Показаны сообщения с ярлыком osobiste. Показать все сообщения
Показаны сообщения с ярлыком osobiste. Показать все сообщения

8 февр. 2015 г.

Kuźma nie żyje. I co teraz?

Akurat tydzień temu, 2 lutego 2015 zginął w wypadku samochodowym jeden z moich ulubionych piosenkarzy — Kuźma, czyli Andrzej (Andrij) Kuźmenko, lider ukraińskiego zespołu Skriabin. Owe wydarzenie wzbudziło we mnie bardzo silne emocje, dlatego postanowiłem napisać o nim dopiero kilka dni później, by brzmieć bardziej obiektywnie. Otóż…

Skriabina zacząłem słuchać mniej więcej w roku 1996, kiedy zespół już miał 7 lat i powoli zdobywał szeroką popularność. Spodobała mi się ich przejrzysta elektroniczna muzyka, proste zachodnioukraińskie teksty, wykonanie bez żadnych skomplikowanych sztuczek wokalnych. Gdy bliżej zainteresowałem się osobą lidera, uznałem go za sensownego człowieka, który miał dobre poczucie humoru i nie udawał gwiazdy.

Oto jedna ze starych piosenek — o tym, że „jeszcze wczoraj byłem taki mały”.



Zamiłowanie do twórczości Skriabina okazało się moim pierwszym krokiem w kierunku języka i kultury Polski. Ale w jaki to sposób? Tutaj trzeba powiedzieć, że Kuźma urodził sie w Samborze, młode lata zaś spędził w Nowojaworowsku. Oba miasta są położone blisko polskiej granicy, dlatego przyszły piosenkarz za pomocą zwyklego radioodbiornika chętnie inspirował się polską muzyką — między innymi zespołami Lady Punk, Republika, Perfect, Kombi. Magia polskiego radia ukształtowała gust Andrzeja, i w pewnym stopniu uczyniła go „przemytnikiem” polskiej kultury.

W każdym razie, kiedy wiele lat później świadomie zainteresowałem się polską muzyką, czułem się w znanych klimatach – między innymi dzięki Skriabinowi.

Pewnego dnia Andrzej, biorąc udział w programie radiowym, powiedział parę zdań na temat tłumaczeń filmów i seriali. Chodziło mniej więcej o to, że niektóre nazwy w ukraińskich kinach i telewizji są tłumaczone w dziwny sposób — np. „Świat wg Kiepskich” poznaliśmy jako „Справи Кепських”. I tutaj usłyszałem dość zaskakujące zdanie: Ukrainiec, jeśli ma otwartą głowę, tak naprawdę nie potrzebuje tłumaczenia polskich seriali, ponieważ jest w stanie bez większego problemu wszystko zrozumieć. Nie uwierzyłem, ale zdanie zapamiętałem. Parę lat później okazało się, że Andrzej prawie nie przesadzał :)

Wracając do twórczości Kuźmy, możemy powiedzieć, że on nie bał się eksperymentów. Napisał 3 książki: 2 wesołe autobiograficzne i jedną fabularną, dość ciężką i smutną. Występował w filmach. Swego czasu nagrał płytę pisenek z przekleństwami; zrobił także wiele innych kontrowersyjnych rzeczy.

Oto przykład „zakazanej piosenki” na temat relacji damsko-męskich. Jeśli nie rozumiesz tekstu i nie będziesz oglądać teledysku, wszystko naprawdę miło brzmi :)


Ale przede wszystkim zapamiętałem inne jego piosenki — naiwne, romantyczne, nieco dziecięce. Zapraszam do posłuchania jednej z moich ulubionych:


Twórczość Kuźmy pomagała mi wierzyć, że nie jestem samotny. Że wystarczy znaleźć magiczny przycisk, i wszystko będzie dobrze. No cóż, teraz „wielki mały człowiek” odszedł, a ja nadal wierzę w magiczny przycisk...

P.S. Oglądając filmiki o śmierci Andzeja, nie mogłem nie wspomnieć historyjki sprzed prawie trzech lat. Wtedy, w słonecznej Turcji, akurat skończywszy wpis o pięknie błędów, także śpieszyłem się na samolot. Śmierć artysty nastąpiła w wyniku udrzenia w ciężarówkę z mlekiem, ja zaś mogłem katapultować się wprost do Allaha za pomocą ciężarówki z benzyną. A jednak w moim przypadku sytuacja ograniczyła się jedynie do kilku siwych włosów, i nawet na samolot zdążyłem. Dlaczego ja jeszcze żyje, ale on już nie? Być może, mam jakieś szczególne przeznaczenie? To trudne pytanie.

W każdym razie, pamiętajmy, że życie jest krótkie i nieprzewidywalne. Każdy dzień może okazać się tym ostatnim. I chyba nikt nie będzie mógł zabrać ze sobą ani swoich pieniędzy, ani niedokończonych dobrych spraw, niezrealizowanych pomysłów i niespełnionych marzeń.

Trzymajcie się.

1 дек. 2012 г.

Podziękowania po podróży

Prawie tydzień temu skończyła się moja podróż po Polsce i Ukrainie. A teraz czas na któtkie podziękowania wszystkim, kto mi w tym pomagał.

Otóż:

1. Wielkie dzięki mamie za to, że w końcu ze mną pojechała. Było to dla niej nie lada wyzwanie — pierwszy wyjazd zagraniczny + jak zawsze zarombiste doświadczenie na przejściu granicznym (jeżeli znasz ukraiński, sprawdź mój bardzo stary artykuł; nic się nie zmieniło, tylko ceny są teraz nieco wyższe, a cały proces trochę okrutniejszy. Gdyby wiedział o tym jakiś trener rozwoju osobistego, zarabiałby pewnie ciężkie pieniądze, wożąc ludzi na granicę z Ukrainą — nigdy nie dorówna temu żaden firewalking :). A potem dużo zwiedzania i zakupów, itp. — krótko mówiąc, bardzo aktywny wypoczynek. Cieszę się, że mama wróciła cała i zdowa, mimo tego że nie zabrała ze sobą np. wygodniejszych butów :)
I oczywiście, najlepsze życzenia z okazji urodzin!

2. Dziękuję wszystkim, kogo poznaliśmy w Polsce. Gdybym pisał o każdym osobnie, ta notka zrobiłaby się zbyt długa. Trudno byłoby także zdecydować, kto nam pomógł najbardziej — przecież wszyscy bardzo się starali. Dlatego po prostu wymieniam imiona w kolejności alfabetycznej, bez względu na wiek, płeć, tytuły naukowe, gatunek biologiczny i miasto zamieszkania: Aniela, Anna, Barbara, Canon, Gizmo, Krzysztof, Małgorzata, Marcin, Nikon, Rafał, Urszula, i oczywiście Żywka — dziękujemy wam bardzo za gościnność!

W tym miejscu muszę koniecznie dać zdjęcie Żywki. Uwaga na kolor oczu — czyż nie podobny do ukraińskiej flagi? :)


3. Dzięki wszystkim przewoźnikom, szczególnie Polskiemu Busowi: gdy dowiadziałem się, że mają teraz połączenie z Rzeszowa do Warszawy, natychmiast zrezygnowałem z już zakupionych biletów kolejowych (przy okazji pozwiedzaliśmy trochę Rzeszów, który bardzo kocham). Co prawda, internet na tym połączeniu nie działał, ale za to były bezpłatne napoje i smakołyki na pokładzie, zupełnie jak w samolocie dobrej firmy — i chyba o to chodzi, zarabiają sobie word of mouth :) Powodzenia, PolskiBus! I koniecznie zorganizujcie kiedyś połączenie pomiędzy Warszawą a Przemyślem :)

4. Dziękuję supermarketom, w których robiliśmy zakupy — E.Leclerc, IKEA, Auchan, JULA — bo co to za podróż bez zakupów? :) Ze wszystkich wymienionych w JULA okazała się miłą niespodzianką: byłem tam po raz pierwszy — i chciałbym jeszcze parę razy wrócić :)

Na zdjęciu — mama w E.Leclercu (akurat trafiliśmy na wystawę dinozaurów; niektóre z nich były dość ładne, bardzo śmiesznie poruszały ogonami :)



5. Dziękuję New Ramana Reti, czyli warszawskiej świątyni MTŚK, za wspaniałe spotkanie. Niestety, mama stamtąd uciekła tuż po wykładzie, nie została nawet na ucztę. Ale i tak dobrze, że wybrała się do świątyni, przecież do Hare Kryszna w Winnicy nigdy nie chodzi :)

6. Dziękuję wszystkim muzeom, które zdążyliśmy zwiedzić oraz Mediatece MPB Wrocław: rzeczywiście dobrze spędziliśmy tam czas. A w Krakowie przy okazji zrobiłem mamie zdjęcie ze Smokiem Wawelskim, legendę o którym trzeba koniecznie znać, żeby dostać Kartę Polaka. Oczywiście, mama bardzo się ucieszyła :)

  

7. Dziękuję Radiu Bajka za to, że jest fajnę :) Słuchałem go cały czas w Krakowie, słucham go teraz, pisząc tego posta (tym razem przez internet). Co z tego wynika? Najwyraźniej wciąż jestem dzieckiem...

