19 дек. 2012 г.

Koniec Świata

Zbiża się kolejny Koniec Świata, wielkie międzynarodowe święto ruchome, czas na różnego rodzaju makabryczne żarty.

A skoro jest okazja, to dlaczego by z niej nie skorzystać? Dowiesz się dzisiaj, co jest korzeniem wszystkiego zła. A dokładniej, nie "co", tylko "kto".

TŁUMACZE.

Muszę się przyznać: 8 lat temu sprzedałem duszę podejmując pierwsze kroki w tym diabelskim zawodzie, i dopiero odtąd w moim życiu wszystko jest git. Mniejsze o to, czas na oglądanie filmika (jest po rosyjsku + ma angielskie napisy):


Pokazała mi go parę miesięcy temu pewna dziewczyna, która sensu stricto tłumaczką nie jest, ale skoro ma dyplom nauczycielki angielskiego i niemieckiego, zdarzało jej się parę razy robić tłumaczenia ustne. Najśmieśnejsze jest to, że w tamtej cwili nie do końca zdawała sobię sprawę, że to tylko żart — myślała że filmik wyraża czyjeś prawdziwe zdanie :)

A na poważnie, jest to świetną parodią na setki i tysięcy rozmaitych "sensacj", które można zobaczyć w rosyjskiej telewizji. Przecież muszą coś nadawać oprócz wiadomości, zawsze ułożonych wegług tego samego schematu:


Przy okazji zapraszam na kanał My Duck's Vision. Znajdziesz tam dużo więcej dobrych żartów.

Szczęśliwej apokalipsy wszystkim!

16 дек. 2012 г.

Zabranjeno pušenje + 3 PREZENTY!

Dzisiaj na Ukrainie uzyskuje moc prawną ustawa nr 4844, która zakazuje palenia papierosów, papierosów elektronicznych i fajek wodnych... PRAWIE WSZĘDZIE :)
Zdaję sobie sprawę, że ustawa na papierze to jeszcze nie wszystko; wielu Ukraińców nic o niej nie wie i nie chce wiedzieć (tata, na przykład, powiedział, że dalej będzie palił w pracy, a nawet u siebie w gabinecie). A jednak bardzo się ucieszyłem: w większości restauracji, barów, kawiarni itp. najprawdopodobniej rzeczywiście zakażą palenia.

Wydaje mi się, że wielkiego problemu z tym być nie musi: przecież w każdym działaniu ok. 95% osób po prostu kopiuje innych. Na przykład, nikomu nie przychodzi do głowy palić w metrze. Jestem przekonany, że zdecydowana większość w ogóle o tym nie myśli, a nawet jeżeli ktoś jeśt super-puper nałogowym palaczem, to i tak w metrze nie zapali, bo inaczej wszyscy będą na niego patrzyli jak na wariata (no i w końcu mandat dostanie). A więc dlaczego w restauracji czy np. na stadionie musi być inaczej? Jeżeli jest się na tyle uzależnionym, że nie da się zjeść posiłku bez papierosa, to najlepiej pójść nie do restauracji, tylko do doblrego lekarza, psychologa, lub... do Hare Kryszna :)

Jak by nie było, popieram nową ustawę i ogromnie się cieszę z jej powodu — jest to świetny dodatek do wcześniejszego całkowitego zakazu reklamy wyrobów tytoniowych w jakiejkolwiek formie. Marzą mi się kolejne kroki:
  • zakaz sprzedaży tytoniu w kioskach i skłepach do 50 m2;
  • kilkakrotne zwiększenie podatku akcyzowego na wyroby tytoniowe;
  • zakaz wystawiania wyrobów tytoniowych na witrynach (szczególnie przy kasach w supermarketach :).
A tymczasem mam kilka prezentów dla Ciebie: 3 po rosyjsku i 1 w trzech językach:

1. Książki Allena Karratekst + mp3. Najważniejsze dzieło autora w rosyjskim tłumaczeniu nosi nazwę "Легкий способ бросить курить"; przy okazji polecam także "Легкий способ сбросить вес". Inne książki są mniej ciekawe.
2. Film "Prawda o tytoniu" z udziałem Wladimira Żdanowa, znanego propagandysty zdrowego trybu życia:


3. Tobacco Body, fińska strona edukacyjna o wpływie palenia na zdrowie. Jest w 3 językach: po angielsku, po fińsku i po szwedzku, a więc można jednocześnie i języków się pouczyć, i dowiedzieć się, że palenie w rzeczywistości nie przeciwdziała nadwadze i stresowi — wręcz odwrotnie.


To chyba wszystko na dzisiaj. Papierosy są... wiecie do czego :)

12 дек. 2012 г.

Will man schreiben wieder solche Karten...

Tematem dzisiejszego wpisu jest pewien bardzo wzruszający międzynarodowy serwis — Postcrossing. To jedna z wielu udanych inicjatyw, które nie zastępują nauki języków, ale świetnie pomagają zmienić swój tryb życia w taki sposób, by nauka języków była w nim rzeczą naturalną :)

Otóż: Dawno, dawno temu, w roku 2005, Portugalczyk Paulo Magalhães założył stronę, umożliwiającą wymianę pocztówkami — prawdziwymi, z papieru. Sęk w tym, że pocztówki wysyła się do losowo wybranych użytkowników systemu z zagranicy; dlatego też nie wiesz, z jakiego kraju będzie kolejna pocztówka, którą znajdziesz w swojej skryńce pocztowej :)

Pomysł "trafił w dziesiątkę". Tak, wcześniej już były znane projekty polegające na wysyłaniu czegoś pocztą tradycyjną nieznajomym osobom za granicę — warto wspomnieć chociażby o słynnym Flat Stanley Project, który działa już od roku 1995. Ale dzięki zautomatyzowaniu całej procedury i uproszczeniu jej do takiego stopnia, żeby nawet dorośli mogli tym się zainteresować (Antoine de Saint-Exupéry pozdrawia :), Postcrossing stał się niekwestionowanym liderem! W chwili, gdy dowiedziałem się o Postcrossingu, miał on już 360 tys. zarejstrowanych użytkowników, ktrórzy w ciągu 6 lat istnienia serwisu wysłali prawie 15 mln (!!!) pocztówek. Na oficjalnej stronie projektu znajdziesz jeszcze więcej ciekawych statystyk. A tu i teraz zapraszam do oglądania krótkiego filmika o szczęśliwych postcrosserach z najróżniejszych zakątków świata:


Przy okazji dodam, że Postcrossing robi się coraz popularniejszy zarówno w Polsce jak i na Ukrainie: oba kraje dały serwisowi po mniej więcej 5% użytkowników :) Polscy postcrosserzy założyli forum, Ukraińcy zaś mają społeczność w LiveJournal.

I już tradycyjnie — kilka ciekawostek dla pasjonatów języków obcych:
  1. Czym jest Postcrossing? Wolontariusze przetłumaczyli krótkie informacje o serwisie na 35 języków. Tak że możesz poprzełączać się między językami i pospawdzać, w ilu z nich potrafisz zrozumieć tekst :)
  2. Blog Postcrossingu (w jęz. angielskim), bardzo kolorowy i ciekawy. Polecam :)
  3. Opinie uczestników (w jęz. angielskim). Ludzie potrafią naprawdę wykwintnie opisać swoje doświadczenia i uczucia powiązane z Postcrossingiem, tak że zachęcam do lektury (oraz ewentualnie dodania czegoś od siebie :). Oto jedna z opinii:
“I love Postcrossing because there is such a warm fuzzy feeling you get when you open your post box to find a postcard that someone has taken the time to share a little piece of their life with you, from somewhere on this big beautiful world. You get to meet new people from all walks of life. You get to travel everywhere without actually going. You get to experience things that you couldn't even imagine if you weren't a part of Postcrossing.”
Hillary, Student, 19, Canada

6 дек. 2012 г.

Śmieszne kanały na YouTube: +100500 vs Equals Three

Już od dwóch lat oglądam dwa humorystyczne kanały na YouTube — nazwy podałem w tytule. Uważam, że oprócz świetnej rozrywki są oni cennym źródłem słownictwa kolokwialnego i języka w ogóle.

Equals Three wymyślił w roku 2008 niejaki Ray William Johnson. W 2010, gdy jego show stało się co nieco popularne, młody Rosjanin Maksim Gołopołosow, oglądając go, spontanicznie wpadł na pomysł robienia czegoś takiego po rosyjsku. Wikipedia wspomina o początkach owego projektu w taki sposób:

Первые выпуски снимались на видеокамеру, которую Максим брал у своего соседа. В качестве штатива он использовал книги, поставленные на принтер, а для освещения — два светильника, с которых постоянно приходилось снимать плафоны.

Tak wyglądał odcinek nr 9, od którego zaczeła się moja znajomość z +100500 (akurat wtedy autor kupił sobie pierwszą kamerę):


Ponieważ Gołopołosow nie ukrywał, skąd pochodził jego pomysł, w tym samym czasie (pod koniec 2010) poznałem oryginalne Equals Three. Nad amerykańskim kanałem pracował już zespół profesjonalistów, Maks zaś robił wszystko po amatorsku, z kolegami, dlatego poziomy techniczne nie możemy porównywać. Oto odcinek z lutego 2011 (wybrałem go z powodu polskiego filmika na samym początku):


Już wtedy można było zauważyć, że te kanały nie tylko odzwierciedlały język młodzieży, ale miały na niego poważny wpływ, zmieniając częstotliwość już istniejących zwrotów i wprowadzając do użytku zupełnie nowe, czasem nawet wymwyślone przez autorów :)

Rrecz jasna, styl kanałów nieco się różnił od samego początku, między innymi z powodu języka: angielski ma o wiele prostszy system przekleństw, więc żeby było śmieszne dla masowego odbiorcy, potrzeba dużo żartów o seksie. Rosyjski zaś ma dużo wulgaryzmów i żargonizmów + rozbudowany system słowotwórstwa = możliwość wymyślania coraz nowych śmiesznych przekleństw :) Dlatego +100500 jest, że tak powiem, bardziej językowym, niż jego amerykański odpowiednik.

