three

Już od dwóch lat oglądam dwa humorystyczne kanały na YouTube — nazwy podałem w tytule. Uważam, że oprócz świetnej rozrywki są oni cennym źródłem słownictwa kolokwialnego i języka w ogóle.

Equals Three wymyślił w roku 2008 niejaki Ray William Johnson. W 2010, gdy jego show stało się co nieco popularne, młody Rosjanin Maksim Gołopołosow, oglądając go, spontanicznie wpadł na pomysł robienia czegoś takiego po rosyjsku. Wikipedia wspomina o początkach owego projektu w taki sposób:

Первые выпуски снимались на видеокамеру, которую Максим брал у своего соседа. В качестве штатива он использовал книги, поставленные на принтер, а для освещения — два светильника, с которых постоянно приходилось снимать плафоны.

Tak wyglądał odcinek nr 9, od którego zaczeła się moja znajomość z +100500 (akurat wtedy autor kupił sobie pierwszą kamerę):


Ponieważ Gołopołosow nie ukrywał, skąd pochodził jego pomysł, w tym samym czasie (pod koniec 2010) poznałem oryginalne Equals Three. Nad amerykańskim kanałem pracował już zespół profesjonalistów, Maks zaś robił wszystko po amatorsku, z kolegami, dlatego poziomy techniczne nie możemy porównywać. Oto odcinek z lutego 2011 (wybrałem go z powodu polskiego filmika na samym początku):


Już wtedy można było zauważyć, że te kanały nie tylko odzwierciedlały język młodzieży, ale miały na niego poważny wpływ, zmieniając częstotliwość już istniejących zwrotów i wprowadzając do użytku zupełnie nowe, czasem nawet wymwyślone przez autorów :)

Rrecz jasna, styl kanałów nieco się różnił od samego początku, między innymi z powodu języka: angielski ma o wiele prostszy system przekleństw, więc żeby było śmieszne dla masowego odbiorcy, potrzeba dużo żartów o seksie. Rosyjski zaś ma dużo wulgaryzmów i żargonizmów + rozbudowany system słowotwórstwa = możliwość wymyślania coraz nowych śmiesznych przekleństw :) Dlatego +100500 jest, że tak powiem, bardziej językowym, niż jego amerykański odpowiednik.

Cikawym jest także dalsze rozwój obu projektów. Korzystając ze swojej popularności, Ray zrobił kilka innych ciekawych rzeczy — między innymi nagrał paredziesiąt piosenek i teledysków w ramach projektu Your Favorite Martian (niektóre z tych piosenek były w miarę śmieszne, reszta — tak sobie). Gołopołosow zaś skorzystał z sytuacji lepiej: założył firmę Caramba Media, która dzięki stronie carambatv.ru została najlepszym startapem roku 2011 w całym rosyjskojęzycznym internecie. Strona zrzesza wiele mniejszych projektów (między innymi nawet angielską wersję +100500 oraz tłumaczenie odcinków Equals Three na rosyjski); niektóre idą dobrze, niektóre średnio, ale together everyone achieves more, jak to się mówi. Jako przykład mogę podać jeden z kanałów CarambaTV  100500 Pytań:


Jak Equals Three i +100500 wyglądają teraz? Zachęcam do oglądania pary nowszych odcinków. Tutaj Ray:


A tutaj Maksim:


Nie chcę powiedzieć, że któryś z tych kanałów jest "dobry", a drugi "zły"; oglądam oba. Zauważe tylko, że RWJ w Polsce jest o wiele popularniejszy, niż +100500 — głównie z powodu języka, oraz ogólnej tendencji rozpowszechnienia mody z zachodu na wschód, a nie odwrotnie. Znajomość rosyjskiego daje Ci szerszy wybór.

1 дек. 2012 г.

Podziękowania po podróży

Prawie tydzień temu skończyła się moja podróż po Polsce i Ukrainie. A teraz czas na któtkie podziękowania wszystkim, kto mi w tym pomagał.