8. Dziękuję Jarosławowi za zamówienie — dzięki możliwości popracować w podróży, nie wydałem na nią pieniędzy, tylko zarobiłem. Co prawda, miało to kilka niegatywnych konsekwencji: po pierwsze, poważnie przekroczyłem deadline i za to przepraszam. Po drugie, przez kilka dni byłem trochę zmęczony i niewyspany; goszcząc u Rafała z Gosią, nawet zasnąłem w łazience — mam nadzieję, że tylko na krótko :) Za to czekając na dworcach, miałem coś do roboty (oprócz zakończenia pracy nad moją własną książką, o której wkrótce opowiem dokładniej).

9. Jeszcze raz dziękuję Krzysztofowi Leskiemu — za promowanie mojego bloga na swoim. Niby mała rzecz, a cieszy: kilkaset osób do mnie zajrzało, a ktoś nawet dodał do ulubionych :) Swoją drogą, jego blog jest dość interesujący — od profesjonalnego dziennikarza można się dużo nauczyć. Widzę, że ostatnio ukazała się seria postów pt. "Rynek w PRL"; zaraz włączę RMF PRL, i chętnie je sobie poczytam.

Ty też, drogi czytelniku, możesz promować mój blog — bardzo to lubię :)

15 нояб. 2012 г.

Wyprawa do Polski: wstępny plan podróży

Otóż stało się: jedziemy z mamą do Polski. Dla niej to będzie pierwszy w życiu wyjazd za granicę, tak że postaram się nie zepsuć wrażenia. W czasie mojej nieobecności lekcji przez Skype nie będzie — nie jestem pewien, czy będę miał w Polsce będę miał dobry internet. Za to nowe posty na blogu mogą się pojawiać :)


Plan podróży:
17.XI — wyjazd z Winnicy; po drodze zwiedzamy Przemyśl i Rzeszów
18.–20. — pobyt w Warszawie
21.–22. — pobyt we Wrocławiu
23. — pobyt w Krakowie
24. — droga powrotna; mama wysiada w Winnicy, a ja jadę dalej
25. — Kijów: wizyta w świątyni New Navadvip + koncert Olega Miedwiediewa

Życzcie nam szczęśliwej podróży i fajnego wypoczynku :)

W międzyczasie możesz sobie posłuchać jednej z piosenek Miedwiediewa:


UPD: Podróż się udała; relację czytaj tutaj.

10 нояб. 2012 г.

Wielkie brawa dla mamy! Parę słów o Karcie Polaka

Dzisiaj opowiem o pewnym kontrowersyjnym dokumencie szczególnie popularnym w moim regionie Ukrainy – o Karcie Polaka. Na końcu jest mały prezent dla uczących się rosyjskiego.

Niniejszy wpis dedykuję mojej mamie, która w dość poważnym wieku nauczyła się podstaw języka polskiego, a także odpowiedzi na kilkadziesiąt podchwytliwych pytań (jakich pytań? – o tym za chwilę), przeszła rozmowę u konsula (co prawda, nie za pierwszym razem), i nareszcie dostała swoją pierwszą zagraniczną wizę. Z tej właśnie okazji jedziemy na krótki urlop do Polski (mniej więcej na tydzień, od 17. listopada. Jeżeli jesteś zwolennikiem CouchSurfingu, możesz nas zaprosić na kilka dni – będziemy w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu, możliwie także w Poznaniu (tam przy okazji można by urządzić spotkanie blogerów językowych – nie wiem jeszcze, czy będą chętni). Zaproszenia do innych ciekawych miast także przyjmujemy :) Pisz do mnie:ros.native@gmail.com

Otóż czym jest Karta Polaka? To „dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego”, wydawany od marca 2008 w krajach byłego ZSRR. Oficjalne informacje nt. Karty odzwierciedlone są w Wikipedii. Tutaj postaram się krótko opisać najciekawsze kwestie, o większości z których mówi się mało lub nie mówi się w ogóle.

1. Kwestia językowa. Być może to nie jest najważniejsze, ale musimy od tego zacząć, skoro prowadzę bloga o językach: warunkiem przyznania Karty Polaka jest „przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego”. To powoduje znaczny wzrost zainteresowania językiem „wśród mas ludowych” – szczególnie w takich regionach jak mój, w których chyba co trzecia osoba jest w stanie udowodnić, że ma polskie korzenie. W związku z tym my, nauczyciele polskiego, mamy więcej pracy. Niestety, chętni do Karty zwykle nie są najlepszymi uczniami – już pisałem o tym tutaj.

Przy okazji: czym dokładnie jest „podstawowa znajomość języka”? Z jednej strony, określa to pewien dokument, który znalazłem na tej samej Wikipedii. Ale, z drugiej strony, o wszystkim i tak decyduje konsul. Np. u nas w Winnicy można mówić byle jak, grunt by orientować się w sytuacji i w odpowiednim momencie powiedzieć: „Ma Pan rację, mówię z błędami. Ale właśnie po to ubiegam się o Kartę, żeby pojechać do Polski i lepiej nauczyć się języka przodków” :)
Słyszałem, że w niektórych konsulatach musisz mówić perfekcyjnie. Szczerze mówiąc nie wiem, czy tak jest naprawdę, czy po prostu mieszkańcy Lwówszczyzny myślą, że bez żadnych przygotowań znają język w stopniu podstawowym (skoro potrafią np. sprzedać Polakowi wódkę i papierosy), i dlatego nie chcą się uczyć...

2. Przynależność do narodu... co to jest? Odpowiadając na jedno z pytań wywiadu poglębionego dziewczyny, która pisała pracę magisterską o Karcie Polaka na UW, powiedziałem, że to jest „dokument o wirtualnej tożsamości narodowej”. I rzeczywiście: „przynależność do narodu” to nie narodowość . Żeby uzyskać Kartę, nie musimy rezygnować z jakiejkolwiek tożsamości narodowej. Co więcej, wg oficjalnych statystyk, jest pewien odsetek osób, które we wniosku o przyznanie Karty Polaka wskazały, że nie są narodowości polskiej. Jest ich względnie mało, ale nie zmienia to faktu, że uważanie się np. za Ukraińca nie przeszkadza w przyznaniu Karty. Dlatego trochę śmiesznie brzmią komentarzy osób z polskim korzeniem, które nie ubiegają się o Kartę „by nie zdradzić swojej ukraińskości”.

3. Po co? Kolejną niespodziewaną rzeczą, o której dowiedziałem się pod czas wywiadu poglębionego, był fakt, że niektóre starsze panie gdzieś tam we Lwowie ubiegają się o Kartę Polaką, nigdy nie mając zamiaru pojechania do Polski. Mówią, że zdrowie już nie pozwala na dalekie podróże, a Karta Polaka jest im potrzebna jedynie po to, „żeby było w jakimś oficjalnym dokumencie napisane, że są Polkami”. Rzeczywiście, zarówno we współczesnych ukraińskich dowodach osobistych, jak i w paszportach, nie ma ani słowa o narodowości (przy okazji: Karta Polaka o narodowości także nic nie mówi, tylko o wspominanej już „przynależności do narodu”).

