Показаны сообщения с ярлыком Ukraina. Показать все сообщения
Показаны сообщения с ярлыком Ukraina. Показать все сообщения

8 февр. 2015 г.

Kuźma nie żyje. I co teraz?

Akurat tydzień temu, 2 lutego 2015 zginął w wypadku samochodowym jeden z moich ulubionych piosenkarzy — Kuźma, czyli Andrzej (Andrij) Kuźmenko, lider ukraińskiego zespołu Skriabin. Owe wydarzenie wzbudziło we mnie bardzo silne emocje, dlatego postanowiłem napisać o nim dopiero kilka dni później, by brzmieć bardziej obiektywnie. Otóż…

Skriabina zacząłem słuchać mniej więcej w roku 1996, kiedy zespół już miał 7 lat i powoli zdobywał szeroką popularność. Spodobała mi się ich przejrzysta elektroniczna muzyka, proste zachodnioukraińskie teksty, wykonanie bez żadnych skomplikowanych sztuczek wokalnych. Gdy bliżej zainteresowałem się osobą lidera, uznałem go za sensownego człowieka, który miał dobre poczucie humoru i nie udawał gwiazdy.

Oto jedna ze starych piosenek — o tym, że „jeszcze wczoraj byłem taki mały”.



Zamiłowanie do twórczości Skriabina okazało się moim pierwszym krokiem w kierunku języka i kultury Polski. Ale w jaki to sposób? Tutaj trzeba powiedzieć, że Kuźma urodził sie w Samborze, młode lata zaś spędził w Nowojaworowsku. Oba miasta są położone blisko polskiej granicy, dlatego przyszły piosenkarz za pomocą zwyklego radioodbiornika chętnie inspirował się polską muzyką — między innymi zespołami Lady Punk, Republika, Perfect, Kombi. Magia polskiego radia ukształtowała gust Andrzeja, i w pewnym stopniu uczyniła go „przemytnikiem” polskiej kultury.

W każdym razie, kiedy wiele lat później świadomie zainteresowałem się polską muzyką, czułem się w znanych klimatach – między innymi dzięki Skriabinowi.

Pewnego dnia Andrzej, biorąc udział w programie radiowym, powiedział parę zdań na temat tłumaczeń filmów i seriali. Chodziło mniej więcej o to, że niektóre nazwy w ukraińskich kinach i telewizji są tłumaczone w dziwny sposób — np. „Świat wg Kiepskich” poznaliśmy jako „Справи Кепських. I tutaj usłyszałem dość zaskakujące zdanie: Ukrainiec, jeśli ma otwartą głowę, tak naprawdę nie potrzebuje tłumaczenia polskich seriali, ponieważ jest w stanie bez większego problemu wszystko zrozumieć. Nie uwierzyłem, ale zdanie zapamiętałem. Parę lat później okazało się, że Andrzej prawie nie przesadzał :)

Wracając do twórczości Kuźmy, możemy powiedzieć, że on nie bał się eksperymentów. Napisał 3 książki: 2 wesołe autobiograficzne i jedną fabularną, dość ciężką i smutną. Występował w filmach. Swego czasu nagrał płytę pisenek z przekleństwami; zrobił także wiele innych kontrowersyjnych rzeczy.

Oto przykład „zakazanej piosenki” na temat relacji damsko-męskich. Jeśli nie rozumiesz tekstu i nie będziesz oglądać teledysku, wszystko naprawdę miło brzmi :)


Ale przede wszystkim zapamiętałem inne jego piosenki — naiwne, romantyczne, nieco dziecięce. Zapraszam do posłuchania jednej z moich ulubionych:


Twórczość Kuźmy pomagała mi wierzyć, że nie jestem samotny. Że wystarczy znaleźć magiczny przycisk, i wszystko będzie dobrze. No cóż, teraz „wielki mały człowiek” odszedł, a ja nadal wierzę w magiczny przycisk...

P.S. Oglądając filmiki o śmierci Andzeja, nie mogłem nie wspomnieć historyjki sprzed prawie trzech lat. Wtedy, w słonecznej Turcji, akurat skończywszy wpis o pięknie błędów, także śpieszyłem się na samolot. Śmierć artysty nastąpiła w wyniku udrzenia w ciężarówkę z mlekiem, ja zaś mogłem katapultować się wprost do Allaha za pomocą ciężarówki z benzyną. A jednak w moim przypadku sytuacja ograniczyła się jedynie do kilku siwych włosów, i nawet na samolot zdążyłem. Dlaczego ja jeszcze żyje, ale on już nie? Być może, mam jakieś szczególne przeznaczenie? To trudne pytanie.