Otóż:

1. Wielkie dzięki mamie za to, że w końcu ze mną pojechała. Było to dla niej nie lada wyzwanie — pierwszy wyjazd zagraniczny + jak zawsze zarombiste doświadczenie na przejściu granicznym (jeżeli znasz ukraiński, sprawdź mój bardzo stary artykuł; nic się nie zmieniło, tylko ceny są teraz nieco wyższe, a cały proces trochę okrutniejszy. Gdyby wiedział o tym jakiś trener rozwoju osobistego, zarabiałby pewnie ciężkie pieniądze, wożąc ludzi na granicę z Ukrainą — nigdy nie dorówna temu żaden firewalking :). A potem dużo zwiedzania i zakupów, itp. — krótko mówiąc, bardzo aktywny wypoczynek. Cieszę się, że mama wróciła cała i zdowa, mimo tego że nie zabrała ze sobą np. wygodniejszych butów :)
I oczywiście, najlepsze życzenia z okazji urodzin!

2. Dziękuję wszystkim, kogo poznaliśmy w Polsce. Gdybym pisał o każdym osobnie, ta notka zrobiłaby się zbyt długa. Trudno byłoby także zdecydować, kto nam pomógł najbardziej — przecież wszyscy bardzo się starali. Dlatego po prostu wymieniam imiona w kolejności alfabetycznej, bez względu na wiek, płeć, tytuły naukowe, gatunek biologiczny i miasto zamieszkania: Aniela, Anna, Barbara, Canon, Gizmo, Krzysztof, Małgorzata, Marcin, Nikon, Rafał, Urszula, i oczywiście Żywka — dziękujemy wam bardzo za gościnność!

W tym miejscu muszę koniecznie dać zdjęcie Żywki. Uwaga na kolor oczu — czyż nie podobny do ukraińskiej flagi? :)


3. Dzięki wszystkim przewoźnikom, szczególnie Polskiemu Busowi: gdy dowiadziałem się, że mają teraz połączenie z Rzeszowa do Warszawy, natychmiast zrezygnowałem z już zakupionych biletów kolejowych (przy okazji pozwiedzaliśmy trochę Rzeszów, który bardzo kocham). Co prawda, internet na tym połączeniu nie działał, ale za to były bezpłatne napoje i smakołyki na pokładzie, zupełnie jak w samolocie dobrej firmy — i chyba o to chodzi, zarabiają sobie word of mouth :) Powodzenia, PolskiBus! I koniecznie zorganizujcie kiedyś połączenie pomiędzy Warszawą a Przemyślem :)

4. Dziękuję supermarketom, w których robiliśmy zakupy — E.Leclerc, IKEA, AuchanJULA — bo co to za podróż bez zakupów? :) Ze wszystkich wymienionych w JULA okazała się miłą niespodzianką: byłem tam po raz pierwszy — i chciałbym jeszcze parę razy wrócić :)

Na zdjęciu — mama w E.Leclercu (akurat trafiliśmy na wystawę dinozaurów; niektóre z nich były dość ładne, bardzo śmiesznie poruszały ogonami :)



5. Dziękuję New Ramana Reti, czyli warszawskiej świątyni MTŚK, za wspaniałe spotkanie. Niestety, mama stamtąd uciekła tuż po wykładzie, nie została nawet na ucztę. Ale i tak dobrze, że wybrała się do świątyni, przecież do Hare Kryszna w Winnicy nigdy nie chodzi :)

6. Dziękuję wszystkim muzeom, które zdążyliśmy zwiedzić oraz Mediatece MPB Wrocław: rzeczywiście dobrze spędziliśmy tam czas. A w Krakowie przy okazji zrobiłem mamie zdjęcie ze Smokiem Wawelskim, legendę o którym trzeba koniecznie znać, żeby dostać Kartę Polaka. Oczywiście, mama bardzo się ucieszyła :)

  

7. Dziękuję Radiu Bajka za to, że jest fajnę :) Słuchałem go cały czas w Krakowie, słucham go teraz, pisząc tego posta (tym razem przez internet). Co z tego wynika? Najwyraźniej wciąż jestem dzieckiem...

8. Dziękuję Jarosławowi za zamówienie — dzięki możliwości popracować w podróży, nie wydałem na nią pieniędzy, tylko zarobiłem. Co prawda, miało to kilka niegatywnych konsekwencji: po pierwsze, poważnie przekroczyłem deadline i za to przepraszam. Po drugie, przez kilka dni byłem trochę zmęczony i niewyspany; goszcząc u Rafała z Gosią, nawet zasnąłem w łazience — mam nadzieję, że tylko na krótko :) Za to czekając na dworcach, miałem coś do roboty (oprócz zakończenia pracy nad moją własną książką, o której wkrótce opowiem dokładniej).