Cikawym jest także dalsze rozwój obu projektów. Korzystając ze swojej popularności, Ray zrobił kilka innych ciekawych rzeczy — między innymi nagrał paredziesiąt piosenek i teledysków w ramach projektu Your Favorite Martian (niektóre z tych piosenek były w miarę śmieszne, reszta — tak sobie). Gołopołosow zaś skorzystał z sytuacji lepiej: założył firmę Caramba Media, która dzięki stronie carambatv.ru została najlepszym startapem roku 2011 w całym rosyjskojęzycznym internecie. Strona zrzesza wiele mniejszych projektów (między innymi nawet angielską wersję +100500 oraz tłumaczenie odcinków Equals Three na rosyjski); niektóre idą dobrze, niektóre średnio, ale together everyone achieves more, jak to się mówi. Jako przykład mogę podać jeden z kanałów CarambaTV  100500 Pytań:


Jak Equals Three i +100500 wyglądają teraz? Zachęcam do oglądania pary nowszych odcinków. Tutaj Ray:


A tutaj Maksim:


Nie chcę powiedzieć, że któryś z tych kanałów jest "dobry", a drugi "zły"; oglądam oba. Zauważe tylko, że RWJ w Polsce jest o wiele popularniejszy, niż +100500 — głównie z powodu języka, oraz ogólnej tendencji rozpowszechnienia mody z zachodu na wschód, a nie odwrotnie. Znajomość rosyjskiego daje Ci szerszy wybór.

1 дек. 2012 г.

Podziękowania po podróży

Prawie tydzień temu skończyła się moja podróż po Polsce i Ukrainie. A teraz czas na któtkie podziękowania wszystkim, kto mi w tym pomagał.

Otóż:

1. Wielkie dzięki mamie za to, że w końcu ze mną pojechała. Było to dla niej nie lada wyzwanie — pierwszy wyjazd zagraniczny + jak zawsze zarombiste doświadczenie na przejściu granicznym (jeżeli znasz ukraiński, sprawdź mój bardzo stary artykuł; nic się nie zmieniło, tylko ceny są teraz nieco wyższe, a cały proces trochę okrutniejszy. Gdyby wiedział o tym jakiś trener rozwoju osobistego, zarabiałby pewnie ciężkie pieniądze, wożąc ludzi na granicę z Ukrainą — nigdy nie dorówna temu żaden firewalking :). A potem dużo zwiedzania i zakupów, itp. — krótko mówiąc, bardzo aktywny wypoczynek. Cieszę się, że mama wróciła cała i zdowa, mimo tego że nie zabrała ze sobą np. wygodniejszych butów :)
I oczywiście, najlepsze życzenia z okazji urodzin!

2. Dziękuję wszystkim, kogo poznaliśmy w Polsce. Gdybym pisał o każdym osobnie, ta notka zrobiłaby się zbyt długa. Trudno byłoby także zdecydować, kto nam pomógł najbardziej — przecież wszyscy bardzo się starali. Dlatego po prostu wymieniam imiona w kolejności alfabetycznej, bez względu na wiek, płeć, tytuły naukowe, gatunek biologiczny i miasto zamieszkania: Aniela, Anna, Barbara, Canon, Gizmo, Krzysztof, Małgorzata, Marcin, Nikon, Rafał, Urszula, i oczywiście Żywka — dziękujemy wam bardzo za gościnność!

W tym miejscu muszę koniecznie dać zdjęcie Żywki. Uwaga na kolor oczu — czyż nie podobny do ukraińskiej flagi? :)


3. Dzięki wszystkim przewoźnikom, szczególnie Polskiemu Busowi: gdy dowiadziałem się, że mają teraz połączenie z Rzeszowa do Warszawy, natychmiast zrezygnowałem z już zakupionych biletów kolejowych (przy okazji pozwiedzaliśmy trochę Rzeszów, który bardzo kocham). Co prawda, internet na tym połączeniu nie działał, ale za to były bezpłatne napoje i smakołyki na pokładzie, zupełnie jak w samolocie dobrej firmy — i chyba o to chodzi, zarabiają sobie word of mouth :) Powodzenia, PolskiBus! I koniecznie zorganizujcie kiedyś połączenie pomiędzy Warszawą a Przemyślem :)

4. Dziękuję supermarketom, w których robiliśmy zakupy — E.Leclerc, IKEA, AuchanJULA — bo co to za podróż bez zakupów? :) Ze wszystkich wymienionych w JULA okazała się miłą niespodzianką: byłem tam po raz pierwszy — i chciałbym jeszcze parę razy wrócić :)

Na zdjęciu — mama w E.Leclercu (akurat trafiliśmy na wystawę dinozaurów; niektóre z nich były dość ładne, bardzo śmiesznie poruszały ogonami :)



5. Dziękuję New Ramana Reti, czyli warszawskiej świątyni MTŚK, za wspaniałe spotkanie. Niestety, mama stamtąd uciekła tuż po wykładzie, nie została nawet na ucztę. Ale i tak dobrze, że wybrała się do świątyni, przecież do Hare Kryszna w Winnicy nigdy nie chodzi :)

6. Dziękuję wszystkim muzeom, które zdążyliśmy zwiedzić oraz Mediatece MPB Wrocław: rzeczywiście dobrze spędziliśmy tam czas. A w Krakowie przy okazji zrobiłem mamie zdjęcie ze Smokiem Wawelskim, legendę o którym trzeba koniecznie znać, żeby dostać Kartę Polaka. Oczywiście, mama bardzo się ucieszyła :)

  

7. Dziękuję Radiu Bajka za to, że jest fajnę :) Słuchałem go cały czas w Krakowie, słucham go teraz, pisząc tego posta (tym razem przez internet). Co z tego wynika? Najwyraźniej wciąż jestem dzieckiem...

8. Dziękuję Jarosławowi za zamówienie — dzięki możliwości popracować w podróży, nie wydałem na nią pieniędzy, tylko zarobiłem. Co prawda, miało to kilka niegatywnych konsekwencji: po pierwsze, poważnie przekroczyłem deadline i za to przepraszam. Po drugie, przez kilka dni byłem trochę zmęczony i niewyspany; goszcząc u Rafała z Gosią, nawet zasnąłem w łazience — mam nadzieję, że tylko na krótko :) Za to czekając na dworcach, miałem coś do roboty (oprócz zakończenia pracy nad moją własną książką, o której wkrótce opowiem dokładniej).

9. Jeszcze raz dziękuję Krzysztofowi Leskiemu — za promowanie mojego bloga na swoim. Niby mała rzecz, a cieszy: kilkaset osób do mnie zajrzało, a ktoś nawet dodał do ulubionych :) Swoją drogą, jego blog jest dość interesujący — od profesjonalnego dziennikarza można się dużo nauczyć. Widzę, że ostatnio ukazała się seria postów pt. "Rynek w PRL"; zaraz włączę RMF PRL, i chętnie je sobie poczytam.

Ty też, drogi czytelniku, możesz promować mój blog — bardzo to lubię :)

27 нояб. 2012 г.

Coursera: jak dobrze zacząć?


Dopiero co wróciłem z podróży, i dostałem dobrą wiadomość: zaczął się bezpłatny kurs zdalny "Think Again How to Reason and Argue", na który byłem zapisany na stronie Coursera.

Polecam tę stronę wszystkim wielbicielom angielskiego. Coursera to szeroka oferta bezpłatnych kursów e-learningowych prowadzonych przez najlepszych wykładowców świata. Dowiedziałem się o niej jakiś miesiąc temu dzięki blogu Języki, Kultura, Świat.

Zachęcając do skorzystania z serwisu Coursera, przestrzegam przed popełnieniem kilku podstawowych błędów, które mogą Cię mocno zdemotywować na samym początku nauki. Oto one:

1. Kilka kursów naraz. Gdy rejestrujesz się w tym serwisie, trudno uniknąć chęci zapisać się na WSZYSTKO. Autorka wyżej wspominanego bloga pisze: "sama jestem obecnie w trakcie 4 kursów". No cóż, może to jest OK dla "doświadczonego użytkownika", ale na początek 1 kurs wystarczy. Przecież oprócz kursu musisz rozkminić, jak działa sam system, przyzwyczaić się do niego. Dlatego moja rada jest prosta: zanim udawać Juliusza Cezara, wybierz i ukończ 1 (jeden) kurs.