W każdym razie, pamiętajmy, że życie jest krótkie i nieprzewidywalne. Każdy dzień może okazać się tym ostatnim. I chyba nikt nie będzie mógł zabrać ze sobą ani swoich pieniędzy, ani niedokończonych dobrych spraw, niezrealizowanych pomysłów i niespełnionych marzeń.

Trzymajcie się.

16 дек. 2012 г.

Zabranjeno pušenje + 3 PREZENTY!

Dzisiaj na Ukrainie uzyskuje moc prawną ustawa nr 4844, która zakazuje palenia papierosów, papierosów elektronicznych i fajek wodnych... PRAWIE WSZĘDZIE :)
Zdaję sobie sprawę, że ustawa na papierze to jeszcze nie wszystko; wielu Ukraińców nic o niej nie wie i nie chce wiedzieć (tata, na przykład, powiedział, że dalej będzie palił w pracy, a nawet u siebie w gabinecie). A jednak bardzo się ucieszyłem: w większości restauracji, barów, kawiarni itp. najprawdopodobniej rzeczywiście zakażą palenia.

Wydaje mi się, że wielkiego problemu z tym być nie musi: przecież w każdym działaniu ok. 95% osób po prostu kopiuje innych. Na przykład, nikomu nie przychodzi do głowy palić w metrze. Jestem przekonany, że zdecydowana większość w ogóle o tym nie myśli, a nawet jeżeli ktoś jeśt super-puper nałogowym palaczem, to i tak w metrze nie zapali, bo inaczej wszyscy będą na niego patrzyli jak na wariata (no i w końcu mandat dostanie). A więc dlaczego w restauracji czy np. na stadionie musi być inaczej? Jeżeli jest się na tyle uzależnionym, że nie da się zjeść posiłku bez papierosa, to najlepiej pójść nie do restauracji, tylko do doblrego lekarza, psychologa, lub... do Hare Kryszna :)

Jak by nie było, popieram nową ustawę i ogromnie się cieszę z jej powodu — jest to świetny dodatek do wcześniejszego całkowitego zakazu reklamy wyrobów tytoniowych w jakiejkolwiek formie. Marzą mi się kolejne kroki:
  • zakaz sprzedaży tytoniu w kioskach i skłepach do 50 m2;
  • kilkakrotne zwiększenie podatku akcyzowego na wyroby tytoniowe;
  • zakaz wystawiania wyrobów tytoniowych na witrynach (szczególnie przy kasach w supermarketach :).
A tymczasem mam kilka prezentów dla Ciebie: 3 po rosyjsku i 1 w trzech językach:

1. Książki Allena Karratekst + mp3. Najważniejsze dzieło autora w rosyjskim tłumaczeniu nosi nazwę "Легкий способ бросить курить"; przy okazji polecam także "Легкий способ сбросить вес". Inne książki są mniej ciekawe.
2. Film "Prawda o tytoniu" z udziałem Wladimira Żdanowa, znanego propagandysty zdrowego trybu życia:


3. Tobacco Body, fińska strona edukacyjna o wpływie palenia na zdrowie. Jest w 3 językach: po angielsku, po fińsku i po szwedzku, a więc można jednocześnie i języków się pouczyć, i dowiedzieć się, że palenie w rzeczywistości nie przeciwdziała nadwadze i stresowi — wręcz odwrotnie.


To chyba wszystko na dzisiaj. Papierosy są... wiecie do czego :)

29 мая 2012 г.

Zupełnie inny rosyjski

Dzisiaj będzie mówił o pewnej niezwykłej odmianie języka rosyjskiego. O takiej, która z pewnością nie znajdzie się w podręcznikach, a jednak potrafi zafascynować :)

Chodzi mi o "rastamańskie baśni ludowe" autorstwa Dmitrija Hajduka [nie]zwykłego tłumacza ze wschodniej Ukrainy. Specyficzna stylistyka, słownictwo i sposób mówienia w idealny sposób służą do przekazywania narkotycznych wizji :)

Nie zrozumcie mnie źle: nie zachęcam do palenia zioła i sam go nie palę; cała magią tutaj polega na tym, że już same teksty/nagrania Hajduka wystarczą, by zasmakować zupełnie innej rzeczywistości.