Nie wiem, może lwówskie babcie po prostu robiły sobie jaja z młodej badaczki, ale tak naprawdę ludzie zwykle chcą uzyskać Kartę z kilku powodów:
  • Bezpłatne wizy + zdecydowanie mniej kłopotu. Opłaty za polskie wizy krajowe dla wszystkich obywateli Ukrainy zniesiono dopiero miesiąc temu (we wrześniu 2012); w innych państwach byłego ZSRR wiza nadal kosztuje kilkadziesiąt euro – nie dotyczy to jedynie posiadaczy Karty. Ale nie tylko o pieniądze chodzi: z Kartą Polaka nie potrzeba żadnych bzdurnych zaproszeń, ubezpieczeń, oświadczeń z pracy i tak dalej. Nie musisz nikomu tłumaczyć, gdzie i po co jedziesz – i w ten sposób chociaż trochę czujesz się człowiekiem wolnym. Poza tym, wiosną 2010. granicy tej wolności wyraźnie się rozszerzyły: z polską wizą krajową możemy teraz spokojnie podróżować po wszystkich krajach strefy Schengen.
  • Darmowe studia w Polsce. Pomysł o studiach za granicą robi się u nas niebywale popularny. Rodzice chętnie wydają olbrzymie pieniąze, by dziecko dostało dyplom na byle jakiej polskiej uczelni – niech to będzie nawet jakaś prywatna pseudo uczelnia „dziennikarstwa, ekonomii, zarządzania czy zarządzania ekonomią dziennikarstwa”. W przeciwieństwie do czegoś takiego, Karta Polaka uprawnia do bezpłatnych studiów na polskich uczelniach państwowych – w tym nawet najbardziej prestiżowych. Można nawet ubiegać się o stypendium.
  • Zniżki na PKP, bezpłatne wejście do muzeów. Trzeba być takim wariatem jak ja, żeby naprawdę lubić polskie pociągi i podróżowanie 2. klasą. Do większości muzeów państwowych nie chciałoby się iść drugi raz, gdyby nie dział sztuki współczesnej. Jakkolwiek by było, te zniżki naprawdę działają i jestem za nie wdzięczny.

Według ustawy jest jeszcze kilka uprawnień dla posiadaczy Karty – np. możliwość założenia w Polsce działalności gospodarczej na tych samych warunkach co obywatele państwa. Nie wiem, jak jest teraz, ale parę lat temu słyszałem od pewnego przedsiębiorcy, że to nie było jeszcze zrealizowane w praktyce.

A co zyskuje na tym Polska? To chyba oczywiste :) Oprócz „spełnienia moralnego obowiązku”, o którym mowa w ustawie, zyskuje się siłę roboczą i przyszły kapitał ludzki, który w dodadtku już trochę zna język, a także turystów z kasą, którzy oprócz sklepów i barów pójdą sobie kulturalnie do muzeum...

4. Chciwość i chytrość

— Може ти тоже жид?
— Нє, я — украінєц...
— Такий, як я китаєць.
© Лесь Подерв'янський

Jeżeli są uprawnienia i przywileje, zawsze będą osoby, chętne do ich uzyskania, w tym w sposób „nie do końca uczciwy”. Na przykład, pewien młody wykładowca z UW, z którym kiedyś miałem zajęcia, pewien czas temu spędził pół roku na stypendium w jednym z państw Azji Centralnej i przy okazji postanowił zbadać polskość tych, kto dostawał w tamtym kraju Kartę Polaka. Wyniki badania były tak przerażające, że postanowił ich nie publikować: „Szkoda mi tych ludzi...” Ja osobiście w tamtym kraju nie byłem i znam o sytuacji tylko z drugiej ręki; ale znam inny przykład: spotkałem kiedyś Ormiańczyka z Gruzji, który studiował na Ukrainie, nieźle mówił po polsku i już rozglądał się za jakąś organizacją polonijną, która wsparłaby jego staranie o Kartę :) I to w sumie nie jest tak złe – przecież jeden Bóg wie, czym jest ta „przynależność do narodu”; może akurat aktywnego i pomysłowego Ormiańczyka polskiemu narodowi brakowało do pełni szczęścia? :) Źle (moim zdaniem) jest dopiero wtedy, gdy w celu załatwienia sprawy kandydat zaczyna szukać, komu i jak dać łapówkę. Niestety, zamieszczając ogłoszenia o tym, że przygotowuję do złożenia dokumentów i rozmowy z konsulem, od takich osób także dostawałem telefony:
– Czy wiesz, w jaki sposób mogę dać konsulowi łapówkę?
– Wiem, że łapówek lepiej nie dawać nigdy i nikomu...

5. Dziwne ograniczenia. Żeby trochę powstrymać rozpowszechnienie „błyskawicznej polskości” na wschodzie, pojawiły się nieco bzdurne ograniczenia. Na przykład, „wykaz organizacji polskich i polonijnych uprawnionych do wystawiania zaświadczeń”. Oczywiście, utrudnia to rejestrację fikcyjnych organizacji w celu wystawiania falszywych zaświadczeń. Ale jednocześnie jest to sprzeczne z tekstem ustawy, według której to miało być „zaświadczenie organizacji polskiej lub polonijnej działającej na terenie jednego z państw, o których mowa w ust. 2, potwierdzające aktywne zaangażowanie w działalność na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej przez okres co najmniej ostatnich trzech lat” – jak widać, na początku chodziło o aktywne zaangażowanie, a nie o to, by organizacja znałazła się na jakiejś krótkiej liście uprawnionych do wystawiania zaświadczeń.

Kiedzy dzwonisz lub idziesz do konsulatu w sprawie Karty Polaka, musisz mówić tylko po polsku, nawet jeżeli rozmawiasz z takim samym Ukraińcem, jakim jesteś; ale to nie szkodzi, darmowa praktyka językowa zawsze się przyda :) Co gorsza, pojawiła się lista pytań o historii i kulturze polskiej, które mogą być zadane na rozmowie u konsula; tym czasem rozmowa ta już prawie oficjalnie nazywa się egzaminem – patrz np. artykuł „Co trzeba wiedzieć na egzaminie?”, umieszczony na jednym z polonijnych portali. Oczywiście, jest to ciekawa lektura i nie ma nic złego w tym, żeby chociaż raz te pytania przejrzeć. Ale uczyć się na pamięć tego, kto wygrał starcie pod Płowcami w roku 1331 i o co chodziło w Testamencie Krzywoustego to jednak niezły „demotywator” dla wielu ludzi. A co ustawa na to? Według ustawy wymagana jest „znajomość i kultywowanie polskich tradycji i zwyczajów”. Żadnego słowa o historii. Kiedy ja parę lat temu składałem dokumenty na Kartę Polaka, tego typu pytań nie było. Teraz są. Nikomu nie polecam uczyć się tego wszystkiego na pamięć, można te pytania i odpowiedzi po prostu przejrzeć; lepiej uważnie przeczytać ustawę i działać w jej ramach.

Mimo wszystko mamie udało się przebrnąć przez te wszystkie „kręgi piekła” i dostać wymarzony dokument. Tutaj na zdjęciu widać, jak mama dostaje jakieś coś za sukcesy w nauce w klubie języka polskiego, od wolontariuszek Marty i Iwony. Najciekawsze jest to, że akcja odbywa się pod amerykańską flaga :)


Jeszcze raz brawa dla mamy! Jedziemy do Polski!

P.S. A teraz prezent dla uczących się rosyjskiego. Tutaj znajdziesz starą dwujęzyczną ulotkę informacyjną o Karcie Polaka – po polsku i po rosyjsku.

20 мая 2012 г.

Mój program wyborczy :)

Z powodu nominacji bloga "Nie tylko rosyjski" do udziału w międzynarodowym rankingu "Top 100 Language Lovers" pilnie proszę o pomoc. Zajmie wam to nie więcej niż 30 sekund.
 