2. Kurs, który trwa już od dłuższego czasu. Kiedy większość studentów pracuje już nad 6. tygodniem kursu, a Ty dopiero zaczynasz od zera, masz większą szansę rzucić (znam to z autopsji). I na odwrót: kiedy wiesz, że zadanie ukazało się np. dopiero przedwczoraj, a Ty już wszystko zrobiłeś i wysłałeś innym studentom do sprawdzenia (Coursera działa na zasadzie tak zwanego "Peer grading") — jest już odrobinę weselej, jak gdybyś rzeczywiście był na studiach :)

3. Zbyt trudny kurs na sam początek. Możesz nie mieć problemów z angielskim i dobrze się znać np. na matmie, ale kiedy cała ta matematyka nagle zaczyna być po angielsku — będzie potrzeba czasu, by się przyzwyczaić. Przecież nawet nazwy używanych w matematyce greckich literek po angielsku brzmią trochę inaczej, nie mówiąc już o wielu terminach. Nie mówię, że to koniecznie będzie super-puper skomplikowane (przecież ludzie z całego świata jakoś sobie radzą), ale nie warto oczekiwać, że od samego początku będziesz leciał przez kurs z niesamowitą prędkością. Dlatego nie warto:
  • nie wybierać zbyt skomplikowanego kursu jako pierwszego;
  • jeżeli potrzebujesz — korzystać z angielskich napisów do wykładów. Napisy są :)

Mówiąc krótko, kurs "Think Again How to Reason and Argue" to bardzo dobry wybór na początek, ponieważ jest przyznaczony dla masowego odbiorcy a jednocześnie dotyczy teorii języka, czyli ma coś wspólnego z naszymi zainteresowaniami :) Prowadzi prof. Walter Sinnott-Armstrong z Dukr University, i jeszcze ktoś — w tej chwili nie pamiętam.


Coursera jest dobra, ale mój kolega Wiaczesław korzysta jeszcze z jednego serwisu — edX; mówi, że jest on nawet lepszy, i certyfikaty o ukończeniu kursów tam trochę poważniej wyglądają. Nie wiem, jeszcze nie jestem tam zarejestrowany. Ale strona wygląda bardzo zachęcająco, tak że polecam.

Powodzenia w nauce!

P.S. Mała ciekawostka: Coursera chyba jest zakazana w amerykańskim stanie Minnesota. Co za dziwaczne amerykańskie zwyczaje...

15 нояб. 2012 г.

Wyprawa do Polski: wstępny plan podróży

Otóż stało się: jedziemy z mamą do Polski. Dla niej to będzie pierwszy w życiu wyjazd za granicę, tak że postaram się nie zepsuć wrażenia. W czasie mojej nieobecności lekcji przez Skype nie będzie — nie jestem pewien, czy będę miał w Polsce będę miał dobry internet. Za to nowe posty na blogu mogą się pojawiać :)


Plan podróży:
17.XI — wyjazd z Winnicy; po drodze zwiedzamy Przemyśl i Rzeszów
18.–20. — pobyt w Warszawie
21.–22. — pobyt we Wrocławiu
23. — pobyt w Krakowie
24. — droga powrotna; mama wysiada w Winnicy, a ja jadę dalej
25. — Kijów: wizyta w świątyni New Navadvip + koncert Olega Miedwiediewa

Życzcie nam szczęśliwej podróży i fajnego wypoczynku :)

W międzyczasie możesz sobie posłuchać jednej z piosenek Miedwiediewa:


UPD: Podróż się udała; relację czytaj tutaj.

10 нояб. 2012 г.

Wielkie brawa dla mamy! Parę słów o Karcie Polaka

Dzisiaj opowiem o pewnym kontrowersyjnym dokumencie szczególnie popularnym w moim regionie Ukrainy – o Karcie Polaka. Na końcu jest mały prezent dla uczących się rosyjskiego.

Niniejszy wpis dedykuję mojej mamie, która w dość poważnym wieku nauczyła się podstaw języka polskiego, a także odpowiedzi na kilkadziesiąt podchwytliwych pytań (jakich pytań? – o tym za chwilę), przeszła rozmowę u konsula (co prawda, nie za pierwszym razem), i nareszcie dostała swoją pierwszą zagraniczną wizę. Z tej właśnie okazji jedziemy na krótki urlop do Polski (mniej więcej na tydzień, od 17. listopada. Jeżeli jesteś zwolennikiem CouchSurfingu, możesz nas zaprosić na kilka dni – będziemy w Warszawie, Krakowie, we Wrocławiu, możliwie także w Poznaniu (tam przy okazji można by urządzić spotkanie blogerów językowych – nie wiem jeszcze, czy będą chętni). Zaproszenia do innych ciekawych miast także przyjmujemy :) Pisz do mnie:ros.native@gmail.com

Otóż czym jest Karta Polaka? To „dokument potwierdzający przynależność do narodu polskiego”, wydawany od marca 2008 w krajach byłego ZSRR. Oficjalne informacje nt. Karty odzwierciedlone są w Wikipedii. Tutaj postaram się krótko opisać najciekawsze kwestie, o większości z których mówi się mało lub nie mówi się w ogóle.

1. Kwestia językowa. Być może to nie jest najważniejsze, ale musimy od tego zacząć, skoro prowadzę bloga o językach: warunkiem przyznania Karty Polaka jest „przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego”. To powoduje znaczny wzrost zainteresowania językiem „wśród mas ludowych” – szczególnie w takich regionach jak mój, w których chyba co trzecia osoba jest w stanie udowodnić, że ma polskie korzenie. W związku z tym my, nauczyciele polskiego, mamy więcej pracy. Niestety, chętni do Karty zwykle nie są najlepszymi uczniami – już pisałem o tym tutaj.

Przy okazji: czym dokładnie jest „podstawowa znajomość języka”? Z jednej strony, określa to pewien dokument, który znalazłem na tej samej Wikipedii. Ale, z drugiej strony, o wszystkim i tak decyduje konsul. Np. u nas w Winnicy można mówić byle jak, grunt by orientować się w sytuacji i w odpowiednim momencie powiedzieć: „Ma Pan rację, mówię z błędami. Ale właśnie po to ubiegam się o Kartę, żeby pojechać do Polski i lepiej nauczyć się języka przodków” :)
Słyszałem, że w niektórych konsulatach musisz mówić perfekcyjnie. Szczerze mówiąc nie wiem, czy tak jest naprawdę, czy po prostu mieszkańcy Lwówszczyzny myślą, że bez żadnych przygotowań znają język w stopniu podstawowym (skoro potrafią np. sprzedać Polakowi wódkę i papierosy), i dlatego nie chcą się uczyć...

2. Przynależność do narodu... co to jest? Odpowiadając na jedno z pytań wywiadu poglębionego dziewczyny, która pisała pracę magisterską o Karcie Polaka na UW, powiedziałem, że to jest „dokument o wirtualnej tożsamości narodowej”. I rzeczywiście: „przynależność do narodu” to nie narodowość . Żeby uzyskać Kartę, nie musimy rezygnować z jakiejkolwiek tożsamości narodowej. Co więcej, wg oficjalnych statystyk, jest pewien odsetek osób, które we wniosku o przyznanie Karty Polaka wskazały, że nie są narodowości polskiej. Jest ich względnie mało, ale nie zmienia to faktu, że uważanie się np. za Ukraińca nie przeszkadza w przyznaniu Karty. Dlatego trochę śmiesznie brzmią komentarzy osób z polskim korzeniem, które nie ubiegają się o Kartę „by nie zdradzić swojej ukraińskości”.

3. Po co? Kolejną niespodziewaną rzeczą, o której dowiedziałem się pod czas wywiadu poglębionego, był fakt, że niektóre starsze panie gdzieś tam we Lwowie ubiegają się o Kartę Polaką, nigdy nie mając zamiaru pojechania do Polski. Mówią, że zdrowie już nie pozwala na dalekie podróże, a Karta Polaka jest im potrzebna jedynie po to, „żeby było w jakimś oficjalnym dokumencie napisane, że są Polkami”. Rzeczywiście, zarówno we współczesnych ukraińskich dowodach osobistych, jak i w paszportach, nie ma ani słowa o narodowości (przy okazji: Karta Polaka o narodowości także nic nie mówi, tylko o wspominanej już „przynależności do narodu”).

Nie wiem, może lwówskie babcie po prostu robiły sobie jaja z młodej badaczki, ale tak naprawdę ludzie zwykle chcą uzyskać Kartę z kilku powodów:
  • Bezpłatne wizy + zdecydowanie mniej kłopotu. Opłaty za polskie wizy krajowe dla wszystkich obywateli Ukrainy zniesiono dopiero miesiąc temu (we wrześniu 2012); w innych państwach byłego ZSRR wiza nadal kosztuje kilkadziesiąt euro – nie dotyczy to jedynie posiadaczy Karty. Ale nie tylko o pieniądze chodzi: z Kartą Polaka nie potrzeba żadnych bzdurnych zaproszeń, ubezpieczeń, oświadczeń z pracy i tak dalej. Nie musisz nikomu tłumaczyć, gdzie i po co jedziesz – i w ten sposób chociaż trochę czujesz się człowiekiem wolnym. Poza tym, wiosną 2010. granicy tej wolności wyraźnie się rozszerzyły: z polską wizą krajową możemy teraz spokojnie podróżować po wszystkich krajach strefy Schengen.
  • Darmowe studia w Polsce. Pomysł o studiach za granicą robi się u nas niebywale popularny. Rodzice chętnie wydają olbrzymie pieniąze, by dziecko dostało dyplom na byle jakiej polskiej uczelni – niech to będzie nawet jakaś prywatna pseudo uczelnia „dziennikarstwa, ekonomii, zarządzania czy zarządzania ekonomią dziennikarstwa”. W przeciwieństwie do czegoś takiego, Karta Polaka uprawnia do bezpłatnych studiów na polskich uczelniach państwowych – w tym nawet najbardziej prestiżowych. Można nawet ubiegać się o stypendium.
  • Zniżki na PKP, bezpłatne wejście do muzeów. Trzeba być takim wariatem jak ja, żeby naprawdę lubić polskie pociągi i podróżowanie 2. klasą. Do większości muzeów państwowych nie chciałoby się iść drugi raz, gdyby nie dział sztuki współczesnej. Jakkolwiek by było, te zniżki naprawdę działają i jestem za nie wdzięczny.