Sam Hajduk opowiada o genezie tego "gatunku literackiego" w taki sposób (cytaty z wywiadu):

Думаю, меня подтолкнул к этому сборник «Заветные русские сказки» Александра Афанасьева. В перестройку его переиздали сразу несколько издательств, в том числе «Миф», в котором я работал. Это не вошедшие в четырёхтомное собрание сказки с матюгами и антиклерикальными мотивами — то, что тогда и сейчас, наверное, нельзя издавать. Они сильно напоминали тот фольклор, который был вокруг меня. Я подумал: а чего, собственного говоря, теряю материал? Ну и занялся им.
[Меня окружала] полтавская тусовка. Такая тусовка есть в любом городе — люди, которые непонятно чем занимаются. Тогда до Полтавы добрались песни Геры Моралеса, вот тусовку и пробило, что они растаманы. Потом, когда я несколько текстов, родившихся в ней, оформил, встал вопрос, как их назвать. Назвал растаманскими народными сказками. С тех пор так и пошло.
В середине 90-х, вообще-то говоря, меня и заинтересовала полная чушь. Я не писал сказки, а расшифровывал результаты наших бесед с магнитофонной ленты, в дальнейшем оформляя их в читабельные тексты. Они и привлекли меня тем, что выглядели полной чушью. Возможно, именно поэтому понравились широкой общественности.
Это фольклористика, причём не совсем честная. Тексты типа магнитофонных расшифровок. Только они редактированные, в них выстроен сюжет, убраны повторы. Короче говоря, из них сделан читабельный текст. Так поступали братья Гримм, в частности. У меня есть несколько своих текстов, которые я включил в сборник растаманских сказок: «Регулярная шизофрения» и «Про одинаковых людей».

Z tych "naprawdę jego" tekstów "Regularna schizofrenia" wydaje mi się dość ciekawa, dlatego że można ją odczytać jako alegorię do naszej obsesyjnej potrzeby mówienia w innych językach (a w moim przypadku — także zamieszkania w dwóch państwach na przemian :)


Bajki Hajduka są dobrym narzędziem do nauki języka, ponieważ przeważna większość z nich ma zarówno wersję tekstową jak i nagranie mp3 lub nawet wideo. Głowne źródła już podaję: strona Rastaman Tales, blog Hajduka na LiveJournal oraz jego świeżo otwarta strona na PodFM. Na blogu możecie między innymi znaleźć informacje o tym, jak zorganizować wystąpienie Hajduka na żywo w swoim mieście :)

Jeśli nie łatwo wam idzie z tym "alternatywnym rosyjskim", mogę zaproponować niektóre utwory w bardzo dobrym tłumaczeniu Jacka Podsiadła (właśnie wczoraj kupiłem ebook na Gandalfie). A tutaj można sobię ściągnąć bezpłatny fragment. Ja także sobie pozwolę na koniec wpisu zacytować kawałeczek jednego akapitu:
A psychiater mówi: a jakie znów wariatkowo? Tu nie ma żadnego wariatkowa. Wtedy partyzant mówi: bez kitu, co to za bajer? Wariatkowa nie ma, a psychiater jest. A psychiater mu mówi: psychiatra żadnego też nie ma. I sanitariuszy nie ma. I tych, Niemców także nie ma. Ani Rosjan wcale nie ma. Ani Żydów wcale nie ma. I Czeczenów także nie ma. I Kazachów także nie ma. I Ormianów także nie ma. I Francuzów także nie ma. I Japońców także nie ma. I Chińczyków także nie ma. I Koreańczyków nie ma. I Wietnamców także nie ma. Tu partyzant załapuje ten rytm i zaczyna go wystukiwać. A psychiater łapie się za gitarę, i robi się małe jam-session na półtorej godzinki. A potem partyzant pyta: to powiedz, ale bez kitu, nie ma tu Niemców? A psychiater odpowiada: bez kitu, nie ma. I mnie nie ma. I ciebie nie ma. A jest tylko jedna wielka, globalna ściema, to tylko taki bajer, że coś gdzieś jest. A tak naprawdę nigdzie niczego nie ma, ot co. Tylko zakumaj, gościu, jak klawo: wogle nigdzie niczego absolutnie nie ma.