9. Jeszcze raz dziękuję Krzysztofowi Leskiemu — za promowanie mojego bloga na swoim. Niby mała rzecz, a cieszy: kilkaset osób do mnie zajrzało, a ktoś nawet dodał do ulubionych :) Swoją drogą, jego blog jest dość interesujący — od profesjonalnego dziennikarza można się dużo nauczyć. Widzę, że ostatnio ukazała się seria postów pt. "Rynek w PRL"; zaraz włączę RMF PRL, i chętnie je sobie poczytam.

Ty też, drogi czytelniku, możesz promować mój blog — bardzo to lubię :)

27 нояб. 2012 г.

Coursera: jak dobrze zacząć?


Dopiero co wróciłem z podróży, i dostałem dobrą wiadomość: zaczął się bezpłatny kurs zdalny "Think Again How to Reason and Argue", na który byłem zapisany na stronie Coursera.

Polecam tę stronę wszystkim wielbicielom angielskiego. Coursera to szeroka oferta bezpłatnych kursów e-learningowych prowadzonych przez najlepszych wykładowców świata. Dowiedziałem się o niej jakiś miesiąc temu dzięki blogu Języki, Kultura, Świat.

Zachęcając do skorzystania z serwisu Coursera, przestrzegam przed popełnieniem kilku podstawowych błędów, które mogą Cię mocno zdemotywować na samym początku nauki. Oto one:

1. Kilka kursów naraz. Gdy rejestrujesz się w tym serwisie, trudno uniknąć chęci zapisać się na WSZYSTKO. Autorka wyżej wspominanego bloga pisze: "sama jestem obecnie w trakcie 4 kursów". No cóż, może to jest OK dla "doświadczonego użytkownika", ale na początek 1 kurs wystarczy. Przecież oprócz kursu musisz rozkminić, jak działa sam system, przyzwyczaić się do niego. Dlatego moja rada jest prosta: zanim udawać Juliusza Cezara, wybierz i ukończ 1 (jeden) kurs.

2. Kurs, który trwa już od dłuższego czasu. Kiedy większość studentów pracuje już nad 6. tygodniem kursu, a Ty dopiero zaczynasz od zera, masz większą szansę rzucić (znam to z autopsji). I na odwrót: kiedy wiesz, że zadanie ukazało się np. dopiero przedwczoraj, a Ty już wszystko zrobiłeś i wysłałeś innym studentom do sprawdzenia (Coursera działa na zasadzie tak zwanego "Peer grading") — jest już odrobinę weselej, jak gdybyś rzeczywiście był na studiach :)

3. Zbyt trudny kurs na sam początek. Możesz nie mieć problemów z angielskim i dobrze się znać np. na matmie, ale kiedy cała ta matematyka nagle zaczyna być po angielsku — będzie potrzeba czasu, by się przyzwyczaić. Przecież nawet nazwy używanych w matematyce greckich literek po angielsku brzmią trochę inaczej, nie mówiąc już o wielu terminach. Nie mówię, że to koniecznie będzie super-puper skomplikowane (przecież ludzie z całego świata jakoś sobie radzą), ale nie warto oczekiwać, że od samego początku będziesz leciał przez kurs z niesamowitą prędkością. Dlatego nie warto:
  • nie wybierać zbyt skomplikowanego kursu jako pierwszego;
  • jeżeli potrzebujesz — korzystać z angielskich napisów do wykładów. Napisy są :)

Mówiąc krótko, kurs "Think Again How to Reason and Argue" to bardzo dobry wybór na początek, ponieważ jest przyznaczony dla masowego odbiorcy a jednocześnie dotyczy teorii języka, czyli ma coś wspólnego z naszymi zainteresowaniami :) Prowadzi prof. Walter Sinnott-Armstrong z Dukr University, i jeszcze ktoś — w tej chwili nie pamiętam.


Coursera jest dobra, ale mój kolega Wiaczesław korzysta jeszcze z jednego serwisu — edX; mówi, że jest on nawet lepszy, i certyfikaty o ukończeniu kursów tam trochę poważniej wyglądają. Nie wiem, jeszcze nie jestem tam zarejestrowany. Ale strona wygląda bardzo zachęcająco, tak że polecam.