Vote the Top 100 Language Learning Blogs 2012

Algorytm jest jasny i prosty jak myśl Lenina:
  1. Wejdź na stronę głosowania: http://www.lexiophiles.com/language-lovers-toplist/vote-for-your-favorite-language-learning-blog-2012
  2. Wybierz "nie tylko rosyjski"
  3. Kliknij "Vote!".

Głosować można do 28 maja 2012. 50% wyniku zależy od decyzji organizatorów, ale mimo to każdy głos ma wielkie znaczenie!
Żeby było jak w prawdziwych wyborach, muszę teraz rzucić kilka obietnic :)
  1. Będę aktywnie uczestniczyć w zorganizowaniu spotkań blogerów językowych na żywo oraz zawczasu  informować o takich spotkaniach na łamach bloga, żeby chętni mogli dołączyć. Mogę zdradzić tajemnicę: następne spotkanie zapowiada się na początku czerwca! 
  2. Mniej więcej w czerwcu ukaże się moje tłumaczenie nowego e-booka Davida Snopka na rosyjski. Moim zdaniem to świetna książka, tak że русскоязычный интернет просто обязан с ней познакомиться :) I oczywiście, będzie to świetna lektura dla wszystkich, kto uczy się rosyjskiego.
  3. Latem ukaże się mój bezpłatny ebook o nauce rosyjskiego. Nie tak duży jak dzieło Snopka, same konkrety :)
  4. Trochę później zamierzam napisać coś, na podstawie czego Karol Cyprowski śmiało mógłby nazwać mnie demonem głupoty. Ale nie, raczej aniołem głupoty, bo przecież mam skrzydełka :)
  5. Już wkrótce: na łamach blogu będę odpowiadał na pytania czytelników. Pytać można mailem: ros.native@gmail.com
A teraz czas na uśmiech: mój pierwszy filmik na YouTube. W sieciach społecznościowych dostałem już kilka komentarzy — ludzie zwracają uwagę na niezbyt wysoką jakość dźwięku, na błędy w moim polskim i na to, że wyglądam, jak gdybym przed chwilą wypalił skręta. No cóż, zakup lepszego sprzętu do nagrywania już mam w planach; z akcentem mówię chyba w każdym języku, nawet w moich dwóch ojczystych, a poza tym wkrótce mam zamiar napisać o pięknie błędów :) Jeśli chodzi o skręty, to cały czas tak wyglądam, mimo że nie używam żadnych narkotyków. "Так что я в наркотиках совсем не нуждаюсь. Я и без них вижу жизнь живописной. У меня и справка есть." © W każdym razie, żaden z tych argumentów nie musi stać na przeszkodzie głosowaniu na blog "nie tylko rosyjski" :)
Repetitio est mater studiorum. Jeszcze raz:
  1. Wejdź na stronę głosowania: http://www.lexiophiles.com/language-lovers-toplist/vote-for-your-favorite-language-learning-blog-2012
  2. Wybierz "nie tylko rosyjski"
  3. Kliknij "Vote!".
Dziękuję!

17 мая 2012 г.

Blogerzy wszystkich krajów, łączcie się!

Co możemy robić w nocy? Prawdopodobnie, każdy z nas jest w stanie wymienić dziesiątki interesujących opcji. Ale możecie mi uwierzyć: jednym z najciekawszych pomysłów na spędzenie nocy jest udział w międzynarodowych spotkaniach polskich blogerów językowych :)

Jak wcześniej zapowiadałem, w nocy z 14 na 15 maja takie właśnie spotkanie odbyło się w Warszawie. Uczestników było niewiele, ale jakich! Language, a jednocześnie sport; rosyjski, ale nie tylko... Czyli grupa była idealnie zróżnicowana pod względem płci, zainteresowań, kierunków studiów, miejsca zamieszkania i doświadczenia w blogowaniu :)

Spotkanie potrwało około 8 godzin. Oprócz zwiedzania miasta — a Warszawa, trzeba przyznać, wiosną wygląda bardzo imponująco — udało się omówić wiele interesujących tematów. Oto tylko niektóre z nich:
  • czy mają języki duszę, czyli prawo relatywizmu językowego w praktyce; 
  • subtelne (i nie bardzo) różnice między niektórymi parami wyrazów rosyjskich (сандали - босоножки, ремень - пояс, жакет - пиджак, itd.) oraz ich rozumienie przez obcokrajowców;
  • zróżnicowany poziom znajomości rosyjskiego wśród Bułgarów;
  • dzielnicy Moskwy: mity a rzeczywistość;
  • slam poetry i konkursy poetyckie jako współczesne formaty niepoezji;
  • postawy ludności miejscowej wobec turystów i turystyki — szczególnie w mekkach turystycznych;
  • poradniki do samodzielnej nauki języków: Kato Lomb vs David Snopek;
  • z iloma językami może pracować naprawdę dobry tłumacz?
  • "prawdziwa" znajomość języka a rzadko używane wyrazy;
  • "śmieszne słówka" jako element rozbawiający w nauce języków.
Oprócz dyskusji, w programie spotkania znalazło się jeszcze kilka ważnych elementów:
  • recytowanie współczesnej poezji rosyjskiej (Andrej Rodionov, Dmitri Tonkonogov, Anna Russ);
  • analiza porównawcza e-czytników ze względu na dostosowanie do nauki języków;
  • badania onomastycznej tkanki Warszawy (doszliśmy do wniosku, że spośród wszystkich stołecznych osiedli zdecydowanie najsłitaśniejszą nazwę nosi Piekiełko :)
Rzecz jasna, każdy z wymienionych tematów można by tutaj rozwinąć, gdyby byli chętni dowiedzieć się o nich więcej.

Bardzo dziękuję wszystkim uczestnikom spotkania (łącznie ze mną, oczywiście :) za dobrze spędzony czas i inspirację. A jeżeli jesteś blogerem/blogerką, zachęcam gorąco do udziału w tego typu wymianach doświadczeń, oraz do ich samodzielnego zainicjowania. Daje to naprawdę bardzo dużo. Bo gdy siedzi człek samemu z czarnymi myślami, człowiek rzuca słuchawkami... :)

8 мая 2012 г.

Epic Win!

The man in black is Matt Mozingo, probably the all-time favorite leader of Vinnytsia's largest English Club. I'm sincerely grateful to Oleg Yarmak, my former schoolmate, for reminding me of the Club in early spring 2011 and therefore bringing me back into the community — otherwise I'd totally miss out on that welcoming and inspiring world, that "parallel reality", which was (and still is!) only one step away from each inhabitant or guest of my home city...

Today I'm going to share a piece on my earlier adventures, written for a writing contest organized by Matt. Well, I'd even say "the writing contest", since as far as I know it was the one and only endeavor of that kind (club members themselves organized something similar later, but on a smaller scale). The task was to describe one's ideal travelling experience, either an imaginary project or something that has actually happened. And yes, I was among the 2 absolute winners and got a lasting practical present from the US! According to Matt, some parts of my text are unquestionably funny :)

Enough with intros, let's take a look at the text itself!

THE EPIC WIN AMIDST AN EPIC FAIL
or My Ideal Travelling Experience

Not long ago at one of our English club’s meetings Matt mentioned, how getting into troubles while travelling can considerably improve a vacation. Most of us readily agreed with this notion, and came up with a dozen of benefits one can get from an unexpected failure: challenge, adventure, finding oneself in unusual surroundings, meeting unexpectedly kind people, and above all, making the best memories. I hope this story will take it to a whole new level. Yes, finding your way out of your own problem can be quite entertaining; but partaking in someone else’s failure can at times become your Ideal Travelling Experience.

The thing took place in summer 2009. The Polish NGO I worked for granted me a vacation. Among other plans, I contemplated visiting my motherland. A short internet search drew my attention to Svirzh 2009, a new open-air festival. Its impressive program, gleaming with well-known names, left me no choice than to go there. In order to spend less money and have more fun, I applied as a volunteer and made online friends with Kate, the Head Volunteer Manager of the festival. At the same time I learned about some Polish festivals, which had failed to provide a huge part of their declared event schedules (keep in mind that the devastating 2008 crisis was still very tangible). Shame on them, I thought, no such thing could ever happen at a Ukrainian festival. Now perhaps you've guessed where I'm heading with this…

Since no one was coming from Vinnytsia to bring my tent, I arranged with Kate that I’d sleep in hers; thus, I unwittingly landed in the best place to witness all the backstage life of the festival in real-time. At the volunteer’s sector, where the tent was set up, I met a group of volunteers who had come there 1 or 2 days before to help organize the campsite. Those brave and energetic people, most of them men, proudly referred to themselves as the Construction Brigade. Amusingly, they where the only volunteers who actually completed their task at that festival.