8 мая 2012 г.

Epic Win!

The man in black is Matt Mozingo, probably the all-time favorite leader of Vinnytsia's largest English Club. I'm sincerely grateful to Oleg Yarmak, my former schoolmate, for reminding me of the Club in early spring 2011 and therefore bringing me back into the community — otherwise I'd totally miss out on that welcoming and inspiring world, that "parallel reality", which was (and still is!) only one step away from each inhabitant or guest of my home city...

Today I'm going to share a piece on my earlier adventures, written for a writing contest organized by Matt. Well, I'd even say "the writing contest", since as far as I know it was the one and only endeavor of that kind (club members themselves organized something similar later, but on a smaller scale). The task was to describe one's ideal travelling experience, either an imaginary project or something that has actually happened. And yes, I was among the 2 absolute winners and got a lasting practical present from the US! According to Matt, some parts of my text are unquestionably funny :)

Enough with intros, let's take a look at the text itself!

THE EPIC WIN AMIDST AN EPIC FAIL
or My Ideal Travelling Experience

Not long ago at one of our English club’s meetings Matt mentioned, how getting into troubles while travelling can considerably improve a vacation. Most of us readily agreed with this notion, and came up with a dozen of benefits one can get from an unexpected failure: challenge, adventure, finding oneself in unusual surroundings, meeting unexpectedly kind people, and above all, making the best memories. I hope this story will take it to a whole new level. Yes, finding your way out of your own problem can be quite entertaining; but partaking in someone else’s failure can at times become your Ideal Travelling Experience.

The thing took place in summer 2009. The Polish NGO I worked for granted me a vacation. Among other plans, I contemplated visiting my motherland. A short internet search drew my attention to Svirzh 2009, a new open-air festival. Its impressive program, gleaming with well-known names, left me no choice than to go there. In order to spend less money and have more fun, I applied as a volunteer and made online friends with Kate, the Head Volunteer Manager of the festival. At the same time I learned about some Polish festivals, which had failed to provide a huge part of their declared event schedules (keep in mind that the devastating 2008 crisis was still very tangible). Shame on them, I thought, no such thing could ever happen at a Ukrainian festival. Now perhaps you've guessed where I'm heading with this…

Since no one was coming from Vinnytsia to bring my tent, I arranged with Kate that I’d sleep in hers; thus, I unwittingly landed in the best place to witness all the backstage life of the festival in real-time. At the volunteer’s sector, where the tent was set up, I met a group of volunteers who had come there 1 or 2 days before to help organize the campsite. Those brave and energetic people, most of them men, proudly referred to themselves as the Construction Brigade. Amusingly, they where the only volunteers who actually completed their task at that festival.


The first night was marvelous. Having got tired of walking around the huge festival’s territory and shouting cheerful nonsense, amazed by the scope of the forthcoming event, many of us decided to sleep outside the tents, chatting and watching the solemn star-filled sky.

The next morning all the volunteers got T-shirts and caps with the festival’s logo and started to work. Everyone had a different task: selling tickets, meeting and accommodating the performers, assisting in putting up tents, etc. As for me, I was helping to do sound checks at one of the numerous musical stages. The work wasn’t difficult; I even managed to get a brake and, among other things, spent some time near the Literature Stage, where – for the first time in my life – I was able to meet Anna Russ (the famous Russian woman poet) and some well-known Ukrainians. The great evening concert further increased my enjoyment. A rumor came about that the next day there would be no concerts, ‘cause the organizers were out of money. But I didn’t believe that.

The next day the rumors proved true. Performers and security guards were leaving (most of them not paid enough), the stages were dismantled. They still sold tickets, but for one day only. Volcanoes of hate speech were exploding here and there – most of them from people who had bought tickets for the entire festival.