Powodzenia w nauce!

P.S. Mała ciekawostka: Coursera chyba jest zakazana w amerykańskim stanie Minnesota. Co za dziwaczne amerykańskie zwyczaje...

15 нояб. 2012 г.

Wyprawa do Polski: wstępny plan podróży

Otóż stało się: jedziemy z mamą do Polski. Dla niej to będzie pierwszy w życiu wyjazd za granicę, tak że postaram się nie zepsuć wrażenia. W czasie mojej nieobecności lekcji przez Skype nie będzie — nie jestem pewien, czy będę miał w Polsce będę miał dobry internet. Za to nowe posty na blogu mogą się pojawiać :)


Plan podróży:
17.XI — wyjazd z Winnicy; po drodze zwiedzamy Przemyśl i Rzeszów
18.–20. — pobyt w Warszawie
21.–22. — pobyt we Wrocławiu
23. — pobyt w Krakowie
24. — droga powrotna; mama wysiada w Winnicy, a ja jadę dalej
25. — Kijów: wizyta w świątyni New Navadvip + koncert Olega Miedwiediewa

Życzcie nam szczęśliwej podróży i fajnego wypoczynku :)

W międzyczasie możesz sobie posłuchać jednej z piosenek Miedwiediewa:


UPD: Podróż się udała; relację czytaj tutaj.

10 нояб. 2012 г.

Wielkie brawa dla mamy! Parę słów o Karcie Polaka

Dzisiaj opowiem o pewnym kontrowersyjnym dokumencie szczególnie popularnym w moim regionie Ukrainy – o Karcie Polaka. Na końcu jest mały prezent dla uczących się rosyjskiego.

Niniejszy wpis dedykuję mojej mamie, która w dość poważnym wieku nauczyła się podstaw języka polskiego, a także odpowiedzi na kilkadziesiąt podchwytliwych pytań (jakich pytań? – o tym za chwilę), przeszła rozmowę u konsula (co prawda, nie za pierwszym razem), i nareszcie dostała swoją pierwszą zagraniczną wizę. Z tej właśnie okazji jedziemy na krótki urlop do Polski (mniej więcej na tydzień, od 17. listopada. Jeżeli jesteś zwolennikiem CouchSurfingu, możesz nas zaprosić na kilka dni – będziemy w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu, możliwie także w Poznaniu (tam przy okazji można by urządzić spotkanie blogerów językowych – nie wiem jeszcze, czy będą chętni). Zaproszenia do innych ciekawych miast także przyjmujemy :) Pisz do mnie:ros.native@gmail.com

Otóż czym jest Karta Polaka? To „dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego”, wydawany od marca 2008 w krajach byłego ZSRR. Oficjalne informacje nt. Karty odzwierciedlone są w Wikipedii. Tutaj postaram się krótko opisać najciekawsze kwestie, o większości z których mówi się mało lub nie mówi się w ogóle.

1. Kwestia językowa. Być może to nie jest najważniejsze, ale musimy od tego zacząć, skoro prowadzę bloga o językach: warunkiem przyznania Karty Polaka jest „przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego”. To powoduje znaczny wzrost zainteresowania językiem „wśród mas ludowych” – szczególnie w takich regionach jak mój, w których chyba co trzecia osoba jest w stanie udowodnić, że ma polskie korzenie. W związku z tym my, nauczyciele polskiego, mamy więcej pracy. Niestety, chętni do Karty zwykle nie są najlepszymi uczniami – już pisałem o tym tutaj.

Przy okazji: czym dokładnie jest „podstawowa znajomość języka”? Z jednej strony, określa to pewien dokument, który znalazłem na tej samej Wikipedii. Ale, z drugiej strony, o wszystkim i tak decyduje konsul. Np. u nas w Winnicy można mówić byle jak, grunt by orientować się w sytuacji i w odpowiednim momencie powiedzieć: „Ma Pan rację, mówię z błędami. Ale właśnie po to ubiegam się o Kartę, żeby pojechać do Polski i lepiej nauczyć się języka przodków” :)
Słyszałem, że w niektórych konsulatach musisz mówić perfekcyjnie. Szczerze mówiąc nie wiem, czy tak jest naprawdę, czy po prostu mieszkańcy Lwówszczyzny myślą, że bez żadnych przygotowań znają język w stopniu podstawowym (skoro potrafią np. sprzedać Polakowi wódkę i papierosy), i dlatego nie chcą się uczyć...