The first night was marvelous. Having got tired of walking around the huge festival’s territory and shouting cheerful nonsense, amazed by the scope of the forthcoming event, many of us decided to sleep outside the tents, chatting and watching the solemn star-filled sky.

The next morning all the volunteers got T-shirts and caps with the festival’s logo and started to work. Everyone had a different task: selling tickets, meeting and accommodating the performers, assisting in putting up tents, etc. As for me, I was helping to do sound checks at one of the numerous musical stages. The work wasn’t difficult; I even managed to get a brake and, among other things, spent some time near the Literature Stage, where – for the first time in my life – I was able to meet Anna Russ (the famous Russian woman poet) and some well-known Ukrainians. The great evening concert further increased my enjoyment. A rumor came about that the next day there would be no concerts, ‘cause the organizers were out of money. But I didn’t believe that.

The next day the rumors proved true. Performers and security guards were leaving (most of them not paid enough), the stages were dismantled. They still sold tickets, but for one day only. Volcanoes of hate speech were exploding here and there – most of them from people who had bought tickets for the entire festival.

Many of them wanted to talk to Armine, the head organizer of the whole thing, but she was rather
speechless; some of the active members of the Construction Brigade volunteered to help the organizers to keep at least some order and safety. There were no sound checks anymore, so I was free to visit the Literature Stage, explore the Svirzh castle and do anything I wanted.
The head organizer managed to talk some performers into playing for free, and paid the partners to leave one of the stages for one more day. So in the evening there was a sort of improvised concert. Since almost all the electricity generators were already taken away, the concert took place almost in complete darkness. Between the songs some desperate presenter (leader of some band, I suppose) was talking to people with fake enthusiasm. When that theatre of the absurd was still on, some creative minds came up with an effigy representing the festival’s organizers, and – after some ritual procession with dances and torches – burned it.

In the morning another set of presents was waiting for me: someone brought to our tent several boxes of Tshirts, caps, festival CDs and some other trifles of that kind. Each remaining volunteer was encouraged to take several ones, and so I did. In addition, there was a batch of preprinted “Agreements with volunteers”, which we decided to use for kindling the firewood. As the majority of people were leaving, I took a notebook with my poems and went to see, what was going on at the Literature Stage. Of course, there were no actual stage anymore, but the poets didn’t seem to need it in the first place. Luckily, some interesting people were still present, so we had poetic readings and even a slam contest. And – all of a sudden – I won it. The audience liked my humor and a lot of people donated something to reward me. Thus, beside some cash, my “prize” included several candies, apples, condoms, batteries, a bracelet, a lip balm tube, and even half a glass of beer.
Someone joked that I was one of the few people who actually got paid at the festival. The money was immediately spent to buy a funny T-shirt – the Ukrainian inscription on it read “Learn our language, bastards”.
Since I didn’t drink alcohol, the beer was carefully brought to the remnant of the Construction Brigade. I was happy as a sandboy. I won many more contests later in Poland, but am still thankful for that first victory.


I decided not to go home that day, and joined a group of volunteers going to swim in the local lake.
Interestingly, one of them came from Vinnytsia and was a student of the faculty I’d graduated from. Later in the evening, when we collected and inspected the foodstuffs we had, she suddenly transformed into an experienced chef and cooked the most delicious vegetarian dinner I tasted in half a year. The smell was so appetizing that we made quite a lot of new friends that night :) In the background there was another effigy burning of the organizers. Since Kate left in the morning, I had no tent to sleep-in, but a certain well-wisher quickly found me another one.

The camp was woken up by a thunderstorm early in the morning. I packed all my stuff and helped to pack the tent I slept in. Everyone was leaving the camp in haste, often loosing or forgetting things. Since I was one of the last people to leave, I got a bunch of new knives, spoons, forks and a bucket…

P. S. In 2010 the organizers were planning the festival once again, in a different location closer to Kyiv. But this time they failed even to begin it :)
© Dima Kushnir, 2011

2 мая 2012 г.

Francuskie wspomnienia

Dziś zamieszczam kolejną opinię jednej z uczestniczek moich projektów edukacyjnych. Ciekawe, że czasem łatwiej uzyskać parę słów o czymś bardzo dawnym, niż o lekcjach sprzed tygodnia :)

Ten wpis dotyczy klubu języka francuskiego, który na zasadach wolontariatu prowadziłem w roku 2007 w Centralnej Bibliotece Winnickiej. Dużo się zmieniło od tamtych czasów; francuskiego już prawie nie pamiętam (chociaż wiem, że w razie potrzeby mogę znajomość tego języka szybko przywrócić i rozwinąć). Mniejsza o to, francuski klub kiedyś był, i bardzo mi miło o nim wspominać. Nigdy nie żałowałem, że się na coś takiego zdecydowałem — nawet mimo to, że czasami na rzecz klubu musiałem rezygnować z części moich przedsięwzięć komercyjnych.

A teraz zobaczmy, co ma do powiedzenia na ten temat Julia, wówczas jedna z najaktywniejszych członków klubu.

Удалось ли вам (в период занятий) достичь поставленных целей по изучению языка?

Я не ставила перед собой каких-либо определенных целей на каждое занятие, как это делают люди, серьезно взявшиеся за изучение иностранного языка (как то: выучить местоимения, научиться говорить простыми предложениями, или соблазнить учителя). Признаю, что я несколько легкомысленно относилась к урокам французского, по той простой причине, что я, наверное, больше всего нуждалась в общении и чувстве принадлежности к группе людей со схожими с моими интересами. Изучение языка стояло на втором месте. Я получила, что хотела: общение, смех, непринужденная атмосфера, умение читать по французски,строить элементарные предложения в настоящем времени.
Drobny komentarz: z tym podrywaniem nauczyciela to jednak można było spróbować. Prawdopodobnie udałoby się :)
Насколько мне удалось подобрать учебный материал/программу под ваши потребности?
Программа отвечала моим интересам и уровню знаний (что немаловажно) на 99, 9%. Почему не на все сто? Потому что совершенство недостижимо :)

Чего не хватало на занятиях?
Думаю, еще несколько человек.
W tym pytaniu już druga respondentka stosuję grę słow. A tak naprawdę to "чего" i "кого" to dwa zupełnie różne słowa :)
B чем смысл жизни?
Любовь
No właśnie. To jest najpoprawniejsza odpowiedź ewar.
Чего было слишком много на занятиях?
Противных библиотекарш, сидящих за нашими спинами
Uwaga: nie wszystkie bibliotekarki są aż tak niemiłe :) Ale rzeczywiście, czasem dochodziło do napięć, i to nie z naszej winy...
Было ли на занятиях что-либо неожиданно хорошее?
Творческие задания.(придумать животное, описать его, дать ему имя)
Dotychczas mam namalowany przez Julię obrazek, przedstawiający wymyślone zwierzę. Niestety, dzieli nas 1000+ kilometrów, tak że nie mogę go teraz tutaj zamieścić. Ale nikt mi nie przeszkadza kiedyś do tego wrócić.
Было ли на занятиях что-либо неожиданно отстойное?
Отмена занятия.
Takich niespodzianek starałem się nie robić; chodzi najprawdopodobniej o mój tygodniowy wyjazd na Ogólnoukraińską olimpiadę z języka angielskiego. A jednak mam usprawiedliwiedliwienie: wróciłem jako zwyciężca!
Каков был ваш вклад занятие?
Мое присутствие и активное участие.