Many of them wanted to talk to Armine, the head organizer of the whole thing, but she was rather
speechless; some of the active members of the Construction Brigade volunteered to help the organizers to keep at least some order and safety. There were no sound checks anymore, so I was free to visit the Literature Stage, explore the Svirzh castle and do anything I wanted.
The head organizer managed to talk some performers into playing for free, and paid the partners to leave one of the stages for one more day. So in the evening there was a sort of improvised concert. Since almost all the electricity generators were already taken away, the concert took place almost in complete darkness. Between the songs some desperate presenter (leader of some band, I suppose) was talking to people with fake enthusiasm. When that theatre of the absurd was still on, some creative minds came up with an effigy representing the festival’s organizers, and – after some ritual procession with dances and torches – burned it.

In the morning another set of presents was waiting for me: someone brought to our tent several boxes of Tshirts, caps, festival CDs and some other trifles of that kind. Each remaining volunteer was encouraged to take several ones, and so I did. In addition, there was a batch of preprinted “Agreements with volunteers”, which we decided to use for kindling the firewood. As the majority of people were leaving, I took a notebook with my poems and went to see, what was going on at the Literature Stage. Of course, there were no actual stage anymore, but the poets didn’t seem to need it in the first place. Luckily, some interesting people were still present, so we had poetic readings and even a slam contest. And – all of a sudden – I won it. The audience liked my humor and a lot of people donated something to reward me. Thus, beside some cash, my “prize” included several candies, apples, condoms, batteries, a bracelet, a lip balm tube, and even half a glass of beer.
Someone joked that I was one of the few people who actually got paid at the festival. The money was immediately spent to buy a funny T-shirt – the Ukrainian inscription on it read “Learn our language, bastards”.
Since I didn’t drink alcohol, the beer was carefully brought to the remnant of the Construction Brigade. I was happy as a sandboy. I won many more contests later in Poland, but am still thankful for that first victory.


I decided not to go home that day, and joined a group of volunteers going to swim in the local lake.
Interestingly, one of them came from Vinnytsia and was a student of the faculty I’d graduated from. Later in the evening, when we collected and inspected the foodstuffs we had, she suddenly transformed into an experienced chef and cooked the most delicious vegetarian dinner I tasted in half a year. The smell was so appetizing that we made quite a lot of new friends that night :) In the background there was another effigy burning of the organizers. Since Kate left in the morning, I had no tent to sleep-in, but a certain well-wisher quickly found me another one.

The camp was woken up by a thunderstorm early in the morning. I packed all my stuff and helped to pack the tent I slept in. Everyone was leaving the camp in haste, often loosing or forgetting things. Since I was one of the last people to leave, I got a bunch of new knives, spoons, forks and a bucket…

P. S. In 2010 the organizers were planning the festival once again, in a different location closer to Kyiv. But this time they failed even to begin it :)
© Dima Kushnir, 2011

19 апр. 2012 г.

Zarobił na 4 książkach 6 mln. złotych?

Znajomość języka się opłaca! Przynajmniej w przypadku Wiktora Janukowicza, Prezydenta Ukrainy. Można długo dyskutować o zmianach, które zaszły na Ukrainie w ciągu ostatnich 10 lat; jedną z tych zmian niewątpliwie jest to, że Janukowicz nauczył się dość dobrze mówić po ukraińsku. I to się przydało! Jeśli uwierzymy złożonej przez niego deklaracji o wysokości dochodów, uzyskanych w roku 2011, pewne wydawnictwo z Doniecka zapłaciło mu ok. 16,5 mln UAH (czyli ponad 6 mln PLN) za prawa autorskie na 4 niewielkie książki jego autorstwa, w tym zbiór przemówień!

Na temat tej ściemy natychmiast powstało mnóstwo ciekawych komentarzy. Proponuję zapoznać się z jednym z nich, listem otwartym młodego ukraińskiego pisarza Wasyla Zymy (ros. Василий Зима).