Według ustawy jest jeszcze kilka uprawnień dla posiadaczy Karty – np. możliwość założenia w Polsce działalności gospodarczej na tych samych warunkach co obywatele państwa. Nie wiem, jak jest teraz, ale parę lat temu słyszałem od pewnego przedsiębiorcy, że to nie było jeszcze zrealizowane w praktyce.

A co zyskuje na tym Polska? To chyba oczywiste :) Oprócz „spełnienia moralnego obowiązku”, o którym mowa w ustawie, zyskuje się siłę roboczą i przyszły kapitał ludzki, który w dodadtku już trochę zna język, a także turystów z kasą, którzy oprócz sklepów i barów pójdą sobie kulturalnie do muzeum...

4. Chciwość i chytrość

— Може ти тоже жид?
— Нє, я — украінєц...
— Такий, як я китаєць.
© Лесь Подерв'янський

Jeżeli są uprawnienia i przywileje, zawsze będą osoby, chętne do ich uzyskania, w tym w sposób „nie do końca uczciwy”. Na przykład, pewien młody wykładowca z UW, z którym kiedyś miałem zajęcia, pewien czas temu spędził pół roku na stypendium w jednym z państw Azji Centralnej i przy okazji postanowił zbadać polskość tych, kto dostawał w tamtym kraju Kartę Polaka. Wyniki badania były tak przerażające, że postanowił ich nie publikować: „Szkoda mi tych ludzi...” Ja osobiście w tamtym kraju nie byłem i znam o sytuacji tylko z drugiej ręki; ale znam inny przykład: spotkałem kiedyś Ormiańczyka z Gruzji, który studiował na Ukrainie, nieźle mówił po polsku i już rozglądał się za jakąś organizacją polonijną, która wsparłaby jego staranie o Kartę :) I to w sumie nie jest tak złe – przecież jeden Bóg wie, czym jest ta „przynależność do narodu”; może akurat aktywnego i pomysłowego Ormiańczyka polskiemu narodowi brakowało do pełni szczęścia? :) Źle (moim zdaniem) jest dopiero wtedy, gdy w celu załatwienia sprawy kandydat zaczyna szukać, komu i jak dać łapówkę. Niestety, zamieszczając ogłoszenia o tym, że przygotowuję do złożenia dokumentów i rozmowy z konsulem, od takich osób także dostawałem telefony:
– Czy wiesz, w jaki sposób mogę dać konsulowi łapówkę?
– Wiem, że łapówek lepiej nie dawać nigdy i nikomu...

5. Dziwne ograniczenia. Żeby trochę powstrymać rozpowszechnienie „błyskawicznej polskości” na wschodzie, pojawiły się nieco bzdurne ograniczenia. Na przykład, „wykaz organizacji polskich i polonijnych uprawnionych do wystawiania zaświadczeń”. Oczywiście, utrudnia to rejestrację fikcyjnych organizacji w celu wystawiania falszywych zaświadczeń. Ale jednocześnie jest to sprzeczne z tekstem ustawy, według której to miało być „zaświadczenie organizacji polskiej lub polonijnej działającej na terenie jednego z państw, o których mowa w ust. 2, potwierdzające aktywne zaangażowanie w działalność na rzecz języka i kultury polskiej lub polskiej mniejszości narodowej przez okres co najmniej ostatnich trzech lat” – jak widać, na początku chodziło o aktywne zaangażowanie, a nie o to, by organizacja znałazła się na jakiejś krótkiej liście uprawnionych do wystawiania zaświadczeń.

Kiedzy dzwonisz lub idziesz do konsulatu w sprawie Karty Polaka, musisz mówić tylko po polsku, nawet jeżeli rozmawiasz z takim samym Ukraińcem, jakim jesteś; ale to nie szkodzi, darmowa praktyka językowa zawsze się przyda :) Co gorsza, pojawiła się lista pytań o historii i kulturze polskiej, które mogą być zadane na rozmowie u konsula; tym czasem rozmowa ta już prawie oficjalnie nazywa się egzaminem – patrz np. artykuł „Co trzeba wiedzieć na egzaminie?”, umieszczony na jednym z polonijnych portali. Oczywiście, jest to ciekawa lektura i nie ma nic złego w tym, żeby chociaż raz te pytania przejrzeć. Ale uczyć się na pamięć tego, kto wygrał starcie pod Płowcami w roku 1331 i o co chodziło w Testamencie Krzywoustego to jednak niezły „demotywator” dla wielu ludzi. A co ustawa na to? Według ustawy wymagana jest „znajomość i kultywowanie polskich tradycji i zwyczajów”. Żadnego słowa o historii. Kiedy ja parę lat temu składałem dokumenty na Kartę Polaka, tego typu pytań nie było. Teraz są. Nikomu nie polecam uczyć się tego wszystkiego na pamięć, można te pytania i odpowiedzi po prostu przejrzeć; lepiej uważnie przeczytać ustawę i działać w jej ramach.

Mimo wszystko mamie udało się przebrnąć przez te wszystkie „kręgi piekła” i dostać wymarzony dokument. Tutaj na zdjęciu widać, jak mama dostaje jakieś coś za sukcesy w nauce w klubie języka polskiego, od wolontariuszek Marty i Iwony. Najciekawsze jest to, że akcja odbywa się pod amerykańską flaga :)


Jeszcze raz brawa dla mamy! Jedziemy do Polski!

P.S. A teraz prezent dla uczących się rosyjskiego. Tutaj znajdziesz starą dwujęzyczną ulotkę informacyjną o Karcie Polaka – po polsku i po rosyjsku.

4 нояб. 2012 г.

Bezcenna strona do nauki angielskiego

W tym krótkim wpisie opowiem o niespodziewanie dobrej stronie, na którą ostatnio trafiłem. Chodzi o EngVid.com — obfite źródło darmowych lekcji wideo nagranych przez native speakerów, profesjonalnych nauczycieli angielskiego jako obcego.

Mniej więcej dwa tygodnie temu, pracując nad pilnym tłumaczeniem o piątej nad ranem, postanowiłem zrobić sobie krótką przerwę i zajrzeć do sieci społecznościowej. Oczywiście, niezbyt wielu przyjaciół było online. Już nie po raz pierwszy zauważyłem, że właśnie o tej porze aktywnie dzieli się sieciowymi znaleziskami moja dawna koleżanka ze studiów, Larysa. "Co za inspirujący człowiek!", powiedziałem sobie, "o której ona w ogóle wstaje?"

Jak się okazało, owa koleżanka pracuje i odpoczywa w godzinach całkiem zwykłych, ale mieszka w innej strefie czasowej  na innym kontynencie. Dwa lata temu wraz z mężem i dziećmi przeprowadziła się do Chikago, dlatego w każdej wolnej chwili doskonali swoją znajomość angielskiego. Często ogląda filmiki z EngVid.com, jest bardzo zadowolona z ich wysokiej jakości i użyteczności.

Całkowicie zgadzam się z jej opinią o tej stronie. W chwili powstania tego wpisu jest na niej 430+ lekcji na najróżniejsze tematy — od podstaw gramatyki dla początkujących do "business English" i przygotowania do egzaminów (IELTS, TOEFL, TOEIC). Nauczyciele wyjaśniają zawiłości języka w jak najbardziej żywy i klarowny sposób. Prawie każda lekcja opatrzona jest krótkim testem, tak że zawsze możesz sprawdzić, na ile dobrze zrozumiałeś/zapamiętałeś omawiane treści. Wszystko jest za darmo  strona działa dzięki reklamom Google oraz dobrowolnym datkom użytkowników.

Jako prywatny nauczyciel angielskiego zacząłem od oglądania filmików o gramatyce. Link do jednego z nich podesłałem swojej uczennicy wraz z zadaniem domowym; wydaje mi się, że to jej bardzo pomogło  w każdym razie, zadanie zostało zrobione bez błędów. Tutaj jednak postanowiłem zamieścić porady na temat szerszy: jak się NIE uczyć i jak się uczyć języka obcego w ogóle. Wszystkie 4 filmiki należą do jednego nauczyciela  do Jamesa (który przypomina mi byłego współlokatora o takim samym imieniu :). Enjoy!

1. How NOT to learn English: 5 podstawowych błędów w nauce języka.


2. How NOT to Learn English, part 2: jak nie trzeba uczyć się na kursach językowych.


3. How NOT to Learn English – Studying English at Home: jak nie trzeba uczyć się samemu.


4. How to Learn English More Effectively: stara, ale dobra lekcja na ten sam temat.


Jak zwykle, zapraszam do dzielenia się linkami do innych użytecznych stron w komentarzach. 

30 окт. 2012 г.

Dlaczego lekcje robią się nudne?


Prawie pół roku temu, mieszkając jeszcze w Warszawie, usłyszałem historię pewnej dziewczyny, biorącej lekcje angielskiego. Według niej, pierwsze lekcje były dość ciekawe i oryginalne. Niestety, to się szybko zmieniło: już po kilku pierwszych spotkaniach lektorka „przestała się starać”, nauka stała się nudną rutyną. Skoro takich przypadków jest względnie dużo, postanowiłem napisać o tym na blogu.

Więc dlaczego tak się dzieje i kto jest temu winien?