2. Przynależność do narodu... co to jest? Odpowiadając na jedno z pytań wywiadu poglębionego dziewczyny, która pisała pracę magisterską o Karcie Polaka na UW, powiedziałem, że to jest „dokument o wirtualnej tożsamości narodowej”. I rzeczywiście: „przynależność do narodu” to nie narodowość . Żeby uzyskać Kartę, nie musimy rezygnować z jakiejkolwiek tożsamości narodowej. Co więcej, wg oficjalnych statystyk, jest pewien odsetek osób, które we wniosku o przyznanie Karty Polaka wskazały, że nie są narodowości polskiej. Jest ich względnie mało, ale nie zmienia to faktu, że uważanie się np. za Ukraińca nie przeszkadza w przyznaniu Karty. Dlatego trochę śmiesznie brzmią komentarzy osób z polskim korzeniem, które nie ubiegają się o Kartę „by nie zdradzić swojej ukraińskości”.

3. Po co? Kolejną niespodziewaną rzeczą, o której dowiedziałem się pod czas wywiadu poglębionego, był fakt, że niektóre starsze panie gdzieś tam we Lwowie ubiegają się o Kartę Polaką, nigdy nie mając zamiaru pojechania do Polski. Mówią, że zdrowie już nie pozwala na dalekie podróże, a Karta Polaka jest im potrzebna jedynie po to, „żeby było w jakimś oficjalnym dokumencie napisane, że są Polkami”. Rzeczywiście, zarówno we współczesnych ukraińskich dowodach osobistych, jak i w paszportach, nie ma ani słowa o narodowości (przy okazji: Karta Polaka o narodowości także nic nie mówi, tylko o wspominanej już „przynależności do narodu”).

Nie wiem, może lwówskie babcie po prostu robiły sobie jaja z młodej badaczki, ale tak naprawdę ludzie zwykle chcą uzyskać Kartę z kilku powodów:
  • Bezpłatne wizy + zdecydowanie mniej kłopotu. Opłaty za polskie wizy krajowe dla wszystkich obywateli Ukrainy zniesiono dopiero miesiąc temu (we wrześniu 2012); w innych państwach byłego ZSRR wiza nadal kosztuje kilkadziesiąt euro – nie dotyczy to jedynie posiadaczy Karty. Ale nie tylko o pieniądze chodzi: z Kartą Polaka nie potrzeba żadnych bzdurnych zaproszeń, ubezpieczeń, oświadczeń z pracy i tak dalej. Nie musisz nikomu tłumaczyć, gdzie i po co jedziesz – i w ten sposób chociaż trochę czujesz się człowiekiem wolnym. Poza tym, wiosną 2010. granicy tej wolności wyraźnie się rozszerzyły: z polską wizą krajową możemy teraz spokojnie podróżować po wszystkich krajach strefy Schengen.
  • Darmowe studia w Polsce. Pomysł o studiach za granicą robi się u nas niebywale popularny. Rodzice chętnie wydają olbrzymie pieniąze, by dziecko dostało dyplom na byle jakiej polskiej uczelni – niech to będzie nawet jakaś prywatna pseudo uczelnia „dziennikarstwa, ekonomii, zarządzania czy zarządzania ekonomią dziennikarstwa”. W przeciwieństwie do czegoś takiego, Karta Polaka uprawnia do bezpłatnych studiów na polskich uczelniach państwowych – w tym nawet najbardziej prestiżowych. Można nawet ubiegać się o stypendium.
  • Zniżki na PKP, bezpłatne wejście do muzeów. Trzeba być takim wariatem jak ja, żeby naprawdę lubić polskie pociągi i podróżowanie 2. klasą. Do większości muzeów państwowych nie chciałoby się iść drugi raz, gdyby nie dział sztuki współczesnej. Jakkolwiek by było, te zniżki naprawdę działają i jestem za nie wdzięczny.