Hаучите, как заработать миллионы на литературе


Я не знаю, прочтет ли Янукович мое письмо. Но, надеясь на то, что сайт "Корреспондент" далеко не малотиражная "районка", буду уповать на то, что сие эпистолярное послание попадется на глаза брату по перу. 
В литературе я уже больше 7-ми лет - был лауреатом премии "Гранослов" и премии Олеся Гончара за роман "Гра в піжмурки". Я знаю, как непросто в нашей стране издать свое произведение. Приехав в 2010-ом на форум издателей во Львов, я обошел с рукописью в руках не одно издатесльство. Издатели, люди в дешевых костюмах стоимостью 500 гривен и с потертыми кошельками, оценивающе на меня смотрели и, даже не читая написанного мной, сразу же спрашивали, есть ли у меня деньги. Когда я сообщал, что я писатель и мое занятие - писать книги, а работа издательств их издавать, как-то сразу скучнели и, ссылаясь на нехватку оборотных средств, просили зайти позже. Романы мои напечатали.  Причем, абсолютно бесплатно для меня. Поскольку мой издатель, в отличии от своих коллег, прочел мою рукопись и позволил ей увидеть свет. В нашей стране и это - большая удача: в редакции присылают тысячи рукописей, а издаются - единицы. Повторно издают и того меньше. Успешных же авторов можно пересчитать по пальцам. Но и этот успех в денежном эквиваленте исчисляется десятками тысяч гривен. Это не удивительно. Ведь издают у нас полкниги на одного украинца. А издают в год на 90 миллионов евро, что в десять раз меньше, чем в Польше, не говоря уже о России или Америке. Поэтому для меня стало ностоящим шоком известие о том, что мой коллега по перу, писатель Виктор Янукович, своим литературным трудом заработал себе несколько миллионов гривен. Правда, это большая удача!
Я не завидую Януковичу. Коммерческий успех его произведений сомнению не подлежит. Кому попало такие гонорары не платят. Да и завидовтаь нечему. Ведь пока еще его книги не бьют рекорды продаж и не претендуют на Нобелевскую премию. Хотя, Шевченковскую он получить может. В нашей стране все возможно. Вот возьмут и наградят. Меня интересует другое: где наши издательства сумели взять такие огромные деньги, чтобы рассчитаться со своим автором. Потому что даже самые успешные книгопечатники жалуются на то, что издавать не на что. Государство, за книги увидевшие свет, по программе "Украинская книга", не рассчиталось. Законодательство литературному рынку не способствует. Так что, свет в конце тоннеля не мигает. 
На этом сером и бесцветном фоне успех книг Виктора Януковича кажется невероятным прорывом. Успехом, которому могут позавидоавать: Акунин, Донцова, Ерофеев, Минаев и Устинова с Пелевиным. А наши лидеры рынка типа Жадана, Андруховича и Забужко должны просто рукава рубашек жевать от зависти. Вот сидел себе человек, работал, и голоса не подавал, а потом взял и выдал на гора труды на миллион. Думаю, даже Анна Герман будет учиться у своего шефа основам литературного менеджмента. 
Я обязательно подам в издательство, котрое озолотило Януковича, свой новый роман "Лузер. Человек, которого мы потеряли...." Авось и мне повезет. Мне миллион очень нужен. Я смогу оставить свою работу и заняться тем, что меня по-настоящему греет и что является страстью моей жизни - литературой. Тогда у меня будет достаточно времени для того, чтобы дописать свои  романы. Также я обязательно организую литературное турне, встречусь с читателями, эти встречи всегда проходят очень хорошо и тепло, давая много пищи для размышлений. Я не буду думать, где взять деньги, всецело посвятив свою жизнь и свой талант литературному труду. По крайней мере, многие читатели, с которыми я пока лично не знаком, ждут новых моих произведений и хотят встретиться со мной. Думаю, такое мощное издательство, которое дало несколько миллионов неизвестному пока писателю В.Ф. Януковичу, найдет для меня один миллион гривен. 
А может сам Янукович, следуя примеру императора Николая 1-ого, который спонсировал литературные труды Гоголя и оплатил все долги Пушкина, даст часть своего гоннорара молодому автору. 
Или, по карйней мере, пусть бы рассказал своему коллеге-писателю, как раскрутить бедных отечественых издателей на такие огромные гонорары. 
Я буду благодарен за уроки старшего коллеги. Может, и в нашей стране писатели за свои тяжелые труды будут получать достойную оплату. Пока повезло только Виктору Фёдоровичу. Остальные пишут за "спасибо". Или уезжают работать в ЕС, как Андрухович, или работают на огромный рынок России. Потому что в нашей стране есть только один успешный писатель, для остальных денег нет.  
P. S. Bardzo polecam regularne czytanie rosyjskojęzycznych mediów. Na przykład, Корреспондент.net, z którego ten news pochodzi. 

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Hosted Desktop