1. TO WINA LEKTORA!
1.1. Złotówki w oczach. Zdarza się, że złowiek chce zarobić, a nie wie, jak. I wtedy to wpada na genialny pomysł udzielania lekcji/korepetycji z jakiegoś języka. Np. gdy mieszkałem w akademiku, jeden z moich współlokatorów, facet, który wcześniej zrezygnował ze studiów doktorackich, nie mógł znaleźć dobrej pracy. Co on wtedy zrobił? Wrócił na studia, i w przerwach między narzekaniem a sprawdzaniem stron typu pracuj.pl udzilał korepetycji z hiszpańskiego :)
Z tym zarabianiem jest kilka problemów. Z jednej strony, często tą drogą idą osoby niekompetentne, które dopiero zaczynają coś kumać w języku. Z drugiej strony, pojawiają się „stachanowcy” pracujący pod hasłem „nie daj zarobić innym”: człowiek pracuje za najniższą stawkę, żeby tylko uczniów było wiele; w wyniku cały czas jest zmęczony, mało kreatywny, nie potrafi dostosować lekcje „z pudełka” do prawdziwych potrzeb ucznia, i w ogóle staje się podobny do muzyka z piosenki Baszłaczowa:

Музыкант полысел. 
Он утратил талант,
Появилось немало морщин.
Он любил тот момент,
Когда выключат свет,
И пора убирать инструмент.

(tej piosenki możesz w całości posłuchać w mojej grupie)

Jak by nie było, jeżeli pieniądze są jedyną motywacją, to trudno się spodziwać czegoś dobrego. A poza tym, milionów z czegoś takiego i tak nie wyciągniesz, tym bardziej w pojedynkę; prywatne lekcje bynajmniej nie są najlepszym sposobem na szybką kasę.

1.2. A co, można inaczej? Najpierw opowiem znany rosyjski dowcip.
Upośledzona dziewczynka łapie złotą rybkę. A złota rybka, jak to mają takowe w zwyczaju, spełnia trzy życzenia. „Zrób mi duży nos… wielkie uszy… i długą szyję!”. Rybka spełnia życzenia, potem ze współczuciem patrzy na dziewczynkę i pyta: „A dleczego akurat takie życzenia? Zwykle ludzie życzą sobie bogactwa, zdrowia, pięknego męża lub żonę…” Dziewczynka na to: „To tak też można było?”
Autorzy ogłoszeń o korepetycjach i lekcjach czasem z dumą piszą o swoich dyplomach i uprawnieniach pedagogicznych. Nie piszą jednak o tym, że wraz z dyplomem na swoich uczelniach i kursach, renomowanych i nie bardzo, dostają proste przekonanie: nauka języka to wiele lat nudy. I co wtedy? Nawet mając najlepsze chęci, najczęściej działają według tego właśnie przekonania. Po prostu nikt im nie powiedział, że można inaczej. Może dlatego większość naprawdę ciekawych zajęć językowych, w których kiedykolwiek uczestniczyłem, prowadzona była przez osoby bez żadnego wykształcenia w tym kierunku. (Nawiasem mówiąc, z tłumaczeniami jest podobnie. Szef jednego z biur tłumaczeń, z którymi współpracuję, mówi: „Kiedy dowiaduję się, że kandydat do pracy ukończył wydział filologii języków obcych na jednej z naszych uczelni, zaczynam mieć co do niego wątpliwości”. Rzeczywiście: sam kiedyś prowadziłem działalność tłumaczeniową, i pamiętam, że najwięcej kłopotów dostarczali pracownicy z odpowiednim wykształceniem. I na odwrót: najlepszy i najbardziej znany tłumacz filmów na Ukrainie z wykształcenia jest… biologiem :)
Nie mówię, że tak dzieję się zawsze, ale jednak pewna tendencja istnieje.


2. TO WINA UCZNIA!
Możesz mieć większe lub mniejsze zdolności do nauki języków, ale nie o to chodzi. Dysponując czasem i wystarczającą chęcią, z pewnością możesz osiągnąć wyraźny sukces – przecież swojego języka się nauczyłeś :) Tutaj jednak chcę powiedzieć o niektórych nastawieniach i zachowaniach, które skuteczną naukę języka bardzo utrudniają lub nawet uniemożliwiają.

2.1. Kij i marchewka. Wydawałoby się, że kij i marchewka wcale nie są do sibie podobne, a jednak mają coś wspólnego – pomagają narzucać osłu wolę właściciela. Człowiek, mimo że stoi na wyższym szczeblu inteligencji, tak samo potrafi działać według celów narzuconych z zewnątz, pod wpływem strachu i pozornych korzyści. W takich przypadkach trudno się spodziewać genialności, twórczego podejścia lub po prostu wysokich wyników.
Im bardziej „Twoją” jest motywacja do nauki języka, im bardziej interesujesz się językiem jako takim, kulturą kraju, w którym jest używany, chcesz obcować z ludzmi, którzy tam mieszkają – tym większe masz szansy na szybki progres. I odwrotnie. Oto kilka przykładów „nieekologicznej” motywacji:
  • Język tylko do pracy. I znów wracamy do złotówek w oczach. Chociaż nie: tym razem to nie złotówki, tylko euro, dolary, ruble itp. Podobno jak w przypadku nauczycieli, działa to zgubnie. Trudno nauczyć się języka w taki sposób. Wyraźną ilustracją tego są „gast arbaiterzy”, nie mówiący płynnie w języku obcym, mimo że od wielu lat mieszkają i pracują za granicą.
  • Zaliczenie egzaminu / rozmowy kwalifikacyjnej. Ta opcja jest jeszcze gorsza, niż poprzednia, ponieważ nierzadkie są tutaj sytuacje, gdy człowiek w ogóle nie zamierza posługiwać się językiem po osiągnięciu narzuconego wymarzonego celu. Przykład: ludzie uczący się francuskiego, by wyemigrować do Kanady przez Québec (a potem szybciutko wyjechać do prowincji angielskojęzycznej, i już nigdy o tym strasznym francuskim nie wspominać). Słyszałem wiele razy od lektorów francuskiego: z takimi pracuje się najtrudniej. Kolejnym przykładem są ludzie z byłego ZSRR uczący się polskiego, żeby dostać Kartę Polaka i bez problemów podróżować po Unii Europejskiej. Przytoczę anegdotkę: mam znajomego, który kiedyś na szybko nauczył się podstaw języka, dostał Karte Polaka, a teraz w ogóle nie rozumie po polsku ani słowa.
  • Nauka języka jako element „lajfstajlu”, czyli będę robił tak dlatego, że tak robią „ludzie sukcesu”. Będę uczyć się języka (nie, lepiej JĘZYKÓW), żeby pochwalić się przed kolegami, żeby coś udowodnić – komuś lub sobie samemu, albo po prostu dla rozrywki. Wydawać by się mogło, że ta motywacja jest dosyć dobra: w odróżnieniu od poprzednich przypadków, tutaj już nie ma silnej presji na osiągnięcie wyników, człowiek od samego początku jest nastawiony na znalezienie jakiejś przyjemności już w samym procesie nauki – i od tego właśnie ma szansę się zacząć jego długa i zachwycająca przygoda z językami. A jednak „mere wishes are silly fishes”: to, co chwilowo znałazło się w Twoich marzeniach, może nie mieć nic wspólnego z Twoimi rzeczywistymi potrzebami i dążeniami. Jeszcze jedna krótka anegdotka: pewien budowlaniec z Warszawy kiedyś zamówił ode mnie jedną lekcję ukraińskiego głównie po to, by w jej trakcie odebrać telefon i powiedzieć: „Nie, nie mogę teraz… na lekcji jestem. Tak-tak, dobrze usłyszałeś: NA LEKCJI! Na naukę nigdy nie jest za późno…”
2.2. Poszukiwanie „magicznej tabletki”. Jeżeli cel nie jest tak naprawdę Twoim, to naturalnie nie chcesz wkładać poważnego wysiłku w jego osiągnięcie. Miliony marzą o nauce szybkiej, łatwej, „automatycznej”, bez żadnych tam zadań domowych i jakiejkolwiek pracy samodzielnej. Śrila Prabhupad mawiał: "Ludzie chcą być oszukiwani i dlatego pojawiają się oszuści". O tym kiedyś świetnie napisał Karol w poście pt. Demony głupoty.

2.3. Wiara, że znałazłeś „magiczną tabletkę”. Jeżeli człowiek szukał jakiegoś magicznego sposobu i w końcu za coś zapłacił – na przykład, za prywatne lekcje – to często oznacza, że on rzeczywiście traktuje znaleziony sposób nauki jako magię, tzn. uczy się języka tylko w ramach podręczników, tylko i wyłącznie na lekcjach. Żadnej pracy domowej nie odrabia, albo – w lepszym przypadku – robi tylko to, co nauczyciel kazał. A co będzie, kiedy skończy się kurs nauki? Poprawna odpowiedź: wszystko się zapomni. Łatwo sprawdzić, czy jesteś w tej kategorii: jeżeli w nauce języka nic nie robisz z własnej inicjatywy, jeżeli Tobie nigdy się nie chce zrobić coś extracurricular, jak o tym pisze Mizuu, to mam dla Ciebie smutną wiadomość…

2.4. Autodefetyzm. Kolejną rzeczą, której można się spodziewać od narzuconego z zewnątrz celu, jest chęć jak najszybciej z tego celu zrezygnować. Autodefetystycznie nastawiony człowiek:
  • będzie doszukiwać się wad nawet w dość dobrych lekcjach i kursach językowych, by z nich zrezygnować i nie zaczynać żadnych innych. 
  • będzie kontynuował naukę w bezskuteczny sposób u niekompetentnych ludzi, by w końcu uznać, że „nie ma zdolności językowych” i szczęśliwie leniuchować (przykład: dziewczyna, o której była mowa na początku wpisu, przez jakiś czas jeszcze kontynuowała swoje nudne lekcje, moich zaś nie chciała spróbować nawet za darmo, bo „nie była przekonana do skype’a”). 
  • znajdzie nową „magiczną tabletkę”, na którą jego/jej na razie jeszcze nie stać, i – już po raz kolejny – w ogóle nic nie będzie robić. 