Według ustawy jest jeszcze kilka uprawnień dla posiadaczy Karty – np. możliwość założenia w Polsce działalności gospodarczej na tych samych warunkach co obywatele państwa. Nie wiem, jak jest teraz, ale parę lat temu słyszałem od pewnego przedsiębiorcy, że to nie było jeszcze zrealizowane w praktyce.

A co zyskuje na tym Polska? To chyba oczywiste :) Oprócz „spełnienia moralnego obowiązku”, o którym mowa w ustawie, zyskuje się siłę roboczą i przyszły kapitał ludzki, który w dodadtku już trochę zna język, a także turystów z kasą, którzy oprócz sklepów i barów pójdą sobie kulturalnie do muzeum...

4. Chciwość i chytrość

— Може ти тоже жид?
— Нє, я — украінєц...
— Такий, як я китаєць.
© Лесь Подерв'янський

Jeżeli są uprawnienia i przywileje, zawsze będą osoby, chętne do ich uzyskania, w tym w sposób „nie do końca uczciwy”. Na przykład, pewien młody wykładowca z UW, z którym kiedyś miałem zajęcia, pewien czas temu spędził pół roku na stypendium w jednym z państw Azji Centralnej i przy okazji postanowił zbadać polskość tych, kto dostawał w tamtym kraju Kartę Polaka. Wyniki badania były tak przerażające, że postanowił ich nie publikować: „Szkoda mi tych ludzi...” Ja osobiście w tamtym kraju nie byłem i znam o sytuacji tylko z drugiej ręki; ale znam inny przykład: spotkałem kiedyś Ormiańczyka z Gruzji, który studiował na Ukrainie, nieźle mówił po polsku i już rozglądał się za jakąś organizacją polonijną, która wsparłaby jego staranie o Kartę :) I to w sumie nie jest tak złe – przecież jeden Bóg wie, czym jest ta „przynależność do narodu”; może akurat aktywnego i pomysłowego Ormiańczyka polskiemu narodowi brakowało do pełni szczęścia? :) Źle (moim zdaniem) jest dopiero wtedy, gdy w celu załatwienia sprawy kandydat zaczyna szukać, komu i jak dać łapówkę. Niestety, zamieszczając ogłoszenia o tym, że przygotowuję do złożenia dokumentów i rozmowy z konsulem, od takich osób także dostawałem telefony:
– Czy wiesz, w jaki sposób mogę dać konsulowi łapówkę?
– Wiem, że łapówek lepiej nie dawać nigdy i nikomu...

5. Dziwne ograniczenia. Żeby trochę powstrymać rozpowszechnienie „błyskawicznej polskości” na wschodzie, pojawiły się nieco bzdurne ograniczenia. Na przykład, „wykaz organizacji polskich i polonijnych uprawnionych do wystawiania zaświadczeń”. Oczywiście, utrudnia to rejestrację fikcyjnych organizacji w celu wystawiania falszywych zaświadczeń. Ale jednocześnie jest to sprzeczne z tekstem ustawy, według której to miało być „zaświadczenie organizacji polskiej lub polonijnej działającej na terenie jednego z państw, o których mowa w ust. 2, potwierdzające aktywne zaangażowanie w działalność na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej przez okres co najmniej ostatnich trzech lat” – jak widać, na początku chodziło o aktywne zaangażowanie, a nie o to, by organizacja znałazła się na jakiejś krótkiej liście uprawnionych do wystawiania zaświadczeń.

Kiedzy dzwonisz lub idziesz do konsulatu w sprawie Karty Polaka, musisz mówić tylko po polsku, nawet jeżeli rozmawiasz z takim samym Ukraińcem, jakim jesteś; ale to nie szkodzi, darmowa praktyka językowa zawsze się przyda :) Co gorsza, pojawiła się lista pytań o historii i kulturze polskiej, które mogą być zadane na rozmowie u konsula; tym czasem rozmowa ta już prawie oficjalnie nazywa się egzaminem – patrz np. artykuł „Co trzeba wiedzieć na egzaminie?”, umieszczony na jednym z polonijnych portali. Oczywiście, jest to ciekawa lektura i nie ma nic złego w tym, żeby chociaż raz te pytania przejrzeć. Ale uczyć się na pamięć tego, kto wygrał starcie pod Płowcami w roku 1331 i o co chodziło w Testamencie Krzywoustego to jednak niezły „demotywator” dla wielu ludzi. A co ustawa na to? Według ustawy wymagana jest „znajomość i kultywowanie polskich tradycji i zwyczajów”. Żadnego słowa o historii. Kiedy ja parę lat temu składałem dokumenty na Kartę Polaka, tego typu pytań nie było. Teraz są. Nikomu nie polecam uczyć się tego wszystkiego na pamięć, można te pytania i odpowiedzi po prostu przejrzeć; lepiej uważnie przeczytać ustawę i działać w jej ramach.