Были ли вы (на ваш взгляд) хорошей ученицей? Почему?
Без лишней скромности скажу, что если и не была лучшей ученицей, то точно одной из неплохих. Потому что у меня одной из всей группы была тетрадка :)

Юлия

* * *

Tyle na dzisiaj. O zaletach (tudzież o wadach) działań wolontariackich kiedyś muszę napisać osobnie; wydaje mi się, że każdy, kto poważnie interesuje się nauką języków obcych, musi mieć na ten temat swoje zdanie (najlepiej poparte własnym doświadczeniem). O Julii też jeszcze będzie okazja wspomnieć :)

Poprzednią opinię można przeczytać tutaj.


28 апр. 2012 г.

Как правильно читать?


Согласитесь, трудно вообще придумать более шизоидное занятие, чем читать о том, как правильно читать. Это напоминает цитату из одного донецкого блога – к сожалению, уже несуществующего: «Третий сектор по-украински – это когда активисты из Львова проводят семинар для активистов из Донецка о том, как проводить семинары». Поэтому, раз вы уже здесь, для вас имеется неплохая возможность замаскировать это занятие: оставьте комментарий под этой записью, и тогда получится, что вы хотя бы пишете о том, как правильно читать – а это уже, согласитесь, не так подозрительно (по крайней мере, я сейчас именно этим и занимаюсь :)

Для начала в двух словах объясню, что происходит: в польских языковых блогах – скорее всего, в связи с приходом активной фазы весны – наблюдается тенденция к появлению постов на русском (вот пример, вот еще пример, и это далеко не всё :), так что я решил присоединиться к этому движению – тем более, что блог мой все-таки в значительной мере с русским связан. Кстати, о весне: хочу поблагодарить гостеприимную варшавскую природу – сейчас уже заполночь, я сижу на траве под огромным кустом сирени – и он пахнет сильно-сильно, как в последний раз в жизни. И такая красота везде, куда ни пойду – вот уже несколько дней. Спасибо, мне очень нравится!

Теперь, собственно, о чтении. На каком бы языке мы ни читали, это помогает существенно улучшить наш уровень владения этим языком. Самое интересное, что развивается при этом не только собственно навык чтения, но и другие, казалось бы, не связанные с этим способности – говорение и понимание устной речи; боле того, нам потом значительно проще самостоятельно сформулировать мысль. Ведь читая, мы так или иначе беззвучно проговариваем текст – как бы ни боролись с этим поклонники скорочтения, на каком-то редуцированном уровне, как мне кажется, явление это все же остается. В связи со скорочтением интересно также заметить вот что: человек чаще пользуется им на своем родном языке, когда считает, что сама информация намного важнее, чем средство ее передачи (то есть язык). Читая на иностранном, мы нет-нет да обращаем внимание на то, как вся эта "машина" устроена – хитросплетения синтаксиса, словообразования, а иногда и пунктуации могут увлечь нас настолько, что мы вообще забудем, о чем читали. Хорошо это или плохо – сказать не берусь, тем более, что читаю таким образом на любом языке, и ничего не могу с этим поделать – наверное, именно затем и подался в иностранные языки, чтобы иметь хоть какое-то оправдание :)

О том, что можно и нужно читать на иностранном языке, я узнал еще в школе. Класс у меня был специализированный, поэтому чтение адаптированных текстов, выписывание и запоминание незнакомых слов было нашим регулярным занятием; чуть ли не с младших классов раз в неделю на это выделялся даже специальный урок. Но школа – явление временное, да и адаптированные тексты – это что-то вроде костылей, которые человек с радостью готов побыстрее кому-то подарить, как только закончится реабилитация. Нас, конечно, больше интересует чтение оригинальных текстов – причем не «на оценку», а из каких-то более естественных для нас мотивов.

Что-то в этом духе началось у меня еще в старших классах – на Украине (в Украине – тоже правильно) издавалась газета «English Reader's Digest», предлагающая копипасты реальных текстов из англоязычных изданий, с уже выписанными списками слов, представляющих трудность для среднепродвинутого учащегося. В старших классах наша замечательная учительница Сова (к сожалению, ушедшая в другие миры, как только я окончил школу) развернула активную кампанию по подписке на это периодическое издание. Это пришлось мне по вкусу: я как раз был влюблен в одноклассницу, которая перевелась к нам из другого города с целью совершенствования своего английского, и так уже отличного (она позже утверждала, что о сдвигах в моей голове была совершенно не в курсе, зато я на этой волне хотя бы язык подучил :). Как бы то ни было, Дайджест на какое-то время уверенно занял свое место на моем столе; в Виннице у меня до сих пор хранятся те старые номера – и я даже немного использовал их, когда сам начинал обучать языкам.

О чтении неадаптированных текстов я слышал еще в детстве. Считалось, что дядя Коля, полумифический друг семьи, которого я помню только по фотографиям, нехило владел немецким. «Он даже читает немецкие книги в оригинале!», восторженно говорили родители. Странное дело, но уже тогда, в детстве, я чувствовал в этом аргументе какой-то подвох. И действительно, чтение текстов в оригинале – это лишь начальное свидетельство нашего искреннего интереса к языку. Это как университет: если мы в него поступили, значит (скорее всего) специальность чем-то для нас интересна; но станем ли мы профессионалами, получим ли хотя бы диплом – это во многих-многих случаях еще большой вопрос... Вот, например, я сейчас двух слов не могу связать на болгарском, почти ни бельмеса не понимаю в устной речи, зато с удовольствием читаю книги и СМИ в оригинале – о том, например, что българският език в своето историческо развитие е изградил много свои специфични черти, които го разграничават от останалите славянски езици. И что, это доказывает, что я мегакрутой гуру в болгарском? :)

Первый встреченный мною реальный человек, много и с интересом читающий на иностранном языке – это винничанин Евгений Михайлович Косарев (а вот и он, на фото слева), весьма ответственного вида человек, работающий в одном из социальных подразделений горисполкома. Мы познакомились где-то году в 2003-м, на встречах некоего разговорного кружка религиозного толка. С подачи Евгения я потом стал посещать и другие клубы общения на английском – в частности, клуб у мормонов и несколько «поколений» занятий с волонтерами корпуса мира. О последнем, кстати, не говорю в прошедшем времени – когда я в Виннице, до сих пор захожу на встречи из этой серии; эстафета сейчас перешла к Миле Хутен, чрезвычайно милой (это не тавталогия!) русскоговорящей американке. Стоит заметить, что в этой англоязычной тусовке немало людей, которых я знаю уже много лет – так что одно лишь узнавание на улице способно поднять настроение на целый день; за все эти годы язык им не надоел, скорее даже наоборот. В этой связи знающих польский отсылаю к недавней записи о вдохновляющем окружении.

Как же Евгений читает? А читает он много и с недюжинным кандибобером. Сколько его помню – всегда при нем какая-нибудь книжка на английском (и даже если ее не видно, я-то знаю – книжка где-то есть! :), чтобы можно было читать в любую подвернувшуюся минуту, даже в трамвае. В далеком 2003-м (и много лет после) никаких переносных электронных устройств для чтения никто даже не нюхал; все начиналось с обычных бумажных книжек. Евгений доставал их самым разным путем: что-то покупал за гроши на «раскладушках», что-то одалживал, что-то выменивал. Короче говоря, if there is a will, there is a way, поэтому недостатка в чтении никогда не было. Ясное дело, время от времени в книгах попадались такие обороты, по поводу которых ни один словарь не мог дать вразумительного ответа. И тогда Евгений принимался «мучить» имеющихся в нашем распоряжении иностранцев – которые тоже, кстати говоря, не всегда врубались, o co chodzi :) Еще один интересный факт – Евгению удалось вполне неплохо решить вопрос с произношением – то есть лучше, чем мне, хотя, насколько мне известно, никаких специализированных заведений он не заканчивал, и в Штатах был недолго. Можно строить разные гипотезы о причинах такого успеха, но мне кажется, что чтение в этом по крайней мере помогло – см. абзац о мысленном проговаривании читаемого.

Недавно получил от старого знакомого хорошие новости – оказывается, он уже давно и успешно применяет передовые достижения электроники :)

Книжки я сейчас читаю бесперестанно, и всё на инглише. Сгрузил себе всего Тома Клэнси (85 книг), Касслера (82), Мартина (Игра престолов и не только) и читаю, читаю с Bookreader'а... Книга в неделю...