3. BÓG WIE, CZYJA TO WINA
Może się złożyć tak, że zarówno lektor jak i uczeń mają najlepszą motywację i wszystkie niezbędne warunki, a jednak coś nie działa: nie pasują do siebie ich temperamenty, wiek, itp., przeszkadzają jakieś bliżej nie określone uczucia. Takie rzeczy zwykle można zauważyć już na samym początku – dobrze w tym pomagają lekcje próbne i tzw. „dni drzwi otwartych”. Jeżeli widzisz, że coś nie gra, po prostu spróbuj lekcje u innego lektora.
Polecam przy okazji lekcje rosyjskiego przez Skype z native spekerem, czyli ze mna.

P.S. W najbiższym czasie obiecuję smutnych postów więcej nie pisać :)

16 окт. 2012 г.

Słuchanie x Czytanie

Dzisiejszy wpis, mam nadzieję, przyda się wielu średniozaawansowanym (a nawet zaawansowanym) wielbicielom języka rosyjskiego. Podam tutaj 3 ciągle aktualizowane źródła ciekawych materiałów w wersji dźwiękowej + tekstowej.

O ważności tego typu materiałów źródłowych już mówiłem; jeszcze więcej na ten temat pisze David Snopek w ebooku, który obiecałem kiedyś przetłumaczyć na rosyjski (niestety, jeszcze nie skończyłem :). Krótko mówiąc, jest to jedna z najszybszych i najlepszych metod nauki dla osób znających już podstawy gramatyki i władających podstawowym słownictwem.

Otóż polecam następujące strony internetowe:

1. Audioveda.ru
Baaaardzo wielkie zebranie różnego rodzaju wykładów nt. psychologii, stosunków, zdrowia, medycyny ajurwedyjskiej, astrologii, religii itp. Wszystkim lub prawie wszystkim wykładom towarzyszą tekstowe transkrypcje. Przestrzegam, że język mówiony nie zawsze jest perfekcyjny (zdarzają się nie najlepiej zbudowane zdania i słowa-śmieci). To samo można powiedzieć o transkrypcjach przygotowanych przez wolontariuszy lub nisko opłacanych freelancerów. Mimo tego uważam, że strona jest jak najbardziej warta uwagi, szczególnie dla osób już znających rosyjski na dość wysokim poziomie. Zapoznanie się ze stroną możesz zacząć od tego lub tego seminarium.

2. Aerostat
Aerostat to naprawdę kultowa audycja radiowa nadawana co tydzień na falach Radia Rosji. Autorem jest Boris Griebienszcikow (Борис Гребенщиков), lider zespołu Akwarium. Tutaj język jest na najwyższym poziomie: autor, prawdziwy petersburski intelektualista, najpierw pisze tekst, potem nagrywa go w studiu, dopiero potem powstaje audycja, tak że każdy odcinek jest swego rodzaju dziełem sztuki. Tematy odcinków są zwykle powiązane z muzyką (np. twórczość pewnego zespołu, historia pewnego stylu, itp.), ale nie koniecznie. Na przykład, pierwszy odcinek, który usłyszałem dzięki koledze z Białorusi, dotyczył... miłości :) Scenariusz czytamy na stronie autora, audycji słuchamy tutaj.

3. ШколаЖизни.ру | Подкасты
Krótkie podcasty o wszystkim. Jest ich dużo, z pewnością coś dla siebie znajdziesz :) Podobno jak w przypadku z Aerostatem, najpierw powstaje tekst, potem nagranie, co oznacza, że jakość produktu końcowego była kilkakrotnie sprawdzona. Co prawda, treść tych podcastów nie jest specjalnie głęboka, taki zwykły rozrywkowy internetowy kontent.

Dużą zaletą wszystkich trzech wymienionych serwisów jest możliwość ściągnięcia każdego nagrania w postaci mp3, by potem wygodnie posłuchać na spacerze, w samochodzie, na działce, w kuchni – gdzie tylko zechcesz. W pierwszym przypadku (Audioveda) ta opcja działa pod warunkiem bezpłatnej rejestracji na stronie; na pozostałych stronach rejestracja nie jest wymagana.

Jeżeli Twoje ulubione źródło zostało ominięte, możesz podzielić się nim w komentarzach.
Powodzenia w nauce!

8 окт. 2012 г.

Wracam ;)

Ostatnio jeden z moich warszawskich uczniów zapytał mnie, "dlaczego blog umarł?" Odpowiedziałem, że nie umarł, tylko jest na urlopie. I rzeczywiście, jak kiedyś zauważyłem, żeby stwerdzić, że blog naprawdę umarł, musi się na nim znaleźć ostatni wpis pod tytułem "Wracam" :)

Od czerwca "Nie tylko rosyjski" był na urlopie z kilku powodów. Oto one:

1. Brak motywacji. Gdy wróciłem do domu, wszyscy moi warszawscy uczniowie przestali korzystać z moich usług. Nawet mimo to, że oferowałem dla nich więcej darmowych minut w Skype. No cóż, насильно мил не будешь :)

Ciekawie, że nawet spośród zwyciężców konkursu nikt się nie zwrócił po swoją nagrodę. A więc przez jakiś czas zastanawiałem się, po co to wszystko w ogóle jest, skoro i tak zarabiam z innych źródeł, a blog tylko w tym przeszkadza, ponieważ zabiera czas... To się trochę zmieniło, kiedy lekcje przez Skype jednak się zaczęły. Przy okazji informuję, że od dzisiaj liczbę darmowych minut dla chętnych rozpocząć naukę zmniejszam do 15 minut.

2. Brak czasu. Z jednej strony, ponieważ w czerwcu zrezygnowałem ze studiów, prezenty ze Skarbu Państwa przestały co miesiąc w magiczny sposób pojawiać się na karcie, więc muszę teraz trochę więcej pracować. Jednocześnie się okazało, że w dużej mierze prowadziłem bloga po to, by prokrastynować i nie myśleć o studiach, a teraz już nie mam o czym zapominać, same miłe rzeczy :) Tak czasem jest — musisz w końcu посмотреть своей правде в пустые глаза, i zobaczyć tam rzeczy całkiem niespodziewane.

Oprócz sensu stricto zarabiania zajmowałem się wieloma ciekawymi rzeczami. Na przykład, wymyśliłem sobie kiedyś w Warszawie, że musimy napisać z przyjacielem motywującą książkę. Zrealizowaliśmy ten pomysł, już wkrótce ją wydrukujemy. Książka jest po rosyjsku i już teraz pomaga w życiu naszym znajomym. Zamówić już teraz możesz u mnie, książka kosztuje jedynie 25 złotych (w tym dostawa!), czyli prawie nic :)

Na razie tyle; do zobaczenia za tydzień.

P.S. niniejszy wpis dedykuję Beacie :)

2 июл. 2012 г.

Urodziny językowe

Jeżeli człowiek lubi języki, to często się składa tak, że nawet urodziny swoje świętuje w jakiś "językowy" sposób. Myślę, że ten rok pod tym względem wyszedł mi całkiem nieźle.

Tak naprawdę urodziny mam 4. czerwca, i gdyby tą datą całe świętowanie miało się ograniczyć, musiałbym stwierdzić, że nic ciekawego się nie działo: rano kupiłem sobie bilety do Turcji, a potem pracowałem, pracowałem, pracowałem... Oczywiście, obie te czynności możemy uznać za jak najbardziej powiązane z językami obcymi, pierwsza bowiem miała umożliwić mi w najbliższej przyszłości kontakt z bardzo niezwykłym językiem, którego się uczę (o którym to kontakcie chyba muszę osobną notkę napisać, bo to ciekawe :), praca zaś polegała na tłumaczeniu na ukraiński zachwycającej umowy o wykonaniu systemu sterowania linii produkcji...

Ciekawsze rzeczy działy się jednak przed rzeczywistą datą urodzin i po niej. 2 czerwca mieliśmy w Warszawie bardzo udany Zjazd Blogerów Językowych, kolejną zaś wersję urodzin po powrocie z Turcji urządzili dla mnie moja dawna koleżanka Valentyna i jej cłopak Yury. Specjalnie z tej okazji powstało ciasto (a właściwie to nawet 2 ciasta, wyglądające jako jedno — Valentyna naprawdę jest hardkorem!).

No a teraz o językach. Valentyna w domu mówi po ukraińsku, Yury — po białorusku. Ale to u nich cały czas w taki sposób jest; z okazji moich urodzin, języków było jeszcze więcej! Ponieważ Valentyna ostatnio zdała egzamin z rumuńskiego, wcale się nie zdziwiłem, gdy zaproponowała mi obejrzeć film "Bună! Ce faci?" A skoro ja rumuńskiego (jeszcze?) nie znam, oglądaliśmy go z napisami po angielsku (trzeba powiedzieć, w bardzo dobrym tłumaczaeniu!).

A ponieważ działo się to w Warszawie, bez odrobiny polskiego po prostu nie mogło się obejść. Akurat przed moim przyjazdem w tamtej okolicy otworzono sklep (czy co to w ogóle jest) pod atrakcyjną nazwą "Alkohole" — tuż przy przystanku autobusowym. Kiedy czekaliśmy na mój autobus, znikąd pojawiły się dwie wesołe starsze panie i zaczęły komentować rozwieszone na oknach reklamy-cenniki. W normalnym życiu jestem wobec alkoholu nastawiony wrogo, ale tym razem nie przeszkodziło mi to wraz z kolegami pośmiać się z żartów doświadczonych warszawianek :)

Jeszcze raz dziękuję wszystkim współautorom wszystkich moich świąt! Niech wasze i moje życie będzie jednym wielkim, nie kończącym się świętem. I niech mówi się na nim w tylu językach, w ilu się da!