Mimo wszystko mamie udało się przebrnąć przez te wszystkie „kręgi piekła” i dostać wymarzony dokument. Tutaj na zdjęciu widać, jak mama dostaje jakieś coś za sukcesy w nauce w klubie języka polskiego, od wolontariuszek Marty i Iwony. Najciekawsze jest to, że akcja odbywa się pod amerykańską flaga :)


Jeszcze raz brawa dla mamy! Jedziemy do Polski!

P.S. A teraz prezent dla uczących się rosyjskiego. Tutaj znajdziesz starą dwujęzyczną ulotkę informacyjną o Karcie Polaka – po polsku i po rosyjsku.

4 нояб. 2012 г.

Bezcenna strona do nauki angielskiego

W tym krótkim wpisie opowiem o niespodziewanie dobrej stronie, na którą ostatnio trafiłem. Chodzi o EngVid.com — obfite źródło darmowych lekcji wideo nagranych przez native speakerów, profesjonalnych nauczycieli angielskiego jako obcego.

Mniej więcej dwa tygodnie temu, pracując nad pilnym tłumaczeniem o piątej nad ranem, postanowiłem zrobić sobie krótką przerwę i zajrzeć do sieci społecznościowej. Oczywiście, niezbyt wielu przyjaciół było online. Już nie po raz pierwszy zauważyłem, że właśnie o tej porze aktywnie dzieli się sieciowymi znaleziskami moja dawna koleżanka ze studiów, Larysa. "Co za inspirujący człowiek!", powiedziałem sobie, "o której ona w ogóle wstaje?"

Jak się okazało, owa koleżanka pracuje i odpoczywa w godzinach całkiem zwykłych, ale mieszka w innej strefie czasowej  na innym kontynencie. Dwa lata temu wraz z mężem i dziećmi przeprowadziła się do Chikago, dlatego w każdej wolnej chwili doskonali swoją znajomość angielskiego. Często ogląda filmiki z EngVid.com, jest bardzo zadowolona z ich wysokiej jakości i użyteczności.

Całkowicie zgadzam się z jej opinią o tej stronie. W chwili powstania tego wpisu jest na niej 430+ lekcji na najróżniejsze tematy — od podstaw gramatyki dla początkujących do "business English" i przygotowania do egzaminów (IELTS, TOEFL, TOEIC). Nauczyciele wyjaśniają zawiłości języka w jak najbardziej żywy i klarowny sposób. Prawie każda lekcja opatrzona jest krótkim testem, tak że zawsze możesz sprawdzić, na ile dobrze zrozumiałeś/zapamiętałeś omawiane treści. Wszystko jest za darmo  strona działa dzięki reklamom Google oraz dobrowolnym datkom użytkowników.

Jako prywatny nauczyciel angielskiego zacząłem od oglądania filmików o gramatyce. Link do jednego z nich podesłałem swojej uczennicy wraz z zadaniem domowym; wydaje mi się, że to jej bardzo pomogło  w każdym razie, zadanie zostało zrobione bez błędów. Tutaj jednak postanowiłem zamieścić porady na temat szerszy: jak się NIE uczyć i jak się uczyć języka obcego w ogóle. Wszystkie 4 filmiki należą do jednego nauczyciela  do Jamesa (który przypomina mi byłego współlokatora o takim samym imieniu :). Enjoy!

1. How NOT to learn English: 5 podstawowych błędów w nauce języka.


2. How NOT to Learn English, part 2: jak nie trzeba uczyć się na kursach językowych.


3. How NOT to Learn English – Studying English at Home: jak nie trzeba uczyć się samemu.


4. How to Learn English More Effectively: stara, ale dobra lekcja na ten sam temat.


Jak zwykle, zapraszam do dzielenia się linkami do innych użytecznych stron w komentarzach. 

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Hosted Desktop