Wow! Читать, как читает он, у меня, наверное, никогда не получится – да лично мне, наверное, и не стоит. Когда я беру текст, как сказал когда-то Константин Мелихан,

Мелодия фразы меня ослепляет. 
Меня оглушает мелодия фразы. 
Мелодия фразы меня усыпляет, 
хватает и кружит, 
и кружит и кружит, 
и кружит и вертит.

Поэтому читаю медленно, немного, чаще урывками, в неожиданных местах и позах – и от этого мои отношения с чтением не становятся менее близкими :)

Возвращаемся к поставленному вопросу: как же с пользой для дела читать на иностранном языке? Думается, важно здесь вот что:

  1. Читайте то, что вам интересно. Как-никак, интерес к смыслу читаемого – это своего рода «топливо», без которого у вашего чтения гораздо меньше шансов хоть сколько-нибудь далеко заехать.
  2. Регулярность. Лучше часто читать «плохо», чем редко читать «хорошо». Для развития регулярности, кстати, неплохо подойдут регулярно выходящие газеты и журналы, интернет-рассылки, ленты новостей, блоги и прочий рекуррентный материал.
  3. Делайте пометки, выписывайте слова, которые хотите употребить снова. Так почему-то складывается, что в последнее время мне часто попадаются на глаза рекомендации выделять нужное прямо в тексте, делать пометки прямо на полях. Наверное, это действительно эффективно. Но лично я так не делал почти никогда. Пометки ведь можно делать на отдельном листике или в блокнотике, для сохранения контекста указывая номер страницы, абзац, возможно начальные слова предложения. Это не так пафосно, зато открывает для вас дверь в волшебный мир электронных читалок, одолженных у кого-то книг и библиотек. А это, в свою очередь, поможет сэкономить тысячи злотых, спасти множество деревьев (не менее прекрасных, чем это чудо у меня за спиной!), да и просто позволит читать больше – и на большем количестве языков.
  4. «Женский» и «мужской» подход. Даже если вы еще слабо ориентируетесь в языке, неплохой вариант – вначале читать без словаря, понимая то, что удается, делая выводы из контекста и позволяя себе догадываться. Потом, конечно, можете вооружиться словарем и проверить себя. Обращаю внимание: желание понять каждое слово, особенно когда вы еще не слишком большой ас в языке, скорее вредно, чем полезно.
  5. Читайте вслух! Конечно, речь не идет о том, чтобы читать так все время – это скорее вариант упражнения, которое стоит повторять, как только освоите правила фонетики. Не буду объяснять, почему, но это действительно очень сильный способ обучения, который помог многим-многим людям. Просто попробуйте какое-то время регулярно читать иностранный текст вслух, скажем, минут по 15 ежедневно, и удивляйтесь полученным результатам! Даже начинающие мои ученики получают для этой цели несложные адаптированные тексты. А что уж про вас говорить! :)
  6. Аудиокниги и другие "хитрые ходы". Если вам подвернулась книжка (или любой другой материал) одновременно в текстовом и аудио- варианте, воспользуйтесь этой возможностью для экспериментов: можно, например, сначала читать абзац вслух самому (а если хочется – даже записывать свое чтение на диктофон или компьютер), потом слушать, как это звучит в аудиокниге, сравнивать и делать выводы.
  7. Обсуждайте прочитанное – ищите возможности делать это на том же языке, на котором читали. Проблема со словарным запасом будет по крайней мере частично решена – слова из книжки еще не успели забыться, так что самое время закрепить их активным применением. Если обсуждать не с кем, можно пообсуждать с самим собой (вот мы и возвратились к шизоидным занятиям :) Чем менее вы пассивны, тем лучше.

На этой радостной ноте я пойду спать, а вам предлагаю посмотреть мой look с книжкой Бена Дауна Дэна Брауна в гористой Армении. Замечу, что его книги – идеальный образец сферической языковой медитации в вакууме: вы прекрасно знаете, что произойдет, но все равно читаете – просто из любви к языку :)


25 апр. 2012 г.

Thinker Toys + tłumaczenia symultaniczne

Ostatnio zacząłem czytać książkę "Thinker Toys" (by Michael Michalko). W rosyjskim internecie, na szczęście, można znaleźć i ściągnąć prawie wszystko — mówiąc nawiasem, jest to poważny powód, żeby uczyć się rosyjskiego :) Autor omawia różne sposoby, dzięki którym możemy obudzić swój umysł i zmusić go do pracy. Na ile rozumiem początek książki, chodzi o to, by:
  1. Uświadomić sobie, że skuteczne działanie umysłu jest w ogóle możliwe;
  2. Zacząć robić niezwykłe rzeczy, lub też zwykłe rzeczy w niezwykły sposób.
W efekcie umysł, będąc zaskoczony takim niezwykłym przebiegiem sytuacji, nagle zaczyna działać. Proste, prawda?  :)

Żeby doświadczyć tego w praktyce, postanowiłem wybrać się z niezwykłym człowiekiem do niezwykłego miejsca. Z niezwykłymi ludźmi, jak się okazuje, często jest tak, że oni są bliżej, niż sobie wyobrażamy. Jako niezwykłe miejsce wybraliśmy warszawskie Muzeum Azji i Pacyfiku, znajdujące się na Starówce. Kushtar Mamytaliev, znany orędownik bahaizmu w Polsce, akurat pokazywał tam stary kirgiski film "Biały statek", zapewniając symultaniczne tłumaczenie z rosyjskiego (bo niestety nie wszystkich jeszcze w Warszawie nauczyłem tego pięknego języka :) Generalnie rzecz biorąc, uważam, że Kushtarowi dobrze poszło z tłumaczeniem (chociaż czasem było słabo go słychać). I teraz czas na krótką dygresję nt. tłumaczeń ustnych.

Kiedy słuchamy tłumaczenia z języka, który znamy, na inny język, który znamy nie gorzej, często może się wydawać, że wiele rzeczy przetłumaczylibyśmy lepiej od tłumacza. Tymczasem jest to najczęściej jedynie iluzja. Iluzję powoduję to, że nasz mózg przebywa w stanie relaksacji, podczas jak mózg tłumacza symultanicznego "haruje za czterech" — jak byłoby widać na elektroencefalogramie, cały mózg "płonie", i gdyby nawet doświadczony lekarz (taki, jak moja mama :)) to zobaczył, to pewnie zacząłby się martwić o zdrowie takiego człowieka :) Oto cytat z książki Kato Lomb:
Медицинские эксперименты установили, что во время работы пульс синхрониста достигает 160 ударов в минуту, что на 20 ударов больше, чем у штангистов в момент – только в один момент – поднятия тяжести, а энцефалограмма показывает необыкновенное и, по мнению некоторых специалистов, предельное сосредоточение центров мозга в одну-две ярчайших доминанты. После 15-20 минут работы в кабине загнанный мозг, властно требуя отдыха, включает охранительное торможение – наступает «мертвая точка», когда либо необходимо сдалать усилие воли, либо уступить. Поэтому на конференциях переводчики работают «экипажами» - от 2 до 4 человек на кабину.
Tak że gratulacje Kushtarowi, że spokojnie sobie poradził z półtoragodzinnym filmem :) A przy okazji polecam uprawianie tego jako ćwiczenia: tłumaczyć symultanicznie np. nagranie jakiegoś ciekawego wykładu z naszego ojczystego języka na język, którego się uczymy, na bieżąco notując miejsca, w których mamy trudności. Doświadczymy wtedy "na własnej skórze" momentu, gdy mózg po prostu się wyłącza, zobaczymy w praktyce, że możemy mieć dni lepsze lub gorsze pod względem językowym, a co najważniejsze, wiele razy się zdarzy, że szukane słówko — wydawałoby się, już dawno zapomniane — w odpowiednim momencie samo wskakuje do głowy, milisekundę przed tym, jak mamy go powiedzieć :)

Na sam koniec — element komiczny. W "Białym statku" jest moment, gdy dziewczyna imituje scenę z Bollywood. Tutaj trzeba powiedzieć, że w Związku Radzieckim, gdzie wszystko "obce" było oficjalnie krytykowane, władze jednak chętnie zezwalali na bollywood'zkie filmy jako opcję politycznie bezpiecznej rozrywki, a więc filmowa kultura Indii miała sporo fanów. Jednym z takich fanów od dziecka jest Baimurat Allaberiyev, kolejny emigrant z Azji Centralnej, internet-sensacja roku 2009. By długo nie gadać, po prostu wklejam filmik, który kilka lat temu uczynił Baimurata gwiazdą:




Kiedyś w "The New York Times" ukazał się bardzo wnikliwy artykuł o Bajmuracie. Jeśli macie czas, przeczytajcie go w całości. A tutaj podam tylko krótki cytat:
At 38, Mr. Allaberiyev looks like a much older man, with deep creases in his cheeks and a painfully bloodshot eye. But as soon as he begins to sing, he switches on like a light bulb. 