28 июн. 2012 г.

Wyniki konkursu!

Wreszcie wróciłem z Turcji, a więc mogę teraz na spokojnie ogłosić wyniki konkursu, który trwał prawie miesiąc.

Przede wszystkim muszę zauważyć, że liczba uczestników nie była fascynująco duża. Znam kilka osób, które wyraziły chęć udziału, lecz potem z jakichś powodów o tym zapomniały. Jest to dobra lekcja dla mnie — muszę jak najszybciej uruchomić listę mailingową, żeby wszyscy zainteresowani ciekawymi wydarzeniami na blogu mogli zawsze być z nimi na bieżąco...

Mimo skromnej ilości, "jakość" uczestników jest dla mnie miłym zaskoczeniem: jak zobaczysz z przytoczonego poniżej filmika, 100% z nich są (obecnie lub w przeszłości) blogerami językowymi :)


Proszę zwycięzców o jaknajszybsze zgłoszenie się po nagrody. Lekcje przez skype możecie pobrać w lipcu; specjalnie zaprojektowałem nagrodę w taki sposób, żeby to była nie jedna lekcja, tylko dwie krótsze. W trakcie pierwszej sprawdzimy wasz poziom i ustalimy potrzeby, druga zaś będzie całkowicie dostosowana do waszych celów i życzeń :)

A może, ktoś zamiast lekcji chcę książke? To też byłby bardzo dobry wybór! Książka nie jest o językach, tylko o tym, jak zostać czarodziejem. Jest po rosyjsku, a więc ma szansę spodobać się bardziej zaawansowanym miłośnikom języka i światopoglądu wschodnich sąsiadów :) Żeby wyszło naprawdę ciekawie, piszę ją nie sam, tylko we współautorstwie z Siergiejem Gonczarukiem (Сергей Гончарук), znanym na Podolu ekstrasensem i uzdrowicielem. Co prawda, współautorstwo trochę zwalnia proces pisania, więc jako realistyczny termin wydania książki widzę dopiero sierpień 2012. 

Wszystkim, kto wziął udział w konkursie, serdecznie dziękuję! A wszystkich pozostałych zapraszam na krótkie lekcje próbne.

23 июн. 2012 г.

O pięknie błędów. Część 2

W poprzedniej części rozprawiałem na temat piękna procesu popełniania błędów. Zwróciłem także uwagę na to, że własne błędy są bardzo użytecznym (a często nawet niezbędnym) materiałem do nauki języka. Mam nadzieję, że udało mi się to w zrozumiały sposób wyjaśnić. Wnikliwy czytelnik jednak może zauważyć, że w życiu codziennym często spotykamy się nie z procesem, tylko z gotowym rezultatem. O jakim pięknie możemy mówić w takim razie? Na ile pamiętam, dr Józef Darski w takich wypadkach natychmiast zaczynał rozważania o "analfabetach" i o "systemie edukacji, produkującym debili". Ale na szczęście, nie muszę już tego słuchać :)

1.
Zacznijmy zatem od historyjki zupełnie niewiarygodnej. O tym, jak pewnego zimnego dnia malutka literóweczka w pewnym angielskim słówku zapewniła mi wygodny nocleg, gorącą kolację połączoną z wykonaniem na żywo ulubionej piosenki, a także spotkanie z osobą, którą od dawna lubię.

Jak do tego doszło? W styczniu 2010 piłem sobie herbatę w bufecie siedziby Microsoft Ukraine. Jak widać z nazwy, firma jest amerykańska. Angelszczyzna jest tam dosłownie wszędzie -- nawet instrukcję przeciwpożarową oprócz wersji ukraińskiej po angielsku wydrukowali. Zauważyłem w niej następujące zdanie (nawet zdjęcie zrobiłem, ale ono jest na Ukrainie, a ja w Turcji):

Don't use elevators, use stars instead.

Stwierdziłem, że to najpiękniejsza poezja, którą w ciągu ostatnich pół roku widziałem, i napisałem o tym SMS do Julii. Po kilku godzinach ona znałazła chwilę, by do mnie oddzwonić, podziękować i zapytać, jak się mam. Odpowiedziałem, że mam się świetnie, ale nie mam gdzie spać (dopiero wtedy się zorientowałem, że jestem w takiej sytuacji). Nocleg został załatwiony w mgnieniu oka: Julia poprosiła jednego ze współlokatorów o ustąpienie mi pokoju, tym czasem ugotowała kolacje. Podczas kolacji okazało się, że jeszcze inny jej współlokator trochę gra na gitarze, i korzystając z okazji, postanowił zaśpiewać dla mnie piosenkę -- jedną z moich ulubionych! Oto ona -- w wykonaniu autora, Olega Miedwiediewa z Irkucka:



2.

W tym roku spędziłem setki godzin, udzielając lekcji z Rosyjskiego w Warszawie, nie mogło więc się obejść bez ciekawych perełek, wymyślonych przez uczniów. Nie będę mówić o banalach w stylu писать/писать, opowiem tylko o jednym bardzo trafnym określeniu, wymyślonym przez pewną zaawansowaną uczennicę thanks to serendipity. Otóż siedzimy z Olą w KFC (miejscu, w którym odbywały się lekcje), ja akurat wypiłem mojito i już domyślam się, że zaraz będzie jakiś "moment prawdy". I rzeczywiście! Zrodziło się wtedy słówko ПРЕДПРИДАВАТЕЛЬ. W zależności od pisowni mamy co najmniej 2 niebezsensowne znaczenia:

ПРЕДПРИДАВАТЕЛЬ = преподаватель + предприниматель

lub też

ПРЕДПРЕДАВАТЕЛЬ = преподаватель + предавать

I rzeczywiście: nieraz można spotkać na Ukrainie wykładowców, myślących nie o jakości kształcenia, tylko o własnym "interesie", często w postaci łapówek od studentów -- i w ten sposób zdradzającym system edukacji. Zamieszczę wkrótce wywiad z moim ulubionym profesorem Olegiem Chomą z Uniwersytetu technicznego w Winnicy, w którym to wywiadzie poruszono między innymi ten wątek. Jeśli chcesz posłuchać, musisz szybko nauczyć się ukraińskiego, dlatego że wywiad po ukraińsku będzie :)

3.
Tego błędu nie ma już od dawna: przedstawiam "archiwalne" zdjęcie międzynarodowej kasy na dworcu głównym PKP we Wrocławiu sprzed renowacji.


Może się wydać, że nic ciekawego tu nie ma. No, pomyślisz sobie, продажа билетов в международной сообщении. Po prostu pierwszy raz w życiu zobaczyłem wtedy, że w dużym europejskim mieście, w bardzo poważnym i widocznym miejscu może być napisana taka bzdura, dlatego bardzo mnie to rozbawiło. Później, oczywiście, widziałem wiele tego typu niespodzianek, a jednak pierwszego razu się nie zapomina :)

* * *

Niegdyś słyszałem od uczniów, że dzięki błędom teksty na moim blogu maja swoisty urok. Mam nadzieję, że jest tutaj jeszcze coś ciekawego oprócz błędów :)

8 июн. 2012 г.

O pięknie błędów. Część 1

Prawdopodobnie myślisz, że to jakiś oksymoron, celowe zestawienie wyrazów o przeciwstawnych znaczeniach (jak np. "эстетика пердежа") — przecież błędy zawsze są brzydkie! Czytaj dalej, a spróbuję Ci udowodnić, że tak nie jest. Nawiasem mówiąc, był to jeden z tematów, omawianych na 3. zjeździe blogerów językowych — zaczęło się od billboardów z napisem "Feel like at home", na które zwróciła uwagę CardamomTea po przyjeździe. 

Kiedy uczymy się nowego języka, dużo wysiłku wkładamy w wyeliminowanie błędów. Cieszymy się, jeżeli znajdziemy chętnego do pomocy uważnego native-speakera, a czasem nawet samodzielnie jesteśmy w stanie znaleźć kilka byków w swoim tekście lub zrozumieć, że coś nam się źle powiedziało. I wtedy poprawiamy, poprawiamy, poprawiamy. I nijak inaczej.

Prawdopodobnie nie ma skuteczniejszego materiału do nauki, niż własne błędy. A więc w pewnym sensie im więcej ich jest, tym lepiej. Ważne, by szybko wyciągać z nich wnioski i nie powtarzać tych samych błędów zbyt wiele razy. Innymi słowy, najlepsze są te błędy, które popełniamy po raz pierwszy.

I tutaj już się zbliżam do myśli przewodniej całego wpisu :) Gdy człowiek popełnia błąd językowy po raz pierwszy, on musi go wymyślić. Przecież w żadnym podręczniku czegoś takiego nie ma (no dobrze, może w niektórych i jest, ale mniejsza o to :). Pisanie lub mówienie w sposób poprawny to w dużej mierze praca odtwórcza. Wymyślanie błędów natomiast jest swoistą formą twórczości (czy widziałeś kiedyś minę osoby, która właśnie wymyśla błąd, np. na kursie językowym?), czymś, co na krótką chwilę robi z nas... Boga :) 

Słyszałem gdzieś powiedzenie — niestety, nie mogę sobie przypomnieć autora — że cłowiek jest zachwycającą powieścią z dużą ilością błędów ortograficznych. Rzeczywiście! Czy nie bywa tak, że lubimy kogoś jeszcze bardziej za to, że jest w jakiś sposób niedoskonały?

Na tej głębokiej myśli muszę skończyć; w następnej notce na ten temat pokażę Ci z życia wzięte przykłady pięknych błędów :)

4 июн. 2012 г.

Pogaduszki poliglockie #3: relacja

2 czerwca w Warszawie odbyło się trzecie międzynarodowe spotkanie polskich blogerów językowych, do tej pory najliczniejsze. Po prawej widać nasz wspólny "artwork".

Oprócz mnie, w spotkaniu uczestniczyły autorki dwóch wspaniałych blogów o językach: Nauka języków obcych i Delving into languages.

Za każdym błogiem stoi realny człowiek, a więc rozmawialiśmy między innymi o tym, jak korzystamy ze znajomości języków obcych w swoim codziennym życiu — w pracy i na studiach.

Skoro reprezentujemy różne regiony, porozmawialiśmy trochę o regionalizmach w języku polskim. Można było dowiedzieć się, czym ostrzytko różni się od strugaczki, czy jest wuchta wiary terminem religijnym, czy pasuje porannik do kaszketówki, oraz czy lubią kejtry pyry :)

Opowiadałem trochę o moim konkursie; blogerki obiecywały wziąć w nim udział. Czekam :)

Niestety, tym razem nie mogła dojechać autorka Language Sport (która, nawiasem mówiąc, już za parę dni wraca do Moskwy), co nie przeszkodziło jej współorganizować spotkanie i wirtualnie w nim uczestniczyć przez SMSy :) Nawet wśród omawianych tematów była jedna rzecz, zaproponowana przez wirtualną uczestniczkę — chodzi o socjonikę, którą Natalia już od pewnego czasu interesuje się. Na podstawie testów osobowościowych (ja, na przykład, korzystałem ze strony socioniko.net) wyznaczyłiśmy swoje typy odosobowości i odkryliśmy, że 100% uczestników trzeciego zjazdu blogerów są introwertykami (mimo że nasze konkretne typy osobowości się różnią). Tujaj może paść pytanie: i jak obcują ze sobą 100% introwertyków? Moja odpowiedź: świetnie! :) 

Oto krótki cytat z relacji Lady of Cinnamon:
...in my case getting to know people who share my fiery passion was highly motivating. I'm sure our get-togethers will become more frequent and attendance will increase. I'm already looking forward to another meeting. 

Kolejnym zaskoczeniem dla mnie było odkrycie, że dla 100% z nas pierwszym blogiem o językach, który czytaliśmy, był Świat Języków Obcych Karola Cyprowskiego. A więc... Jesteśmy sektą świadków Karola :) Dzięki, Mistrzu! Dobrze, gdy jest od kogo się uczyć, ale szkoda, że Karol jeszcze nie brał udziału w naszych spotkaniach osobiście.

* * *

Jeżeli chcesz prowadzić bloga językowego i masz w tej kwestii jakieś pytania, zostaw je w komentarzach do tej notki. Postaram się odpowiedzieć.

1 июн. 2012 г.

Konkurs z nagrodami! :)

Gdy prosiłem czytelników o zagłosowanie na ten blog, opracowałem coś w rodzaju programu wyborczego. Obietnicą nr 3 było napisanie ebooka, pomagającego w nauce języka rosyjskiego.

Żeby ebook naprawdę pomagał, muszę najpierw dowiedzieć się, jakie są z tym rosyjskim problemy.
W tym właśnie celu ogłaszam konkurs. Trzech zwycięzców dostanie nagrodę  jedną z dwóch do wyboru: darmowe zajęcia z rosyjskiego ze mną (Skype, 2 x 45 min) lub bardzo interesującą książkę w języku rosyjskim, która prawie na pewno zmieni wasze życie :)


Uwaga: deadline — 27 czerwca, 23:59 czasu warszawskiego (przedłużony ze względu na mój niespodziewany wyjazd do Turcji).


Warunki są jasne i proste, jak molibden. Wystarczy napisać w komentarzach do tego wpisu odpowiedzi na [wszystkie] następujące pytania:
  1. Z jakiej miejscowości jesteś? Czym się zajmujesz (np. w jakiej branży pracujesz, gdzie i co studiujesz)?
  2. Na jakim poziomie i skąd znasz rosyjski? Od kiedy uczysz się tego języka?
  3. Opisz dokładnie 3 najtrudniejsze problemy, jakie masz z nauką rosyjskiego. Proszę unikać banałów typu "nie wiem, gdzie jest akcent", czy "zapominam słówek". Doceniam szczegółowe opisy, z emocjami i przykładami, co dokładnie nie gra.
  4. Nie jesteśmy pesymistami: opisz 1 krok w nauce rosyjskiego, który naprawdę bardzo Ci pomógł. Wymagania takie same, jak w poprzednim punkcie :)
Czy to wszystko?

I tak, i nie. Odpowiedzi w komentarzach wystarczą, by brać udział w konkursie — wygrają najbardziej treściowe. Może się zdarzyć, że ukaże się kilka równie dobrych odpowiedzi. Żeby zdecydować, kto naprawdę jest zwyciężcą — a z zasady tutaj nie chcę nic losować — uwzględnię jeszcze dwa rodzaje działań:
  1. Promowanie tego konkursu w sieciach społecznościowych lub na Twoim blogu — wystarczy napisać, że bierzesz udział w konkursie bloga "Nie Tylko Rosyjski" i podać link na ten wpis. Linki na Twoje strony, gdzie zamieścisz tę informację, wyślij do mnie na mail: ros.native@gmail.com
  2. Szukanie błędów na moim blogu. Polskiego nauczyłem się względnie niedawno, a więc w tekstach mojego bloga można znaleźć trochę "byków". Znajdź co najmniej 3 i zgłoś do mnie na mail: ros.native@gmail.comBłędy, które już zdążę poprawić w momencie dostania Twojego maila, się nie liczą.
Uwaga: jeżeli piszesz tutaj pod pseudonimem, proszę podawać ten sam pseudonim w każdym Twoim mailu -- by nic się nie zgubiło :)

Jeszcze raz: deadline — 27 czerwca, 23:59 czasu warszawskiego.

Zachęcam do udziału i życzę powodzenia!

Ryba moich marzeń

Jeżeli czytasz ten blog od dłuższego czasu, to już zapewne wiesz, że jestem wegetarianinem i żadnych ryb nie jem :) Ale chodzi tu o co innego.

Mniej więcej 9 miesięcy temu w rosyjskojęzycznym internecie uzyskał popularność filmik, nagrany przez pewnego emerytowanego policjanta z małej miejscowości w Rosji. Facet złapał rybę — może nie fantastycznie dużą, ale ponieważ w jego regionie ryb jak na lekarstwo, odebrał to jako naprawdę niezwykłe wydarzenie, i nie ukrywał radości z tego powodu :) Szczera radocha prostego człowieka w mgnieniu oka podbiła internet, a po kilku tygodniach bohater filmika, Viktor Gonczarenko, wielokrotnie wystąpił w różnych programach telewizyjnych. Osobiście ja byłem tak zachwycony całym tym zjawiskiem, że nawet napisałem poemat o spełnieniu marzeń (ale taki grafomański poemat, bez różnych tam cierpień, chaosu i schizofrenii :) Jak zawsze, zainteresowanych szczegółami odsyłam do Луркоморья.


Czemu teraz o tym piszę? Dlatego blog "Nie Tylko Rosyjski" wczoraj złapał taką właśnie rybę! 15 miejsce w rankingu blogów o nauce języków, i to mając niecałe 2 miesiące!! Йааааааазь!! :)


Serdecznie dziękuję wszystkim, kto na mnie głosował. Razem możemy dużo!


Teraz mogę na poważnie zabrać się za realizację mojego "programu wyborczego". Oczywiście, w tym także będę potrzebował aktywnej pomocy, udziału i wsparcia czytelników. A więc zachęcam do dalszego udziału w moich projektach i do dzielenia się ciekawostkami z tego bloga w sieciach społecznościowych (w tym celu w górnym prawym kącie bloga są różnokolorowe przyciski :)

W pierwszej kolejności zajmę się spełnieniem obietnicy nr 1: już 2-3 czerwca współorganizuję i biorę udział w kolejnym międzynarodowym spotkaniu blogerów językowych.


Nie mogę nie wspomnieć o jeszcze jednej dobrej wiadomości, bezpośrednio powiązanej z międzynarodowością zjazdów blogerów :) Organizując poprzednie spotkanie, odebrałem autorkę Language Sport z Lotniska Chopina; dalej musieliśmy jechać autobusem nr 175, i nie było innej opcji. Późno wieczorem z tym nie ma większego problemu, ale w godziny szczytu tym samym autobusem zwykli warszawiacy jadą do pracy / z pracy, na uczelnie / z uczelni i tak dalej, a poza tym autobus często po prostu stoi w korkach (na przykład, koło Placu Zawiszy). Od dzisiaj mamy lepsze rozwiązanie :)
Korzystając między innymi z funduszy unijnych, wybudowano odcinek kolei o długości około 2 km; duża część nowego połączenia (1 183 m) przebiega pod ziemią na głębokości do 5 m. Pociągi ruszają oficjalnie od dzisiaj, ale ja tego szczęścia spróbowałem jeszcze wczoraj :) Uważajcie tylko przy wsiadaniu i wysiadaniu: na stacji Lotnisko Chopina zaskoczyła mnie trochę odległość między krawędzią peronu pasażerskiego a wagonem (tak na oko 27 cm!).



W każdym razie, miłych podróży, dziękuję jeszcze raz za oddany głos, i zapraszam na jutrzejsze spotkanie!

Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Hosted Desktop