9 апр. 2012 г.

Językowe jaja

Przedstawione zdjęcie zrobiono w lipcu 2011-ego na Kolei Krugobajkalskiej (wspaniałe miejsce dla wypraw!). Ten w żółtym to ja, a ten z tyłu to flamedragon27, mój dobry kolega z Białorusi, aktywny podróżnik-autostoper, wielki specjalista od pogaduszek, medytacji i języków obcych. Kamerę trzyma prawdopodobnie nasza wspólna znajoma Jewgenija, świetna syberyjska dziennikarka. Jewgenija jest tak słodka, że swego czasu o jej uśmiechu ukazał się poemat. Ale nie o tym mowa.

w tle widać jezioro Bajkał

W poprzednim wpisie mówiłem o tym, jak ważne są znajomości z ludźmi, uczącymi się języków obcych. To takie proste, prawda? Jeśli chcesz być bogaty, warto zaprzyjaźnić się z tym, kto już jest bogaty; jeśli chcesz osiągnąć sukces w jodze, poznaj się z ludźmi, którzy już od dawna ją praktykują, itd. A dla uczących się języków obcych wielkim szczęściem jest spotkanie kogoś, kto tych języków się skutecznie uczy. Znajomość z Aleksandrem (którego nazywam "Саша Ювелир", choć on nie do końca się na to zgadza, zdając sobie sprawę z pochodzenia tego zwrotu) jest dla mnie taką właśnie inspiracją. Absolwent fakultetu tłumaczeń Mińskiego Państwowego Uniwersytetu Lingwistycznego, on świetnie włada angielskim, niemieckim i francuskim (radzi sobie nawet z symultanicznymi tłumaczeniami), uczy się również innych języków. Pewnego dnia, tuż przed ukończeniem studiów, Sasza dogadał się ze swoją wykładowczynią i zaprosił mnie do udziału w jednym z konwersatoriów na swojej uczelni. Byłem zaskoczony wysokim poziomem wiedzy i umiejętności, zarówno u studentów jak i wykładowczyni. I wszystko to w "zamkniętym i zacofanym kraju Łukaszenki"!

niezwykłe poczucie humoru i samoironia białoruskich studentów

Dzisiaj zechciało mi się zacytować napisany przez Saszę wielojęzyczny poemat. Podstawą jest język rosyjski (co uważam za bardzo dobry wybór dla rymowanego wiersza sylabotonicznego), w poszczególnych zwrotkach pojawiają się jednak "naleciałosci" z innych języków, z którymi autor przez dłuższy lub krótszy czas obcował.


Лінгвістычныя вычварэнні

Тёплая ночь на крыше многоэтажного дома
Лучшей весной за последние 23 года.
В деревне ждёт меня любимая Oma.
А Родина (слово) не от места, а рода.

Sitting at the bus stop, schreibe, пускаю слюни.
Плакать, кричать, смеяться - всё под дождём!
Истина есть в букваре и у Лао Цзюня.
Всё наладится, ведь мы все когда-то умрём.

Закрываю глаза. Вижу тебя и пои.
Каждый раз убеждаюсь в том, что лучшее в малом.
За дротам забаронены спіртныя напоі
Для проспавших без вести, без вести под одеялом.

Someone's lost their dog. Я же ищу бога.
Ich freue mich darüber, dass Sonne noch греет.
Also, что дорого мне? ДорогА дорОга,
А также восток, который напалмом алеет.

Я хочу быть с тобой, но поезд этот в огне.
Так уедем на нём па чыгунцы, ведущей в Крым.
Je ne mange pas six jours, tu me très bien connais.
Seni seviyorum - et encore teşekkür ederim.

В горах распустились тюльпаны. The world's in blossom.
Ты только скажи: пойду я туда напролом.
Time is almost up. Я готов побежать босым.
И, bridging the gap, прокричать שלום шалом!

السلام عليكم - peace upon you! And peace on Youtube!
Мир в Бейруте скорее пришелец в камнях Баальбека.
Ах, лучше б, наверно, я в Глазго сходил на U2.
"What is life? Why I'm here? Who am I?" - пытанні-здзекі.

Оставалось рукой подать до телепортации.
Я жду, что ты позвонишь, но это опасно.
Люди, смотрите в небо - без мотивации!
Живите этим мгновеньем - оно прекрасно! 8)

(c) 28.05.11

Teraz czas na mój krótki komentarz. Oczywiście, nie jest to metoda nauki języków (chociaż w pewien sposób pomaga uczeniu się szybkiego przełączenia z jednego języka na inny, czyli bardzo ważnej umiejętności, w szczególności dla tłumaczy ustnych). Jest to raczej sposób na pochwalenie się już osiągniętym rezultatem. Zdaję sobie sprawę również z tego, że niektóre z wykorzystanych języków autor może znać w stopniu bardzo słabym lub nie znać w ogóle. A jednak pisanie oraz czytanie czegoś takiego może się okazać świetną przygodą intelektualną, oraz metodą na promowanie języków obcych w swoim otoczeniu. To samo dotyczy wielu innych zabaw językowych, o których mam zamiar kiedyś tutaj napisać. 

Na sam koniec zachęcam do bliższego zapoznania się z blogiem Saszy. Można tam przeczytać bardzo interesujące wspomnienia z jego studiów (w języku rosyjskim), oraz ściagnąć jego liczne prace w języku angielskim.

3 апр. 2012 г.

Wizja bloga


Niniejszy blog dedykuję przede wszystkim moim uczniom — byłym, teraźniejszym i przyszłym — wszystkim, kogo kiedykolwiek uczyłem (lub też próbowałem nauczyć) języków obcych.

Obecnie najwięcej czasu poświęcam nauczaniu języka rosyjskiego jako obcego (oferuję prywatne lekcje w Warszawie), dlatego większość wpisów tak czy owak poświęcona będzie właśnie temu języku. Znajdziecie tu odpowiedzi na często zadawane pytania, tudzież przydatne materiały, linki, itp. Oprócz tego, od czasu do czasu będę robił sobie jaja z "zaawansowanej" znajomości rosyjskiego, którą tu i ówdzie można zobaczyć w różnego rodzaju oficjalnych źródłach — dokumentach, reklamach, szyldach, stronach internetowych (tego typu rzeczy oznaczane będą tagiem facepalm).

Jak wynika z nazwy bloga, będzie chodziło nie tylko o rosyjski: postaram się przekazywać także ogólniejszą wiedzę i własne doświaczenia na temat nauki języków, w tym angielskiego, ukraińskiego, tureckiego, bułgarskiego, oraz innych — przecież nigdy nie wiadomo, co może mi przyjść do głowy.

Z góry przepraszam za wszystkie błędy w języku polskim - znam go dopiero od kilku lat, dlatego "niespodziewajki" cały czas się zdarzają. Gdybyście zauważyli jakieś błędy w tekście — zgłaszajcie je mailowo, będę wdzięczny za pomoc: ros.native@gmail.com A tak na marginesie, prowadzenie bloga w jakimś języku to świetna metoda doskonalenia jego znajomości...

Zachęcam do aktywnego dialogu i komentowania wpisów. Możecie eksperymentować, komentując w języku rosyjskim — byle bez pzekleństw :)

Dima

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Hosted Desktop